Najbardziej niepokojące w Dolly Kill Kill nie są już uśmiechnięte potwory przypominające pluszowe zabawki. Po sześciu tomach można się do ich groteskowej obecności przyzwyczaić, poznać zasady walki i zaakceptować, że świat został zamieniony w plac polowania na resztki ludzkości. Znacznie trudniej oswoić się z myślą, że wraz z rozwojem historii coraz większym zagrożeniem stają się sami ludzie. Yukiaki Kurando konsekwentnie przesuwa więc ciężar opowieści. Najpierw chodziło o przeżycie inwazji Dollies, potem o zdobycie możliwości skutecznej walki, teraz natomiast zaczyna się wojna o to, komu w ogóle można jeszcze zaufać.
Czwarty tom wraca jednak najpierw do Irumy, który po wcześniejszym starciu próbuje ponownie stanąć na nogi. Powrót ukochanej daje mu coś, czego przez długi czas właściwie nie miał: powód, żeby patrzeć dalej niż na kolejną okazję do zemsty. Chłopak ćwiczy, odzyskuje sprawność i przygotowuje się do operacji Trial & Error, lecz szybko okazuje się, że przemiana, której wcześniej doświadczył, nie była jednorazowym wybrykiem organizmu. W jego wnętrzu naprawdę znajduje się coś obcego, agresywnego i coraz trudniejszego do powstrzymania. Wystarczy pojawienie się Buntowniczej Dolly odpowiedzialnej za śmierć jego przyjaciela, żeby dawna furia ponownie wyszła na powierzchnię.
Ten fragment dobrze pokazuje największą siłę i równocześnie jedną ze słabości tej serii. Kurando potrafi wymyślić efektowne rozwinięcie znanego motywu bohatera korzystającego z niebezpiecznej mocy, lecz często za szybko przechodzi do kolejnego pomysłu. W przypadku Irumy szczególnie mocno czuć, że jego wewnętrzna przemiana zasługiwała na więcej czasu. Pojawiają się sugestie dotyczące jego natury, dzieciństwa i gniewu, które mogłyby nadać tej postaci bardziej niepokojący wymiar, ale manga nie zatrzymuje się przy nich na długo. Ważniejsze staje się rozszerzenie świata.
Piąty tom robi to już bez żadnych zahamowań. Dotychczasowy konflikt zaczyna pękać na kilka stron jednocześnie. Buntownicza Dolly wykazuje emocje, Pluszak atakuje ją mimo wspólnego pochodzenia, pojawiają się użytkownicy Fantazmu, a gdzieś pomiędzy nimi działają ludzie otwarcie sympatyzujący z Dollies. Prosty układ „ludzkość kontra najeźdźcy” właściwie przestaje istnieć. Do tego dochodzą pogłoski o zmarłych, którzy podobno wracają do życia, co w świecie zbudowanym na traumie ocalałych natychmiast staje się wyjątkowo skuteczną przynętą.
Sam pomysł jest ryzykowny. Śmierć od pierwszych rozdziałów miała w Dolly Kill Kill ogromny ciężar i definiowała sporą część bohaterów. Wprowadzenie możliwości powrotu zmarłych może taki fundament bardzo łatwo podkopać. Na szczęście autor nie przedstawia tego od razu jako cudownego rozwiązania problemów. Przeciwnie, pogłoski wzbudzają podejrzenia i prowadzą do kolejnego śledztwa. Czy ktoś rzeczywiście znalazł sposób na odwrócenie śmierci? Czy to eksperyment? Pułapka? Kolejny element większego planu? Manga wykorzystuje te pytania przede wszystkim do pchnięcia bohaterów w stronę Gullweigu.
Równocześnie właśnie w piątym tomie Iruma zaczyna tracić pozycję absolutnego centrum historii. Coraz więcej miejsca otrzymują użytkownicy Fantazmu, wśród których każdy dysponuje innymi możliwościami i niekoniecznie podziela ten sam pogląd na trwającą katastrofę. To ciekawa zmiana, ponieważ pozwala Kurando pokazać większą skalę świata, ale ma swoją cenę. Obsada rośnie bardzo szybko. Nowe zdolności, organizacje, charaktery i konflikty pojawiają się jeden za drugim, czasami zanim poprzednie zdążą się mocniej zakorzenić.
