Komiksy

RECENZJA: Nawet nas tu nie ma 2 | Samotność w wersji cyfrowej

Najciekawsze w Nawet nas tu nie ma 2 jest to, że Filip Jędrzejewski bardzo dobrze rozumie współczesne zmęczenie światem. Nie to wielkie, katastroficzne zmęczenie rodem z dystopii, tylko to codzienne. Ciche. Takie, które siedzi gdzieś pod skórą i sprawia, że człowiek niby funkcjonuje normalnie, ale wszystko zaczyna go uwierać. Relacje, praca, oczekiwania, własna głowa. Science fiction jest tutaj właściwie tylko opakowaniem dla historii o emocjonalnym dryfowaniu i próbie odnalezienia siebie w rzeczywistości, która nieustannie coś nam narzuca. 

Po wydarzeniach z pierwszego tomu Kid wraca na Ziemię z przekonaniem, że zacznie od nowa. Odetnie się od marsjańskiej rutyny, odzyska kontrolę nad własnym życiem i spróbuje zbudować coś własnego. Problem polega na tym, że rzeczywistość kompletnie nie chce współpracować z jego wyobrażeniami. Zamiast nowego otwarcia dostaje kolejne frustracje, kolejne decyzje podejmowane za niego i coraz większe poczucie, że nie bardzo wie, kim właściwie jest. I pod tym względem komiks naprawdę działa.

Kid jest bohaterem bardzo wiarygodnym w swojej bierności i emocjonalnym zagubieniu. Jędrzejewski nie próbuje robić z niego romantycznego outsidera ani genialnego neurotyka. To po prostu chłopak, który nie radzi sobie ze sobą i coraz bardziej ucieka w wspomnienia oraz cyfrowe przestrzenie, bo tam łatwiej kontrolować emocje niż w prawdziwym życiu. Bardzo dobrze wypadają wszystkie momenty związane z obsesyjnym wracaniem myślami do Marsa i relacji z Sun. Widać, że dla Kida przeszłość zaczyna być ważniejsza niż teraźniejszość, a nostalgia działa tu niemal jak uzależnienie.

Największą siłą albumu pozostaje jednak sposób, w jaki autor wykorzystuje science fiction. Datasfera, kopiowanie świadomości czy wirtualna obecność nie są tu pretekstem do technobełkotu. Technologia pozostaje raczej tłem dla pytań o tożsamość, pamięć i samotność. Komiks bardziej interesuje się emocjonalnymi skutkami cyfrowego życia niż samą futurystyczną otoczką. Dzięki temu całość jest zaskakująco przystępna i bardzo współczesna. Problem zaczyna się jednak gdzieś w połowie. 

Bo choć Jędrzejewski ma sporo ciekawych obserwacji dotyczących relacji społecznych, kryzysów tożsamości i życia w permanentnym informacyjnym chaosie, to momentami ewidentnie nie potrafi zdecydować, co właściwie chce opowiedzieć najmocniej. W efekcie drugi tom robi się chwilami zbyt rozproszony. Wątków i refleksji jest dużo, ale nie wszystkie wybrzmiewają równie mocno. Część scen wydaje się bardziej komentarzem do współczesności niż naturalnym rozwinięciem historii bohatera. 

Do tego komiks bywa zwyczajnie przegadany. Są fragmenty, w których narracja zaczyna tłumaczyć rzeczy, które wcześniej całkiem dobrze działały samym obrazem albo emocją. Paradoksalnie najmocniejsze momenty tego albumu to te najcichsze. Kiedy Kid siedzi sam w pustym pomieszczeniu. Kiedy cyfrowa przestrzeń wydaje się bardziej martwa niż futurystyczna. Kiedy autor pozwala planszom po prostu istnieć bez konieczności dopowiadania wszystkiego dymkami.

Mam też wrażenie, że drugi tom trochę traci energię pierwszej części. Tam relacja między bohaterami naturalnie ciągnęła historię do przodu. Tutaj emocjonalny ciężar jest bardziej rozlany, a sama opowieść momentami kręci się wokół tego samego stanu emocjonalnego bez wyraźnego progresu. Rozumiem, że pewna stagnacja jest wpisana w psychikę Kida, ale nie zawsze przekłada się to na równie angażującą narrację.

Nie zmienia to jednak faktu, że Jędrzejewski nadal bardzo dobrze odnajduje się w kameralnym science fiction opartym bardziej na emocjach niż widowiskowości. Równie dobrze wypada warstwa graficzna. Prosta, oszczędna kreska świetnie współgra z chłodnym klimatem historii. Czarno-białe plansze dodatkowo podkreślają emocjonalne wypalenie bohatera i sprawiają, że cały świat wydaje się dziwnie pusty oraz odhumanizowany.

I chyba właśnie to zostaje po lekturze najmocniej. Nie futurystyczne pomysły ani cyfrowe koncepty, tylko poczucie emocjonalnego zawieszenia. Wrażenie, że niezależnie od tego, jak bardzo rozwiniemy technologię, człowiek nadal będzie miał dokładnie te same problemy ze sobą samym.

Nawet nas tu nie ma 2 to nadal bardzo ciekawy i momentami naprawdę trafny komiks science fiction, ale mniej równy niż pierwszy tom. Ambitniejszy, bardziej introspektywny, chwilami nawet odważniejszy emocjonalnie, ale jednocześnie trochę zbyt zakochany we własnych refleksjach. I może właśnie dlatego działa najmocniej wtedy, gdy przestaje mówić, a zaczyna po prostu pokazywać.

Maciej Ornitowski

Lubię kino. Tak po prostu.
Kilka innych rzeczy też.