Wiedźmy nie ukrywają się tutaj w lasach, nie latają na miotłach i nie zawierają paktów z diabłem. Przybyły z Księżyca, przyniosły ludziom wiedzę, która przyspieszyła rozwój nauki oraz medycyny, a przy okazji stworzyły zupełnie nowy problem. Co zrobić z istotami niemal nieosiągalnymi dla człowieka, kiedy jedna z nich zacznie wykorzystywać swoją przewagę przeciwko ludziom? Inkwizytor wiedźm Shuna Akagiego zaczyna właśnie od tego pytania i przez dwa tomy próbuje połączyć historię o magicznym pościgu z opowieścią o społeczeństwie, które pod pozorem doskonałości skrywa całkiem sporo niewygodnych sprzeczności.
Minęło sto pięćdziesiąt lat od pierwszego kontaktu Ziemi z wiedźmami. Ich obecność odmieniła cywilizację, ale nie sprawiła, że oba światy rzeczywiście zaczęły funkcjonować na równych zasadach. Wiedźmy pozostają istotami dysponującymi potęgą, której człowiek praktycznie nie może przeciwstawić się samodzielnie. Dlatego właśnie pojawiają się inkwizytorki, przedstawicielki Księżyca zajmujące się tymi ze swoich pobratymczyń, które przekraczają granice i zaczynają stanowić zagrożenie.
Jedną z nich jest Natalia. Towarzyszy jej Elliot, młody człowiek dotknięty klątwą rzuconą przez Nine. Jego ciało może przemienić się w potwora, a jedyną rzeczą utrzymującą przekleństwo pod kontrolą pozostaje magia Natalii. Bohaterowie są więc skazani na wspólną podróż, choć ich relacja nie zaczyna się od wielkiego przywiązania. Elliot pomaga swojej opiekunce w codziennych obowiązkach, ona natomiast chroni go przed konsekwencjami klątwy i prowadzi własne śledztwa dotyczące wiedźm.
Sam pomysł na świat jest zdecydowanie najmocniejszą stroną pierwszego tomu. Połączenie wiedźm, księżycowej cywilizacji, zaawansowanej technologii oraz klasycznej inkwizycji daje serii własną tożsamość już od pierwszych rozdziałów. Akagi nie ogranicza magii do efektownych ataków. Wiedźmy tworzą niezwykłe konstrukcje, ingerują w ludzkie ciała, zawierają pakty i funkcjonują według zasad wynikających z ich odmiennej kultury. Księżyc przestaje być jedynie egzotycznym miejscem pochodzenia bohaterek, a zaczyna wyglądać jak źródło całego systemu wartości.
Problem polega na tym, że pierwszy tom jedynie dotyka większości tych pomysłów. Natalia pozostaje przez sporą część historii bardzo chłodna, a jej emocjonalny dystans utrudnia nawiązanie z nią więzi. Widać wprawdzie, że pod obojętnością kryje się znacznie więcej, szczególnie kiedy jej decyzje zaczynają rozmijać się z interesem księżycowej społeczności, lecz manga potrzebuje czasu, aby wydobyć tę stronę bohaterki. Elliot jest bardziej bezpośredni i łatwiejszy do polubienia, ale początkowo pełni przede wszystkim funkcję człowieka wprowadzanego razem z czytelnikiem w świat wiedźm.
Znacznie ciekawiej robi się wtedy, gdy seria przestaje traktować Ziemię i Księżyc jako prosty układ mniej oraz bardziej rozwiniętej cywilizacji. Księżyc przedstawiany jest jako miejsce uporządkowane, bezpieczne i niemal idealne. Z czasem jednak coraz wyraźniej widać, że ten porządek ma cenę. Wiedźmy potrafią bardzo chłodno patrzeć na ludzi, a odpowiedzialność za konsekwencje własnych działań łatwo przerzucić na mieszkańców Ziemi. To właśnie tutaj pojawia się najciekawszy konflikt całej serii. Akagi pyta bowiem, czy społeczeństwo może nazywać się doskonałym, jeśli jego doskonałość istnieje przede wszystkim dlatego, że wszystkie niewygodne problemy usuwa poza własne granice. W pierwszym tomie nie zawsze zostaje to rozwinięte wystarczająco mocno, ale sama idea nadaje kolejnym wydarzeniom znacznie więcej znaczenia niż prosty pościg za niebezpieczną wiedźmą.
Podobać może się również to, że epizodyczne historie nie służą wyłącznie pokazaniu kolejnych zastosowań magii. Pojawiają się pytania o przemijanie, różnicę między krótkim ludzkim życiem a długowiecznością wiedźm, egoizm ukrywający się pod pozorem altruizmu czy potrzebę znalezienia sensu w świecie, w którym wszystko wydaje się zbyt uporządkowane. Nie każdy z tych tematów zostaje wykorzystany równie dobrze, ale dzięki nim manga nie ogranicza się wyłącznie do akcji.
