Powiedzmy coś bardzo niewygodnego. Możliwe, że Pieśni Przeszłości ogłoszono nie dlatego, że „Geralt miał jeszcze jedną historię do opowiedzenia”. Możliwe, że prawdziwy powód był dużo bardziej przyziemny. I dużo bardziej giełdowy.
Bo timing tego wszystkiego wygląda wręcz absurdalnie podejrzanie. Najpierw CD Projekt informuje, że zatrzymuje cały zysk za 2025 rok w spółce i nie wypłaci dywidendy w 2026. Mimo świeżo ogłoszonej polityki dywidendowej. Mimo wcześniejszych deklaracji. Mimo że inwestorzy zdążyli już przywyknąć do regularnych wypłat, nawet jeśli symbolicznych. Oficjalny komunikat brzmi oczywiście elegancko. Strategiczne cele. Rozwój projektów. Elastyczność finansowa. Zabezpieczenie środków pod przyszłe inwestycje. Korporacyjna nowomowa pełną gębą.
A kilka dni później? Nagle wraca Geralt.
Nie nowy teaser Wiedźmina 4. Nie gameplay. Nie konkretna prezentacja technologii. Tylko idealnie wycelowana bomba nostalgiczna pod tytułem Wiedźmin 3: Dziki Gon – Pieśni Przeszłości. Dodatek do jednej z najważniejszych gier RPG w historii. Projekt, który samą nazwą potrafi rozpalić internet mocniej niż połowa współczesnych AAA razem wziętych.
I naprawdę trudno nie odnieść wrażenia, że te dwie rzeczy nie wydarzyły się przypadkiem obok siebie. Zwłaszcza że CD Projekt jest dziś w bardzo specyficznym miejscu. Z jednej strony studio nadal siedzi na gigantycznym kapitale zaufania wypracowanym przez Wiedźmina 3. Z drugiej strony od premiery Cyberpunka 2077 firma funkcjonuje trochę jak człowiek próbujący odzyskać dawną pewność siebie po bardzo publicznym upadku. Jasne, Cyberpunk został odbudowany. Widmo Wolności było świetne. Anime zrobiło swoje. Ale giełda pamięta wszystko. Inwestorzy też.
Dlatego właśnie powrót Geralta działa tak potężnie. To najbezpieczniejszy możliwy przycisk alarmowy w całym polskim gamedevie. CD Projekt może eksperymentować z nowymi markami, może budować futurystyczne RPG, może opowiadać o strategiach i roadmapach… ale wystarczy jeden medalion i jedno słowo „Geralt”, żeby internet natychmiast przypomniał sobie, dlaczego kiedyś kochał tę firmę.
Problem polega na tym, że rynek chyba nie kupił tego aż tak łatwo, jak oczekiwano. Bo reakcja giełdy była wręcz komicznie brutalna. Akcje poleciały w dół mimo oficjalnego ogłoszenia nowego dodatku do Wiedźmina 3. Projektu, który teoretycznie powinien wywołać euforię. Zamiast tego inwestorzy zobaczyli przede wszystkim datę premiery. 2027.
I nagle cała magia trochę się posypała. Bo jeśli dodatek do gry z 2015 roku ma wyjść dopiero za dwa lata, to automatycznie pojawia się pytanie: gdzie właściwie jest Wiedźmin 4? I kiedy realnie go zobaczymy? 2029? 2030? Później?
Nagle okazało się, że za nostalgicznym uśmiechem kryje się bardzo brutalna rzeczywistość. CD Projekt nadal potrzebuje czasu. Bardzo dużo czasu. A Pieśni Przeszłości mogą być czymś więcej niż tylko „ostatnią przygodą Geralta”. Mogą być po prostu bezpiecznym pomostem. Produktem mającym utrzymać zainteresowanie marką i uspokoić rynek, zanim studio dowiezie kolejny gigantyczny projekt.
I szczerze? Nie ma w tym nic złego. Tak działa biznes. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy nostalgia zaczyna pełnić funkcję zasłony dymnej. Bo właśnie dlatego ten ruch budzi jednocześnie ekscytację i lekki niepokój. Z jednej strony trudno nie cieszyć się z powrotu Geralta. Sam pisałem wcześniej, że internet kompletnie oszalał na punkcie samego faktu, że po tylu latach znowu usłyszeliśmy o nowym dodatku do Wiedźmina 3. I to była szczera reakcja. Autentyczna. Bez ironii.
Ale im dłużej patrzy się na całą sytuację, tym bardziej widać, że Pieśni Przeszłości są czymś więcej niż tylko DLC. To ruch strategiczny. Bardzo precyzyjny. Bardzo wykalkulowany. Taki, który ma przypomnieć wszystkim, że CD Projekt nadal posiada najpotężniejszą markę RPG w Europie. Nawet jeśli chwilowo bardziej potrzebuje Geralta giełda niż sami gracze.
I może właśnie dlatego cała ta sytuacja jest tak fascynująca. Bo oto studio, które kiedyś kojarzyło się głównie z artystycznym ryzykiem i ambicją, dziś coraz częściej przypomina firmę doskonale świadomą wartości własnej nostalgii. A nostalgia, jak wiadomo, jest dziś jedną z najdroższych walut w całej branży. Zwłaszcza kiedy trzeba kupić trochę czasu.


