Luke najpierw uczy się być człowiekiem, a potem niemal natychmiast dostaje powód, by z tego człowieczeństwa zrezygnować. Wychowany przez wilki chłopiec dzięki ojcu Crowleyowi poznaje język, wspólnotę, troskę i spokój. Zaczyna rozumieć, czym jest dom. Chihiro Yoshioka nie daje mu jednak czasu, by naprawdę się w nim zakorzenił. Najazd wikingów niszczy wszystko, a Luke zostaje z jedną myślą, która przez kolejne trzy tomy stopniowo wypiera niemal każdą inną: odnaleźć Einara Białowłosego i zabić człowieka odpowiedzialnego za śmierć jego bliskich.
Żegnaj, Odynie nie potrzebuje szczególnie wymyślnego punktu wyjścia. To historia zemsty, jakich opowiedziano już bardzo wiele, osadzona w XI-wiecznej Anglii rozrywanej najazdami, walkami o władzę i konfliktem z Duńczykami. Yoshioka od początku stawia jednak na prostotę, która okazuje się jednocześnie zaletą i największym ograniczeniem serii. Nie buduje rozległej sagi historycznej. Nie zatrzymuje się długo przy polityce, gospodarce ani codzienności epoki. Interesują go przede wszystkim ludzie doprowadzeni do punktu, w którym przemoc staje się dla nich jedynym językiem.
Pierwszy tom najmocniej działa właśnie wtedy, gdy pozwala Luke’owi jeszcze nie być wojownikiem. Początkowe sceny z ojcem Crowleyem są spokojniejsze, momentami ciepłe, czasem nawet lekko humorystyczne. Dziki chłopiec stopniowo przyzwyczaja się do ludzi, uczy się podstawowych zachowań, zaczyna uczestniczyć w życiu niewielkiej społeczności. Te fragmenty mogą wydawać się wolniejsze w porównaniu z tym, co następuje później, ale są potrzebne. Bez nich śmierć Crowleya i zagłada wioski byłyby tylko kolejnym brutalnym otwarciem. Yoshioka bardzo wyraźnie pokazuje, że Luke nie traci wyłącznie opiekuna. Traci pierwszą wersję życia, którą naprawdę wybrał dla siebie. Wilki dały mu przetrwanie, Crowley dał mu możliwość wejścia między ludzi. Kiedy ta możliwość zostaje mu odebrana, chłopak wraca do instynktu, tyle że tym razem świadomie. Jego zwierzęcość nie jest już stanem wynikającym z wychowania. Staje się narzędziem.
I właśnie wtedy manga gwałtownie zmienia ton. Przemoc w Żegnaj, Odynie jest bezpośrednia, brudna i często bardzo graficzna. Ciała zostają rozcinane, krew zalewa kadry, a walki nie przypominają eleganckich pojedynków. Luke atakuje jak ktoś wychowany poza ludzkimi zasadami, wykorzystując szybkość, instynkt i brutalność. Yoshioka nie stara się uczynić z tych starć pięknego widowiska. Nawet gdy bohater dokonuje czegoś imponującego, jego zwycięstwa mają w sobie coś nieprzyjemnego. To pasuje do całej historii, bo zemsta nie zostaje tutaj przedstawiona jako romantyczna misja. Luke oczywiście posiada powód, z którym łatwo sympatyzować, lecz manga dość szybko pokazuje, że samo posiadanie słusznego powodu nie chroni przed zatraceniem. Im mocniej chłopak skupia się na Einarze, tym mniej zostaje w nim z życia, które próbował zbudować Crowley. Najważniejszą decyzją fabularną jest jednak uczynienie Einara kimś znacznie ciekawszym niż zwykły morderca czekający na karę.
Białowłosy początkowo wydaje się niemal modelowym celem dla bohatera. Brutalny wiking, uczestnik rzezi, człowiek odpowiedzialny za śmierć przybranego ojca Luke’a. Wszystko sugeruje prosty układ: ofiara rusza za oprawcą. Drugi tom całkowicie zmienia tę perspektywę, pokazując, że Einar sam podporządkował swoje życie zemście. Jego celem jest król Swen, którego obwinia o śmierć własnych rodziców. Służba u władcy, kolejne walki i polowanie na Luke’a są dla niego jedynie elementami większego planu. Einar gotów jest podporządkować własną godność, relacje i bezpieczeństwo chwili, w której znajdzie się wystarczająco blisko Swena.
