Mangusta Joany Mosi to komiks niezwykle kameralny, minimalistyczny i jednocześnie zaskakująco ciężki emocjonalnie. Na pierwszy rzut oka historia wydaje się niemal absurdalnie prosta: Júlia próbuje pozbyć się mangusty, która niszczy jej ogródek, a przy okazji musi mierzyć się z nadopiekuńczą matką i niedojrzałym bratem. Jednak bardzo szybko okazuje się, że zwierzę nie jest prawdziwym centrum tej opowieści. Mangusta staje się metaforą czegoś znacznie trudniejszego do oswojenia: żałoby, bólu i emocji, których bohaterka desperacko unika.
Największą siłą komiksu jest sposób, w jaki odkrywa swoje prawdziwe znaczenie. Mosi nie tłumaczy wszystkiego wprost i nie prowadzi czytelnika za rękę. Historia rozwija się powoli, fragmentarycznie, momentami wręcz sprawia wrażenie chaotycznej albo pozbawionej wyraźnego celu. Dopiero z czasem kolejne sceny, wspomnienia i rozmowy zaczynają układać się w emocjonalną całość. Okazuje się wtedy, że obsesja Júlii na punkcie mangusty jest jedynie zasłoną dla ogromnej straty po śmierci męża i niemożności pogodzenia się z jego odejściem.
To właśnie temat żałoby został tutaj pokazany wyjątkowo dojrzale i naturalnie. Mangusta nie próbuje oferować prostych odpowiedzi ani terapeutycznych sloganów. Żałoba w tej historii jest brudna, męcząca, pełna frustracji i wyparcia. Júlia nie potrafi ruszyć dalej, więc skupia się na czymś namacalnym: zwierzęciu niszczącym ogród. Łatwiej walczyć z mangustą niż z własnym cierpieniem. Im bardziej bohaterka próbuje ignorować rzeczywisty problem, tym mocniej rozpadają się jej relacje z rodziną i codzienność.
Bardzo dobrze wypadają również postacie drugoplanowe. Matka i brat Júlii bywają irytujący, czasem wręcz nieznośni, ale jednocześnie trudno ich nie rozumieć. Oni także są zmęczeni sytuacją i bezradni wobec cierpienia kogoś, kogo kochają. Komiks dobrze pokazuje, że żałoba dotyka nie tylko jednej osoby, lecz także całe otoczenie, które często nie wie już, jak pomagać.
Ogromną rolę odgrywa tutaj warstwa wizualna. Styl Joany Mosi jest bardzo minimalistyczny, momentami wręcz surowy. Twarze bywają pozbawione szczegółów, tła oszczędne, a kadry często operują pustką i ciszą. Jednak właśnie dzięki temu komiks działa tak mocno emocjonalnie. Autorka świetnie wykorzystuje rytm plansz, przejścia między wspomnieniami a teraźniejszością oraz czarne, niemal całkowicie puste kadry budujące napięcie i poczucie emocjonalnego zawieszenia. To komiks, który bardziej „czuje się” niż czyta.
Mangusta nie będzie historią dla każdego. To opowieść bardzo symboliczna, powolna i oparta bardziej na emocjach niż fabule. Niektórzy mogą poczuć się zagubieni przez jej niedopowiedzenia i otwarte interpretacje. Jednak właśnie w tej niejednoznaczności tkwi największa siła tego komiksu. Mosi stworzyła historię niezwykle intymną, która pokazuje żałobę jako proces nielinearny, pełen zaprzeczeń, gniewu i prób ucieczki od bólu.
To jeden z tych komiksów, które zostają w głowie długo po zakończeniu lektury. Cichy, smutny i bardzo ludzki.


