Enra od początku miała problem dość nietypowy: Chie Shimada wymyśliła historię, której przydałoby się więcej miejsca, a następnie zamknęła ją w czterech tomach. W trzeciej części można jeszcze wierzyć, że wszystkie rozstawione elementy zdążą znaleźć swoje miejsce. W czwartej zaczyna się już wyścig z liczbą pozostałych stron. I właśnie dlatego finał pozostawia po sobie dwa sprzeczne wrażenia. Z jednej strony ta lekka, piekielno-romantyczna komedia nadal ma sporo uroku. Z drugiej trudno pozbyć się myśli, że kończymy ją dokładnie wtedy, kiedy mogłaby wreszcie rozwinąć skrzydła.
Trzeci tom kontynuuje schemat znany z wcześniejszych części, ale zaczyna trochę mocniej interesować się samymi bohaterami. Komachi nadal figuruje jako przyszła grzesznica, choć coraz trudniej pogodzić jej zachowanie z pozycją zajmowaną przez nią w piekielnym rankingu. Zamiast przybliżać się do odpowiedzi, manga dokłada kolejne pytania. Jednocześnie relacja dziewczyny z Enrą powoli przestaje przypominać układ pomiędzy łowcą i potencjalną zdobyczą. Oboje zaczynają traktować siebie inaczej, choć Shimada zdecydowanie nie spieszy się z przekuwaniem tego w pełnoprawny romans.
I tu tkwi zarówno urok, jak i słabość tego tomu. Między Komachi i Enrą coś niewątpliwie się zmienia, lecz dzieje się to bardzo ostrożnie. Czasem wystarczy drobny gest albo reakcja bohatera, żeby dostrzec zmianę, po czym historia ponownie zajmuje się kolejnym problemem. Przy czterotomowej serii takie tempo staje się ryzykowne. Trzeci tom powinien być momentem mocnego przyspieszenia ich relacji, tymczasem nadal zachowuje się trochę tak, jakby przed autorką znajdowało się jeszcze kilka następnych części.
Pojawienie się kolejnych członków piekielnej rodziny przynosi więcej korzyści. Rywalizacja o pozycję przyszłego Króla Piekieł nabiera dzięki nim charakteru, a Rokuzan dostaje wystarczająco dużo miejsca, żeby nie być wyłącznie następną atrakcyjną twarzą dorzuconą do obsady. Shimada wykorzystuje rodzeństwo również do przyjrzenia się różnym odmianom przywiązania i uczuciom, które nie zawsze dają się łatwo sklasyfikować. Nie robi z tego szczególnie głębokiej opowieści, ale dzięki temu Enra zaczyna mieć trochę więcej treści poza swoim podstawowym komediowo-romantycznym pomysłem.
Gorzej wypada powtarzalność konstrukcji. Seria po raz kolejny korzysta z podobnych mechanizmów, wprowadza nowe postacie i konflikty według znanego już rytmu, przez co miejscami można odnieść wrażenie, że fabuła krąży wokół własnej osi. Pojawiają się również rozwiązania dotyczące grzechów innych ludzi, których moralizatorski ton potrafi być niezręczny. Manga lubi dzielić zachowania na właściwe i naganne z wyjątkowo dużą pewnością siebie, nawet kiedy poruszany temat zdecydowanie zasługiwałby na więcej niuansów. W lekkiej komedii romantycznej szczególnie rzuca się to w oczy.
Tom czwarty nie ma już luksusu dalszego odkładania odpowiedzi. Egzamin zmierza do końca, pojawia się Rinze, sytuacja rodzeństwa robi się coraz bardziej napięta, zachowanie Fanfana zaczyna wzbudzać podejrzenia, a historia musi jeszcze wyjaśnić przeszłość Enry, tajemnicę Komachi i przyszłość ich związku. Na papierze materiału wystarczyłoby spokojnie na kolejne dwa tomy. Shimada próbuje zmieścić wszystko w jednym.