W tym momencie Żegnaj, Odynie przestaje być historią chłopca ścigającego zabójcę rodziny. Staje się opowieścią o dwóch mężczyznach, którzy patrzą na siebie jak na wrogów, choć w rzeczywistości są niemal własnymi odbiciami. To najciekawszy element całej trylogii.
Luke widzi w Einarze człowieka, którego musi zabić, ale Einar pokazuje mu możliwy finał tej drogi. Sam dawno przekroczył granicę, za którą zemsta przestaje być działaniem, a staje się tożsamością. Nie robi już czegoś po to, by dokonać odwetu. Istnieje przede wszystkim po to, żeby go dokonać. Luke zmierza dokładnie w tę samą stronę. Yoshioka nie wykłada tej paraleli nachalnie. Nie potrzebuje długich monologów o moralności. Wystarczy zestawienie bohaterów, ich decyzji oraz ceny, jaką są gotowi zapłacić. Jeden stracił rodzinę z ręki drugiego, drugi stracił rodzinę przez człowieka stojącego wyżej w hierarchii. Obaj uznali, że odpowiedzią na stratę musi być śmierć.
Problem polega na tym, że łańcuch nigdy się na tym nie kończy. Każdy zabity ma swoich bliskich. Każda zemsta może stać się początkiem następnej. W świecie wojny ten mechanizm nabiera dodatkowej siły, ponieważ osobiste urazy mieszają się z interesem królów, żołnierzy i całych państw. Luke walczy z Einarem. Einar planuje śmierć Swena. Anglicy walczą z Duńczykami. Jednostkowa tragedia zostaje wciągnięta w znacznie większą machinę przemocy.
Drugi tom wypada pod tym względem najciekawiej, ponieważ pozwala tym dwóm historiom funkcjonować równolegle. Konfrontacja Luke’a z Einarem przestaje być prostym oczekiwaniem na moment, w którym bohater wreszcie dopadnie swojego wroga. Dochodzą nowe strony konfliktu, pojawia się armia angielska, a polityczna sytuacja zaczyna ingerować w prywatne plany obu wojowników. Manga pokazuje przy okazji, jak niewiele jednostka znaczy wobec większego konfliktu. Luke może być wyjątkowym wojownikiem, Einar może przez lata przygotowywać zemstę, ale obaj funkcjonują w świecie, gdzie jedna decyzja króla albo pojawienie się armii jest w stanie całkowicie zmienić sytuację. Nie wszystko w tym historycznym tle działa jednak równie dobrze.
Yoshioka korzysta z realiów XI wieku głównie jako z przestrzeni dla swojej opowieści. Pojawiają się konkretne postacie historyczne, polityczne napięcia i wydarzenia wpisujące prywatne losy bohaterów w konflikt Anglii z Danią, ale manga rzadko zatrzymuje się, by dokładniej budować epokę. Czytelnik znający historię Skandynawii i Anglii łatwiej wychwyci kontekst. Kto trafia tu bez takiego przygotowania, może momentami mieć poczucie, że większa polityka wchodzi do opowieści dość gwałtownie.
To nie jest manga historyczna w takim sensie, w jakim można tego oczekiwać po rozbudowanej sadze. Yoshioka nie próbuje rekonstruować epoki z obsesyjną dokładnością. Historia jest dla niego ramą dla opowieści o przemocy, zemście i przełamywaniu tego mechanizmu.
Z tego samego powodu porównania do Vinland Sagi są nieuniknione, ale niekoniecznie pomagają Żegnaj, Odynie. Obie serie korzystają z podobnego okresu, wikingów i motywu młodego człowieka naznaczonego zemstą, jednak ich ambicje są zupełnie inne. Manga Makoto Yukimury rozwija się szeroko, poświęca dużo miejsca polityce, społeczeństwu i przemianom swoich postaci. Yoshioka ma tylko trzy tomy i działa znacznie bardziej bezpośrednio. To widać przede wszystkim w tempie. Żegnaj, Odynie pędzi. Po spokojniejszym początku pierwszy tom szybko przechodzi do przemocy. Drugi rzuca bohaterów w coraz większy konflikt. Trzeci niemal od początku zmierza już do rozstrzygnięcia. Niewiele jest tutaj scen pozwalających postaciom po prostu istnieć pomiędzy kolejnymi wydarzeniami. Niektóre emocje zostają zaznaczone i niemal natychmiast przekute w działanie.
