Kosmos ma tę przewrotną właściwość, że im więcej o nim wiemy, tym wyraźniej widzimy skalę własnej niewiedzy. Człowiek może wysyłać sondy poza Układ Słoneczny, budować stacje orbitalne i fotografować obiekty oddalone o miliardy kilometrów, a jednak nadal pozostaje gatunkiem, który dopiero uczy się opuszczać własne podwórko. Jak będę duży to zostanę Hadfieldem opowiada właśnie o tej nauce. O kolejnych próbach, błędach, katastrofach i sukcesach, dzięki którym spoglądanie w niebo przestało być wyłącznie marzeniem.
Komiks Bartka Biedrzyckiego i Błażeja Kurowskiego trudno nazwać klasyczną opowieścią fabularną. Nie ma tu jednego bohatera prowadzącego czytelnika przez kolejne wydarzenia, rozbudowanych dialogów ani konfliktu zamkniętego w tradycyjnej narracji. Jest za to historia ludzkiej ambicji, przedstawiona jako ciąg coraz śmielszych pytań. Jak oderwać się od ziemi? Jak przeżyć w przestrzeni kosmicznej? Jak dotrzeć na orbitę, Księżyc, a później jeszcze dalej?
To opowieść o ludziach, którzy najpierw wyobrażali sobie rzeczy niemożliwe, a następnie zaczynali je konstruować. Autorzy prowadzą czytelnika od pierwszych eksperymentów z lotem i rakietami, przez rozwój programów kosmicznych, wyścig mocarstw, kolejne misje załogowe, aż po współczesne loty komercyjne. Tytułowy Chris Hadfield pojawia się jako symbol nowej epoki astronautyki. Nie jest już wyłącznie zamkniętym w niedostępnej kapsule bohaterem narodowym. To astronauta, który dzięki nagraniom z Międzynarodowej Stacji Kosmicznej potrafił pokazać codzienność orbity milionom ludzi i sprawić, że odległy kosmos stał się nieco bardziej znajomy.
Sam tytuł dobrze oddaje ducha publikacji. Nie chodzi wyłącznie o Hadfielda jako konkretną osobę, lecz o dziecięce przekonanie, że można zostać kimś, kto przekroczy granice znanego świata. Autorzy nie wyśmiewają tej naiwności. Przeciwnie, pokazują, że właśnie z podobnych marzeń wyrastały późniejsze odkrycia.
Historia podboju kosmosu nie zostaje jednak przedstawiona jako nieprzerwany marsz zwycięzców. Obok triumfów pojawiają się porażki, nieudane eksperymenty, polityczna rywalizacja i tragiczne wypadki. Biedrzycki zachowuje lekki ton, ale nie udaje, że wielkie osiągnięcia przychodziły bez ceny. Każdy kolejny etap był wynikiem ogromnego wysiłku ludzi, którzy często pracowali na granicy dostępnej wiedzy.
Kosmiczny postęp nie jest tutaj pojedynczym skokiem ku gwiazdom, lecz mozolnym wspinaniem się po szczeblach zbudowanych z cudzych doświadczeń. Dużą zaletą komiksu jest sposób przekazywania informacji. Autorzy nie próbują zamienić publikacji w podręcznik obciążony definicjami i technicznym słownictwem. Fakty podawane są szybko, konkretnie i z wyczuwalnym entuzjazmem. Nawet osoby, które nie interesują się na co dzień astronautyką, mogą bez większego trudu zrozumieć chronologię wydarzeń i znaczenie kolejnych przełomów.
Momentami liczba opisów rozmieszczonych wokół ilustracji może jednak zaburzać płynność lektury. Nie zawsze od razu wiadomo, w jakiej kolejności należy odczytywać poszczególne fragmenty. Nie prowadzi to do utraty sensu, ale wymaga chwilowego zatrzymania i uporządkowania informacji. Przy tak szerokim temacie pewne skróty oraz zagęszczenie treści były zapewne nieuniknione.
Największe wrażenie robi warstwa wizualna przygotowana przez Błażeja Kurowskiego. Kreska jest lekka, dynamiczna i wyraźnie kreskówkowa, ale nie odbiera przedstawionym wydarzeniom znaczenia. Przeciwnie, pozwala opowiadać o technice, polityce i nauce bez nadmiernej surowości. Rakiety, pojazdy, astronauci oraz kolejne etapy misji zostały przedstawione w sposób czytelny i atrakcyjny, a kolor nadaje całej publikacji energii.
Kurowski potrafi też uchwycić zmianę skali. Raz obserwujemy człowieka stojącego obok niepozornego urządzenia, innym razem ogrom rakiety gotowej do startu albo samotność konstrukcji unoszącej się nad planetą. Rysunki przypominają, że podbój kosmosu jest jednocześnie wielkim przedsięwzięciem cywilizacyjnym i bardzo osobistym spełnieniem ludzkiego marzenia.

W komiksie wyraźnie czuć pasję twórców. Nie jest to chłodny katalog dat, nazwisk i urządzeń, lecz publikacja stworzona przez ludzi autentycznie zafascynowanych tematem. Entuzjazm udziela się podczas lektury, zwłaszcza gdy kolejne wydarzenia zaczynają układać się w spójną historię. Łatwo zauważyć, że współczesne loty kosmiczne nie pojawiły się nagle. Są efektem pracy wielu pokoleń badaczy, konstruktorów, pilotów i marzycieli.
Jak będę duży to zostanę Hadfieldem może zainteresować zarówno młodszych odbiorców, jak i dorosłych, którzy chcieliby uporządkować wiedzę o astronautyce. Nie wymaga wcześniejszego przygotowania, a przy okazji potrafi zachęcić do dalszych poszukiwań. Po zakończeniu lektury łatwo nabrać ochoty na sprawdzanie nazwisk, misji i wydarzeń wspomnianych na kolejnych planszach. Nie jest to kompletna historia eksploracji przestrzeni kosmicznej, bo takiej nie sposób zamknąć w jednym albumie. Jest to jednak bardzo udane zaproszenie do tematu. Przystępne, pełne humoru i wizualnie dopracowane.
Najważniejszym osiągnięciem autorów pozostaje jednak przypomnienie, że wielkie odkrycia zaczynają się od pozornie dziecięcego pytania: a gdyby tak polecieć wyżej? Jak będę duży to zostanę Hadfieldem pokazuje, że historia kosmosu nie jest wyłącznie historią rakiet. To również opowieść o ciekawości, uporze i odwadze potrzebnej do zadawania pytań, na które nikt wcześniej nie znał odpowiedzi. A także o marzeniach, których nie należy porzucać tylko dlatego, że wydają się zbyt wielkie.

