Komiksy

RECENZJA: Przeznaczeniem złoczyńców jest śmierć 8 | Koniec gry, początek koszmaru

Ósmy tom Przeznaczeniem złoczyńców jest śmierć to jeden z najbardziej emocjonalnych i bezlitosnych momentów tej serii. Penelope od dawna walczyła o przetrwanie, ale tutaj po raz pierwszy naprawdę czuć, że system, świat gry i ludzie wokół niej zaciskają pętlę na jej szyi. Ceremonia dojrzałości miała być końcem trybu trudnego, chwilą, w której wreszcie uda się zdobyć zakończenie i uciec. Zamiast tego staje się sceną upokorzenia, rozpaczy i desperackiej decyzji. 

Najważniejszym punktem tomu jest oczywiście Ivonne. Jej powrót kompletnie zmienia układ sił i pokazuje, że Penelope od początku grała w coś znacznie bardziej podstępnego, niż sądziła. To już nie jest tylko historia o zdobywaniu punktów sympatii. To opowieść o dziewczynie, która zaczyna rozumieć, że nawet znajomość zasad nie wystarczy, jeśli sama gra oszukuje. Wątek Ecklesa również robi się coraz bardziej niepokojący. To, co miało być najbezpieczniejszą ścieżką ucieczki, okazuje się relacją pełną napięcia, zależności i czerwonych flag.

Bardzo mocno wybrzmiewa też relacja Penelope z diukiem. Ich rozmowa należy do najczulszych i najbardziej bolesnych scen w całym tomie. Nie naprawia wszystkiego, nie przekreśla lat krzywdy, ale po raz pierwszy daje Penelope coś, czego dawna właścicielka tego ciała tak rozpaczliwie potrzebowała. Uznanie. Ciepło. Świadomość, że nie była tylko zastępstwem. Ta scena działa tym mocniej, że pojawia się tuż przed katastrofą.

No i Callisto. W tym tomie jego obecność ma ogromny ciężar emocjonalny. Nie jest już tylko niebezpiecznym księciem, który bawi się sytuacją i prowokuje Penelope. Widać, że jego uczucia stają się coraz bardziej realne, nawet jeśli on sam nie zawsze potrafi je nazwać. Penelope i Callisto są do siebie podobni w samotności, w gniewie i w tym, jak bardzo zostali źle odczytani przez świat. Dlatego ich sceny bolą najmocniej. Ona wciąż patrzy na wszystko przez pryzmat systemu, procentów i warunków przetrwania, a on coraz wyraźniej widzi w niej człowieka, nie element gry.

SUOL jak zwykle zachwyca. Kadry są pełne dramatyzmu, stroje Penelope olśniewają, a mimika postaci doskonale oddaje napięcie scen. Szczególnie końcówka została narysowana tak, że trudno oderwać wzrok, mimo że emocjonalnie jest to cios prosto w serce.

Ósmy tom to prawdziwy punkt przełomowy. Mniej tu klasycznej gry o względy bohaterów, a więcej psychologicznego ciężaru, rozpaczy i poczucia, że wszystko wymyka się spod kontroli. Przeznaczeniem złoczyńców jest śmierć po raz kolejny udowadnia, że pod piękną oprawą i konwencją otome kryje się naprawdę gorzka historia o samotności, manipulacji i walce o własne życie.

To tom, po którym nie chce się czekać na kontynuację. Chce się ją mieć natychmiast.

Magdalena Sardyńska-Ferenc

Idąc w ciemny szlak nieznany,
Od złych duchów opętany,
Z krain, kędy bóstwo Noc
Samowładną dzierży moc