Z jednej strony dzięki temu seria nie nudzi. Trzy tomy można przeczytać bardzo szybko, a fabuła praktycznie nie ma miejsca na dłużyzny. Z drugiej szkoda kilku relacji i pomysłów, którym wyraźnie przydałoby się więcej przestrzeni. Szczególnie Einar mógłby zyskać na dodatkowym tomie. Jego droga jest najważniejszym lustrem dla historii Luke’a, a przez szybkie tempo część momentów, które powinny mocniej wybrzmieć, zostaje za plecami niemal natychmiast.
Podobny problem dotyczy samego Luke’a. Jego przemiana z dziecka wychowanego przez wilki w człowieka, a następnie w wojownika pochłoniętego zemstą, ma duży potencjał psychologiczny. Manga pokazuje jej najważniejsze punkty, lecz nie zawsze pozwala długo obserwować proces. Czasem otrzymujemy już efekt kolejnego etapu, zanim poprzedni zdąży się naprawdę osadzić. Trzeci tom jeszcze mocniej ujawnia tę cechę. Luke łączy siły z armią angielską, licząc na możliwość dopadnięcia Einara. W tym samym czasie Białowłosy dochodzi coraz bliżej własnego celu i wreszcie kieruje broń przeciwko Swenowi. Dwie historie zemsty, które do tej pory rozwijały się obok siebie, zaczynają się bezpośrednio przecinać.
To dobry finał pod względem konstrukcyjnym. Manga nie próbuje nagle wymyślić nowego głównego przeciwnika ani rozszerzyć konfliktu w ostatniej chwili. Wraca dokładnie do tego, co budowała od początku. Luke musi skonfrontować się z Einarem, ale ich starcie nie może już wyglądać jak proste wyrównanie rachunków z pierwszego tomu. Obaj wiedzą już, czym jest życie podporządkowane odwetowi. Najlepsze w finale jest to, że Yoshioka nie zamyka historii naiwnym przekazem o tym, że wystarczy odrzucić nienawiść i wszystko będzie dobrze. Przemoc pozostawia konsekwencje niezależnie od późniejszych decyzji. Nawet działania podejmowane w imię pokoju mogą wymagać ofiar. Królowie zawierają układy, granice się zmieniają, konflikty wygasają, lecz martwi nie wracają.
Pojawia się więc znacznie ciekawsze pytanie niż to, czy zemsta jest dobra albo zła. Co zrobić z życiem, kiedy zemsta przestaje być możliwa albo potrzebna? Dla człowieka, który przez lata podporządkował jej każdą decyzję, rezygnacja nie oznacza automatycznie wolności. Trzeba jeszcze znaleźć coś, co wypełni miejsce po nienawiści. Luke i Einar są interesujący właśnie dlatego, że obaj przez ogromną część życia definiują się poprzez ludzi, których chcą zabić.
Tytuł Żegnaj, Odynie nabiera przez to dodatkowego znaczenia. Odin jest tutaj nie tylko elementem nordyckiej symboliki czy nazwą związaną z wojenną legendą Luke’a. Można czytać go także jako znak świata, w którym człowieka określają walka, śmierć i przeznaczenie pisane mieczem. Pożegnanie Odyna staje się więc próbą pożegnania całego porządku, który uczył bohaterów, że każdą krzywdę można naprawić kolejną krwią.
Warstwa wizualna dobrze współgra z tym podejściem. Kreska Yoshioki jest surowa i momentami niedokładna. Niektóre kadry sprawiają wrażenie szkicowych, twarze nie zawsze są równie dopracowane, a w dynamicznych scenach można chwilami stracić orientację. Nie jest to seria, którą polecałabym przede wszystkim dla precyzji rysunku. Jednocześnie ten brak wygładzenia bardzo pasuje do opowieści.
