Naoki Urasawa należy do tych twórców, którzy doskonale rozumieją, że prawdziwy thriller nie polega na nieustannym szokowaniu czytelnika. Największe napięcie rodzi się wtedy, gdy znamy zagrożenie, ale nie potrafimy go dosięgnąć. Drugi tom Monstera rozwija właśnie tę zasadę. Johan nadal pozostaje gdzieś w cieniu, a mimo to jego obecność czuć niemal na każdej stronie.
Po wydarzeniach z pierwszego tomu doktor Kenzo Tenma znalazł się w sytuacji bez wyjścia. Ścigany przez policję jako seryjny morderca, pozbawiony dawnego życia i reputacji, przemierza Niemcy w poszukiwaniu człowieka, którego sam kiedyś uratował. Człowieka, który być może nigdy nie powinien był przeżyć. To właśnie ten paradoks pozostaje sercem całej historii. Tenma jest lekarzem. Jego zadaniem jest ratowanie życia. Tymczasem każda kolejna ofiara Johana przypomina mu, że jego najważniejsza decyzja zawodowa mogła stać się początkiem koszmaru dla setek ludzi.
Drugi tom wyraźnie różni się od pierwszego. Tam dominowało poczucie osaczenia i stopniowo zaciskającej się pętli wokół głównego bohatera. Tutaj historia przybiera formę podróży. Tenma przemieszcza się z miejsca na miejsce, spotyka nowych ludzi i odkrywa kolejne fragmenty układanki związanej z przeszłością Johana. Niektórzy czytelnicy mogą odebrać ten zabieg jako spowolnienie akcji, ale w rzeczywistości Urasawa wykorzystuje go do budowania świata i pogłębiania swoich bohaterów.
Największą siłą mangi pozostaje właśnie konstrukcja postaci. Tenma nie jest typowym bohaterem akcji. Nie rozwiązuje problemów przemocą ani nadludzkimi zdolnościami. Wręcz przeciwnie. Wciąż pozostaje lekarzem, który nawet podczas ucieczki nie potrafi przejść obojętnie obok ludzkiego cierpienia. Każdy uratowany pacjent przypomina mu, kim był i kim nadal chce być, mimo że świat coraz częściej zmusza go do porzucenia własnych zasad.
Równocześnie Urasawa konsekwentnie rozwija postać Johana. Nadal wiemy o nim niewiele, ale każda kolejna informacja sprawia, że staje się jeszcze bardziej niepokojący. Nie jest zwykłym psychopatą ani seryjnym mordercą. Johan zaczyna przypominać ideę, wirusa przenikającego ludzkie umysły. Kogoś, kto potrafi wykorzystywać cudze słabości z niemal nadnaturalną skutecznością.
Najbardziej fascynujące jest to, że im więcej dowiadujemy się o Johanie, tym mniej jesteśmy pewni, czy mamy do czynienia z potworem zrodzonym z natury, czy ofiarą czegoś znacznie większego.
W tym tomie pojawiają się również jedne z najciekawszych motywów całej serii. Urasawa zaczyna coraz śmielej eksplorować temat eksperymentów prowadzonych na dzieciach, neonazistowskich organizacji marzących o stworzeniu nowego przywódcy oraz społecznych napięć obecnych w Niemczech po zjednoczeniu kraju. Dzięki temu Monster przestaje być wyłącznie historią o pościgu za mordercą. Staje się opowieścią o mechanizmach tworzenia zła.
Warto również zwrócić uwagę na strukturę narracji. Autor regularnie odchodzi od głównego bohatera, poświęcając czas postaciom drugoplanowym. To ryzykowny zabieg, ale tutaj działa znakomicie. Każda nowa osoba wnosi coś istotnego do opowieści, a jednocześnie pozwala spojrzeć na wydarzenia z innej perspektywy.
Pod względem graficznym Urasawa utrzymuje niezwykle wysoki poziom. Jego kreska nie próbuje olśniewać efektownością. Jest przejrzysta, realistyczna i podporządkowana narracji. Dzięki temu emocje bohaterów pozostają czytelne, a atmosfera niepokoju budowana jest za pomocą spojrzeń, gestów i drobnych szczegółów. Szczególnie dobrze wypadają miejskie pejzaże i europejskie lokacje, które nadają mandze wyjątkowy charakter.
Nie jest to jeszcze tom pełen wielkich odpowiedzi. Wręcz przeciwnie. Urasawa mnoży pytania i otwiera kolejne tajemnice. Ale właśnie dlatego lektura tak wciąga. Czytelnik nie otrzymuje prostych rozwiązań, tylko coraz głębiej zanurza się w mroczny labirynt zależności, eksperymentów i ludzkich tragedii.
Drugi tom Monstera nie próbuje przeskoczyć pierwszego efektownymi zwrotami akcji. Zamiast tego cierpliwie buduje fundament pod znacznie większą historię. A robi to tak skutecznie, że po zamknięciu ostatniej strony najważniejsze pytanie pozostaje jedno: czym właściwie jest Johan? I właśnie dlatego od tej mangi tak trudno się oderwać.

