Komiksy

RECENZJA: Jestem zagubionym aniołem | Eva Rojas znowu ma trupa na głowie

Eva Rojas wraca i bardzo dobrze, bo europejski komiks potrzebuje takich bohaterek. Nie idealnych, nie wygładzonych, nie ustawionych pod czytelniczą sympatię. Eva jest chaotyczna, błyskotliwa, zmysłowa, zabawna, czasem irytująca, czasem bezbronna. Ma głosy w głowie, własnego terapeutę i talent do wchodzenia dokładnie tam, gdzie rozsądny człowiek zrobiłby krok w tył. 

I znowu wszystko zaczyna się od zwłok. Tym razem ciało znalezione w świeżym cemencie uruchamia lawinę wydarzeń, przez które Eva musi przeprowadzić zarówno policję, jak i własnego terapeutę. Opowieść prowadzona jest w formie relacji z minionego tygodnia, pełnej chaosu, urywanych tropów, dziwnych skojarzeń i emocjonalnych odskoków. Zniknięcie jednego z pacjentów bohaterki prowadzi ją do środowiska brutalnych kiboli i neonazistów, a śledztwo szybko przestaje być czymś, co można kontrolować.

I właśnie to jest największą siłą tego komiksu: on nigdy nie jest wyłącznie kryminałem. Lafebre traktuje zagadkę kryminalną bardziej jako narzędzie do opowiadania o ludziach. O przemocy, samotności, traumach, obsesjach i o tym, jak bardzo próbujemy ukrywać własne pęknięcia. Eva jest psychoterapeutką, ale sama również potrzebuje pomocy. Słyszy głosy kobiet ze swojej rodziny, rozmawia z nimi, kłóci się, szuka u nich wsparcia. Czy to halucynacje? Dziedziczona choroba? Mechanizm obronny? Komiks nie daje prostych odpowiedzi i bardzo dobrze, bo dzięki temu nie sprowadza problemów psychicznych do taniej fabularnej sztuczki.

Eva pozostaje fantastyczną bohaterką. Jest inteligentna i błyskotliwa, ale jednocześnie impulsywna, nieostrożna i momentami wręcz autodestrukcyjna. Potrafi być czuła wobec pacjentów, a chwilę później rzucić się w kompletnie idiotyczną sytuację z przekonaniem, że jakoś sobie poradzi. Ma w sobie energię współczesnego noir, ale też coś bardzo komediowego. Czasem przypomina detektywa-amatora, czasem bohaterkę screwball comedy, a czasem człowieka, który desperacko próbuje utrzymać kontrolę nad własnym życiem.

I chyba właśnie dlatego tak dobrze się ją czyta. Bardzo podoba mi się też sposób, w jaki Lafebre pokazuje Barcelonę. To nie jest pocztówkowe miasto dla turystów. Nie ma tu zachwytu nad architekturą ani instagramowej estetyki. To Barcelona ukryta głębiej, pełna napięć społecznych, stadionowej agresji, brudnych zaułków i ludzi, którzy funkcjonują na marginesie. Jednocześnie miasto nadal żyje i oddycha, a kadry często mają w sobie lekkość i przestrzeń, dzięki którym czuć śródziemnomorski klimat.

Warstwa graficzna jest zresztą jednym z największych atutów albumu. Lafebre rysuje miękką, półrealistyczną kreską, bardzo ekspresyjną i dynamiczną. Mimika postaci robi ogromną robotę, Eva właściwie nigdy nie stoi spokojnie. Gestykuluje, wybucha emocjami, przeciąga się, ironizuje, prowokuje. Jej ciało mówi równie dużo co dialogi. Kolory są pastelowe i ciepłe, ale pod tą wizualną lekkością stale czai się niepokój.

To ciekawy kontrast, bo sam komiks porusza naprawdę ciężkie tematy: przemoc wobec kobiet, ekstremizm, dziedziczenie traumy, zdrowie psychiczne. Lafebre jednak nie przytłacza nimi czytelnika. Potrafi zachować balans między dramatem a humorem i dzięki temu historia nie zamienia się w ponure moralizowanie.

Nie wszystko działa idealnie. Momentami narracja jest celowo rozedrgana i chaotyczna, przez co trudno wejść w rytm historii. Niektóre dialogi są bardzo rozbudowane, a sama zagadka kryminalna wydaje się mniej zaskakująca niż w pierwszym tomie. Część tropów można przewidzieć dość wcześnie. Ale szczerze? W przypadku tej serii to nie sama zagadka jest najważniejsza.

Najważniejsze jest spędzanie czasu z Evą.

Bo Lafebre stworzył bohaterkę, która spokojnie mogłaby udźwignąć jeszcze wiele historii. Jest nieuporządkowana, zagubiona, zabawna i poraniona, ale właśnie dzięki temu tak autentyczna. Jestem zagubionym aniołem to komiks, który potrafi jednocześnie rozbawić, zaniepokoić i zostawić czytelnika z czymś więcej niż tylko rozwiązanym śledztwem.

I bardzo chciałbym jeszcze kiedyś wrócić do tej Barcelony pełnej duchów, neonów i ludzi, którzy próbują poskładać siebie z rozsypanych kawałków.

Agata Miałek

Kot, kubek kawy, książka albo serial. Czego chcieć więcej? Może spokoju od dwóch szalonych maluchów!