Walki są chaotyczne, ciała poruszają się gwałtownie, a kadry często stawiają na energię zamiast przejrzystej choreografii. Luke nie walczy jak wyszkolony rycerz. Rzuca się na przeciwników, wykorzystuje instynkt, zmienia pozycję i atakuje z brutalnością zwierzęcia. Bardziej dopracowany, sterylny rysunek mógłby odebrać tym scenom część ich charakteru. Yoshioka bardzo dobrze korzysta również z kontrastu. Spokojne życie Luke’a u boku Crowleya wygląda inaczej niż późniejsze sceny bitew. Cisza pierwszych rozdziałów sprawia, że przemoc uderza mocniej. Gdy manga przechodzi już całkowicie w wojenną rzeczywistość, coraz rzadziej daje czytelnikowi podobne chwile odpoczynku.
Brutalność jest jednak na tyle intensywna, że nie każdemu przypadnie do gustu. Pojawiają się bardzo graficzne zabójstwa, sceny seksualne i przemoc pozbawiona większej autocenzury. Nie zawsze jest ona równie potrzebna. Czasem dobrze podkreśla bezwzględność świata, ale zdarzają się momenty, kiedy seria wydaje się zainteresowana samą możliwością zaszokowania czytelnika. Po pewnym czasie nadmiar krwi również traci część swojej siły. Pierwsza brutalna scena może wstrząsnąć, piąta nadal działa, lecz przy kolejnych człowiek zaczyna przyjmować przemoc jako naturalny język tej historii. Paradoksalnie najmocniej zapadają więc w pamięć te momenty, w których Yoshioka pozwala sobie na chwilę ciszy. Szkoda, że jest ich tak mało.
Trzy tomy mają jednak jedną ogromną przewagę nad dłuższymi seriami. Żegnaj, Odynie wie, dokąd zmierza. Nie przedłuża historii tylko dlatego, że można wprowadzić kolejnego przeciwnika. Nie zmienia zemsty Luke’a w kilkunastotomową pogoń. Dostajemy początek, rozwinięcie i finał, a główny temat zostaje domknięty. Czy można było opowiedzieć tę historię szerzej? Zdecydowanie. Czy potrzebowała dziesięciu tomów? Nie. Najbardziej rozsądne wydawałyby mi się cztery albo pięć. Dałoby to więcej miejsca Einarowi, relacji Luke’a z Crowleyem, politycznemu tłu i psychicznym konsekwencjom przemocy. W obecnej formie manga bywa zbyt pospieszna, lecz przynajmniej nigdy nie sprawia wrażenia serii, która zapomniała, od czego się zaczęła.
W finałowych rozdziałach Yoshioka rozszerza również perspektywę czasową. Pozwala zobaczyć, co dzieje się po najważniejszej konfrontacji i jak większa historia idzie dalej niezależnie od indywidualnych tragedii. To ważne, bo podkreśla niewielką skalę bohaterów wobec procesów politycznych. Luke i Einar mogą traktować własną zemstę jak centrum świata, ale dla historii ich cierpienie pozostaje jednym z tysięcy podobnych epizodów. Właśnie dlatego ostatnie słowa opowieści działają lepiej niż widowiskowa śmierć kolejnego przeciwnika. Żegnaj, Odynie zaczyna się jak brutalna historia o chłopcu polującym na wikingów, ale stopniowo staje się opowieścią o tym, jak łatwo uczynić krzywdę podstawą własnej tożsamości. Luke chce odebrać Einarowi życie, ponieważ ten odebrał mu rodzinę. Einar chce zabić Swena z dokładnie tego samego powodu. Każdy z nich potrafi nazwać własną przemoc sprawiedliwością, dopóki nie spojrzy na człowieka stojącego po drugiej stronie.
To nie jest wybitna manga historyczna i nie próbuje nią być. Zbyt szybko przechodzi przez niektóre wydarzenia, momentami traci czytelność w scenach walki, a jej historyczne realia mogłyby zostać wykorzystane znacznie szerzej. Jako krótka, bezkompromisowa opowieść o dwóch ludziach niszczonych przez ten sam mechanizm działa jednak naprawdę dobrze. Najbardziej zapamiętam z niej nie krew, rozcięte ciała ani pojedynki. Zapamiętam dwóch wojowników przekonanych, że odzyskają coś utraconego, jeśli tylko zabiją właściwego człowieka. Cała tragedia polega na tym, że im bliżej są celu, tym wyraźniej widać, że na końcu tej drogi nikt nie czeka z ich dawnym życiem. Zemsta potrafi wskazać kierunek. Nie potrafi powiedzieć, co zrobić, kiedy już się tam dotrze.