Drugi tom znacznie mocniej otwiera drzwi do księżycowego społeczeństwa. Pojawienie się Byschotte sprawia, że Natalia przestaje być jedyną przedstawicielką inkwizycji, a czytelnik może zobaczyć, jak różnie można rozumieć obowiązek wobec własnego świata. Nowa bohaterka początkowo wygląda jak wsparcie w polowaniu na Nine, szybko jednak staje się jasne, że sama Natalia zaczyna wzbudzać podejrzenia. Jej problemem jest paradoksalnie zbyt duża sympatia wobec ludzi. Dla niej pomaganie im nie zawsze musi wynikać z politycznej kalkulacji. Z perspektywy części wiedźm właśnie to zaczyna wyglądać jak niebezpieczne przekraczanie granic. Wątek ten pozwala ciekawiej spojrzeć na wcześniejsze zachowanie Natalii. Jej emocjonalny chłód nie oznacza całkowitej obojętności, a to, czego nie mówi, okazuje się ważniejsze od wielu deklaracji.
Bardzo dobrze wypadają również fragmenty rozgrywające się na Księżycu. Dopiero wtedy można rzeczywiście zobaczyć świat, o którym wcześniej głównie opowiadano. Trybunał, system oceniania przewinień i sposób traktowania wiedźm pokazują, że to społeczeństwo nie jest niewinną utopią. Jego porządek opiera się na jasno określonych zasadach i bardzo dużym przekonaniu o własnej racji.
Nine miała potencjał, aby stać się najciekawszym elementem tego konfliktu. Jest wiedźmą odpowiedzialną za klątwę Elliota i krzywdę innych ludzi, a jednocześnie postacią, której przeszłość stopniowo pozwala zrozumieć źródło jej zachowania. Problem zaczyna się wtedy, gdy manga próbuje przesunąć akcent ze zrozumienia na usprawiedliwienie. Tragiczna historia może wyjaśnić drogę bohatera, ale nie powinna automatycznie usuwać konsekwencji jego czynów. W przypadku Nine finał balansuje właśnie na tej granicy. Jej motywacje nabierają sensu, lecz skala wyrządzonych przez nią szkód sprawia, że część rozwiązań może pozostawić wyraźny niedosyt. Seria mówi sporo o odpowiedzialności, a jednocześnie sama nie zawsze potrafi konsekwentnie rozliczyć z niej swoich bohaterów.
To szczególnie widoczne dlatego, że Inkwizytor wiedźm kończy się już na drugim tomie. Historia musi bardzo szybko przejść od budowania świata do finału, więc część pomysłów zostaje jedynie zaznaczona. Księżyc mógłby spokojnie otrzymać kilka dodatkowych rozdziałów. Relacje pomiędzy wiedźmami aż proszą się o rozwinięcie. Sama inkwizycja ma wystarczająco interesujące zasady, żeby oprzeć na niej znacznie dłuższą serię. Podobnie wygląda sprawa Elliota, którego klątwa ma ogromne znaczenie dla fabuły, ale jej pełny potencjał zostaje wykorzystany w pośpiechu.
Krótka forma ma jednak również zalety. Manga praktycznie nie ma czasu na dłużyzny. Kolejne wydarzenia następują po sobie szybko, a drugi tom szczególnie sprawnie przechodzi od konfrontacji do odkrywania nowych informacji. Całą serię można przeczytać podczas jednego dłuższego posiedzenia i trudno się przy niej znudzić. Graficznie Akagi prezentuje się bardzo solidnie. Projekty wiedźm są efektowne, magia ma odpowiednią skalę, a bardziej skomplikowane konstrukcje potrafią przyciągnąć wzrok. Dobrze wypadają także sceny akcji, w których czytelność nie ginie pod nadmiarem efektów. Księżycowa estetyka pozwala autorowi połączyć elementy fantastyczne z technologicznymi bez wrażenia, że należą do dwóch różnych historii.
Najbardziej szkoda więc tego, że Inkwizytor wiedźm kończy się dokładnie wtedy, kiedy jego świat zaczyna robić się naprawdę interesujący. Pierwszy tom przedstawia podstawowe zasady i bohaterów, drugi pokazuje pęknięcia w księżycowym porządku, po czym trzeba już zmierzać do zakończenia. Przy większej liczbie części można byłoby rozwinąć politykę wiedźm, mocniej popracować nad Natalią i Elliotem oraz pozwolić Nine rzeczywiście zmierzyć się z konsekwencjami swoich działań.
Mimo tych zastrzeżeń oba tomy tworzą lekką i przyjemną opowieść fantasy ze zdecydowanie ciekawszym pomysłem na świat, niż mogłaby sugerować jej długość. Nie wszystkie wątki zostają domknięte z równą satysfakcją, a niektóre reguły świata zaczynają się chwiać wtedy, gdy fabuła potrzebuje szybkiego rozwiązania. Pozostaje jednak sympatyczny duet głównych bohaterów, ciekawa wizja księżycowych wiedźm i kilka pytań, które mogłyby spokojnie udźwignąć znacznie dłuższą serię. Inkwizytor wiedźm nie wykorzystuje całego własnego potencjału, ale trudno odmówić mu uroku. Największym niedosytem po drugim tomie nie jest więc samo zakończenie, lecz świadomość, że świat Natalii i Elliota miał jeszcze naprawdę sporo do pokazania.

