Mam szczególną słabość do tych książek Terry’ego Pratchetta, w których pozornie prosty pomysł zaczyna nagle mówić coś ważnego o ludziach. Para w ruch dokładnie taka jest. Z początku wszystko kręci się wokół hałaśliwej maszyny, pierwszych torów i zachwytu nad wynalazkiem, który ma odmienić Świat Dysku. Bardzo szybko okazuje się jednak, że nie chodzi tylko o kolej. Chodzi o strach przed zmianą, o ludzi próbujących zatrzymać przyszłość oraz o tych, którzy już zrozumieli, że świat ruszył naprzód i nie zamierza na nikogo czekać. Właśnie dlatego ta odsłona serii wydała mi się nie tylko zabawna, ale też wyjątkowo melancholijna.
W centrum wydarzeń ponownie znajduje się Moist von Lipwig, jeden z najbardziej charyzmatycznych bohaterów całego Świata Dysku. Były oszust, a obecnie człowiek od zadań niemożliwych, po raz kolejny zostaje zmuszony przez Vetinariego do objęcia stanowiska, którego sam nigdy by nie wybrał. Tym razem ma dopilnować narodzin kolei i sprawić, by pierwszy pociąg nie wykoleił się ani dosłownie, ani politycznie. Oczywiście szybko okazuje się, że największym problemem nie jest sama maszyna, lecz ludzie.
Pratchett po raz kolejny pokazuje, że najlepiej czuje się wtedy, gdy fantastykę wykorzystuje jako zwierciadło rzeczywistości. Kolej staje się pretekstem do rozmowy o postępie, strachu przed zmianami, politycznych manipulacjach, fanatyzmie oraz odpowiedzialności za rozwój społeczeństwa. Szczególnie ciekawie wypada konflikt wśród krasnoludów, gdzie walka o tradycję stopniowo przeradza się w niebezpieczny radykalizm. Autor nie moralizuje, lecz z typową dla siebie ironią pokazuje, że każda rewolucja technologiczna wywołuje podobne emocje, niezależnie od epoki.
Humor pozostaje jednym z największych atutów książki, choć tym razem ma nieco bardziej melancholijny charakter. Dowcipne dialogi, błyskotliwe przypisy i absurdalne sytuacje nie służą wyłącznie rozbawieniu czytelnika. Bardzo często prowadzą do refleksji, która pojawia się zupełnie niespodziewanie. Pratchett od dawna udowadniał, że śmiech i zaduma doskonale się uzupełniają, a Para w ruch jest tego znakomitym przykładem.
Na uwagę zasługuje również sposób, w jaki autor rozwija sam Świat Dysku. To już nie tylko miejsce pełne magicznych stworzeń i fantastycznych pomysłów, ale dojrzałe uniwersum z własną polityką, gospodarką i społecznymi napięciami. Powrót dobrze znanych bohaterów daje sporo satysfakcji, a jednocześnie pozwala obserwować, jak bardzo świat zmienił się od pierwszych tomów cyklu.
Nie jest to jednak powieść tak dynamiczna jak najlepsze odsłony serii z Moistem. Początek rozwija się spokojniej, skupiając się na przedstawieniu mechanizmów działania nowego przedsięwzięcia i licznych postaci. Dopiero z czasem fabuła nabiera rozpędu, a wszystkie pozornie luźne wątki zaczynają układać się w spójną całość. Wymaga to od czytelnika odrobiny cierpliwości, ale zostaje ona wynagrodzona.
Para w ruch należy do tych późniejszych powieści Terry’ego Pratchetta, w których humor coraz częściej ustępuje miejsca refleksji. Nadal jest zabawnie, błyskotliwie i absurdalnie, lecz pod powierzchnią kryje się opowieść o świecie, który nieuchronnie się zmienia. To książka o postępie, ale przede wszystkim o ludziach próbujących zdecydować, czy chcą do niego wsiąść, czy zostać na peronie.

