Słowiańskie fantasy coraz częściej odchodzi dziś od prostego zachwytu folklorem i prób budowania wyłącznie „baśniowego klimatu”. Syn Welesa Elwiry Dresler-Janik dobrze pokazuje, że w opowieściach inspirowanych dawnymi wierzeniami można znaleźć coś znacznie cięższego i bardziej emocjonalnego. To historia o dojrzewaniu w świecie, gdzie bogowie są realni, ludzie bywają okrutni, a każde złamane słowo może mieć konsekwencje dużo większe niż zwykły konflikt między bohaterami.
Akcja przenosi czytelnika do Leszygrodu, miejsca ukrytego pośród pradawnych lasów, gdzie świat ludzi nieustannie styka się z tym, co boskie i niebezpieczne. Poznajemy Wyszomira, chłopca wychowującego się w trudnych warunkach po śmierci matki, zaniedbywanego przez ojca i odrzuconego przez własną społeczność. Z drugiej strony jest Tomiła, ciekawa świata, odważna i zbyt niezależna jak na rzeczywistość, w której kobiety bardzo łatwo można oskarżyć o czary. Los szybko zaczyna brutalnie testować oboje bohaterów, a rodzące się między nimi uczucie od początku skazane jest na cierpienie, wyrzeczenia i ingerencję sił większych od nich samych.
Dresler-Janik bardzo dobrze oddaje poczucie życia w świecie przesiąkniętym dawnymi wierzeniami, gdzie ludzie naprawdę boją się bogów, demonów i gniewu natury. Las nie jest tutaj zwykłym tłem dla wydarzeń. Żyje, obserwuje i wpływa na bohaterów niemal równie mocno jak sami bogowie. Szczególnie dobrze wypadają fragmenty związane z Mokoszą, Leszym i Bractwem Synów Welesa, bo to właśnie wtedy historia najmocniej zanurza się w słowiańskiej duchowości.
Autorka bardzo wyraźnie pokazuje też brutalność świata przedstawionego. To nie jest romantyczna wizja dawnej słowiańszczyzny pełnej wianków, ognisk i świętych gajów. Tutaj strach przed innością prowadzi do przemocy, oskarżeń i tragedii. Kobiety posiadające wiedzę o leczeniu stają się zagrożeniem dla tych, którzy chcą kontrolować innych poprzez religię i władzę. Żerca przedstawiony w książce jest symbolem chciwości oraz manipulacji, a ludzie bardzo często wybierają milczenie i strach zamiast pomocy potrzebującym.
Bardzo dobrze wypada relacja Tomiły i Wyszomira. To nie jest przesłodzona historia miłosna, lecz uczucie budujące się powoli w świecie, który nie daje bohaterom chwili spokoju. Ich relacja pełna jest niedopowiedzeń, tęsknoty i poświęceń. Dresler-Janik pokazuje, że miłość w takim świecie nie oznacza bezpieczeństwa ani szczęścia, lecz często staje się kolejnym ciężarem i próbą charakteru.
Na plus działa również to, że bohaterowie nie są idealni. Wyszomir popełnia błędy, bywa zagubiony i impulsywny. Tomiła z kolei często kieruje się emocjami i ciekawością świata, która sprowadza na nią niebezpieczeństwo. Dzięki temu łatwo uwierzyć w ich historię i zaangażować się w ich losy.
Książka momentami przypomina bardziej słowiański dramat obyczajowy z elementami fantasy niż klasyczną przygodową fantastykę. Jest tu sporo cierpienia, bólu i refleksji nad losem ludzi żyjących pod ciężarem dawnych wierzeń oraz społecznych ograniczeń. Jednocześnie autorka nie zapomina o dynamiczniejszych momentach, mistyce i ingerencji bogów, które stale wiszą nad bohaterami niczym fatum.
Styl Dresler-Janik jest lekki i bardzo obrazowy. Opisy lasów, rytuałów czy dawnych obrzędów budują odpowiednią atmosferę, ale jednocześnie książka nie tonie w przesadnie ciężkim języku. Czyta się ją płynnie, szczególnie gdy historia zaczyna coraz mocniej splatać losy bohaterów z wolą bogów i konsekwencjami dawnych przysiąg.
Syn Welesa to opowieść o miłości, wierze, stracie i przeznaczeniu, ale przede wszystkim o ludziach próbujących odnaleźć własne miejsce w świecie rządzonym przez strach i dawne prawa. To słowiańskie fantasy znacznie bardziej melancholijne niż widowiskowe, ale właśnie dzięki temu potrafi zostawić po sobie emocjonalny ślad.