Szósty tom właściwie potwierdza, że manga weszła już w kolejną fazę. Namekata i pozostali użytkownicy Fantazmu ruszają do Gullweigu, świadomi, że cała sprawa ze zmarłymi może być pułapką. Na ich drodze pojawia się jednak przeciwnik szczególny, ponieważ tym razem nie jest to kolejna Dolly. Jest nim człowiek, który świadomie opowiedział się po stronie potworów.
I tutaj seria trafia na temat dużo ciekawszy od kolejnego starcia z ogromną maskotką. Kurando zaczyna pytać, ile znaczy samo bycie człowiekiem, jeśli człowiek świadomie wybiera okrucieństwo. Nowy przeciwnik nie potrzebuje obcego instynktu, programowania ani niezrozumiałej biologii Dollies. Jego brutalność wynika z decyzji. Zabija, ponieważ może, a cierpienie innych wykorzystuje jako sposób sprawdzania determinacji bohaterów. Przy całym przerysowaniu tej postaci jej obecność działa, bo zmienia charakter zagrożenia.
Nie wszystko wypada równie przekonująco. Niektóre decyzje podczas walk są trudne do obrony, a sposób wykorzystywania poszczególnych użytkowników Fantazmu momentami służy bardziej wywołaniu efektownej sceny niż rozsądnej taktyce. Widać też coraz wyraźniej skłonność scenariusza do mnożenia skrajności. Każdy kolejny wróg musi być bardziej brutalny, każda nowa moc bardziej niezwykła, a kolejne odkrycie powinno natychmiast zmieniać zasady gry. W krótkiej perspektywie daje to bardzo dobre tempo. Na dłuższą metę grozi jednak sytuacją, w której trudno już odróżnić naprawdę ważny zwrot od następnej chwilowej sensacji.
Na szczęście Yusuke Nomura cały czas potrafi sprzedać ten chaos wizualnie. Rysownik znakomicie rozumie największy estetyczny żart Dolly Kill Kill: to, co wygląda jak dziecięca zabawka, powinno być równocześnie obrzydliwe, śmieszne i przerażające. Dollies nadal imponują projektami, a ich wielkie oczy, uśmiechy i miękkie kształty świetnie kontrastują z rzezią pozostawianą za nimi. Kiedy do walki wchodzą użytkownicy Fantazmu, Nomura dostaje jeszcze więcej okazji do zabawy deformacją sylwetek, efektami mocy i dynamiką starć.
Tomy 4–6 są więc etapem bardzo intensywnej rozbudowy świata. Iruma nadal pozostaje ważny, ale nie jest już jedynym punktem odniesienia. Dollies przestają tworzyć jednolity front, ludzie dzielą się na zwalczające się frakcje, Fantazm staje się coraz istotniejszym elementem konfliktu, a możliwość powrotu zmarłych otwiera zupełnie nową warstwę tajemnicy. Seria robi się ciekawsza, lecz jednocześnie bardziej chaotyczna.
Najlepiej działa wtedy, gdy wykorzystuje apokalipsę jako pretekst do podważania prostych podziałów. Potwór nie musi wyglądać jak Dolly, a człowiek nie staje się automatycznie dobry tylko dlatego, że przeżył zagładę. Trochę gorzej jest wtedy, gdy Dolly Kill Kill próbuje jednocześnie rozwijać zbyt wiele pomysłów i przechodzi do następnego, zanim poprzedni zdąży naprawdę zaboleć. To nadal bardzo efektowna seria, której trudno odmówić własnego charakteru. Po szóstym tomie coraz mniej interesuje mnie jednak pytanie, czy ludzie potrafią pokonać Dollies. Znacznie ciekawsze stało się to, co pozostanie z ludzkości, jeśli rzeczywiście jej się to uda.