Efektem jest finał znacznie bardziej fabularny od poprzednich części, ale również wyraźnie pospieszny. Informacje, na które czekaliśmy właściwie od początku serii, zaczynają pojawiać się jedna za drugą. Niektóre potrafią zadziałać, inne sprawiają wrażenie dopisanych przede wszystkim po to, żeby zamknąć konkretny punkt historii. Szczególnie szkoda wątków, które zapowiadają większą intrygę, a dostają zbyt mało czasu, żeby rzeczywiście wybrzmieć. Zamiast satysfakcji z układania rozsypanych wcześniej elementów pojawia się momentami wrażenie oglądania autorki gorączkowo sprzątającej planszę przed ostatnią stroną.
Najbardziej problematyczna pozostaje odpowiedź dotycząca przyszłego grzechu Komachi. Przez całą serię jej wysoka pozycja na liście stanowiła jedną z najważniejszych zagadek. Naturalnie rosły więc oczekiwania wobec wyjaśnienia, co takiego ta sympatyczna dziewczyna mogłaby kiedyś zrobić. Finał nie wykorzystuje w pełni ciężaru zbudowanego wokół tej tajemnicy. Pomysł nie jest całkowicie pozbawiony sensu, lecz po tak długim podkręcaniu znaczenia rankingu chciałoby się rozwiązania pozostawiającego czytelnika z czymś więcej niż wzruszeniem ramion.
Znacznie lepiej broni się sama relacja Komachi i Enry. Paradoksalnie właśnie dlatego szkoda, że rozwijano ją tak zachowawczo. Ostatni tom pokazuje już wyraźnie, że początkowa zabawa w demona polującego na przyszłą grzesznicę dawno przestała określać tę dwójkę. Ich uczucia nie wymagają wielkich deklaracji ani przesadnie romantycznych scen. Wystarczy sposób, w jaki zaczynają siebie traktować. Ta naturalność pasuje do nich dużo bardziej niż gwałtowna przemiana w klasyczną mangową parę.
Nie dostajemy jednak pełnego poczucia domknięcia. Egzamin, przyszłość piekielnego rodzeństwa oraz konsekwencje związku człowieka z synem Króla Piekieł pozostawiają przestrzeń, którą można było jeszcze ciekawie wykorzystać. Otwarte zakończenie samo w sobie nie byłoby problemem, gdyby wcześniejsze rozdziały sprawiały wrażenie świadomego prowadzenia właśnie do takiego finału. Tutaj częściej wygląda ono jak rezultat braku miejsca.
Graficznie seria do samego końca zachowuje swój największy wdzięk. Shimada rysuje lekko i bardzo estetycznie, a piekielne rodzeństwo pozwala jej bawić się projektami postaci bez odchodzenia od spójnego charakteru mangi. Mimika dobrze obsługuje humor, bohaterowie są wyraziści, a romantyczne sceny potrafią być urocze bez przesadnego lukru. To manga, którą zwyczajnie przyjemnie się ogląda, nawet kiedy scenariusz zaczyna się spieszyć.
Enra nie kończy się katastrofą. Kończy się niedosytem, a to jednak istotna różnica. Cztery tomy składają się na sympatyczną, lekką serię nadnaturalną, która sprawnie miesza szkolną komedię, piekielną rywalizację i romans. Trzeci tom pokazuje, że bohaterowie zaczynają mieć do zaoferowania coś więcej niż początkowy żart, natomiast czwarty próbuje wykorzystać ten potencjał, jednocześnie zamykając wszystkie pozostałe sprawy. Nie zawsze mu się to udaje.
Największym grzechem Enry okazuje się więc nie to, co manga zrobiła źle, lecz wszystko to, czego nie zdążyła zrobić. Jeszcze jeden lub dwa tomy pozwoliłyby spokojniej poprowadzić uczucie Komachi i Enry, lepiej przygotować finałową intrygę i nadać odpowiedziom odpowiednią wagę. Zamiast tego dostaliśmy serię, którą czyta się z przyjemnością, kończy bez większego żalu, ale po odłożeniu ostatniego tomu trudno nie pomyśleć: to naprawdę już wszystko?

