Dziewiąty tom Przeznaczeniem złoczyńców jest śmierć zaczyna się tam, gdzie poprzedni zostawił czytelnika bez tchu, ale zamiast prostego ciągu dalszego dostajemy coś znacznie ciekawszego: moment, w którym cała fasada zaczyna pękać. Penelope przeżyła, lecz jej ocalenie nie przynosi ulgi. Przeciwnie, po truciznie, kłamstwach i coraz bardziej podejrzanej obecności Ivonne świat gry staje się jeszcze ciaśniejszą pułapką, a każdy kolejny gest może okazać się początkiem katastrofy.
Wydarzenia rozpoczynają się bezpośrednio po dramatycznym finale poprzedniej części. Penelope przeżyła otrucie tylko dzięki interwencji Wintera, jednak fizyczne ocalenie nie oznacza końca jej problemów. Wręcz przeciwnie. Próba zabójstwa uruchamia lawinę wydarzeń, które zmieniają relacje między bohaterami, odsłaniają nowe mechanizmy działania świata gry i pokazują, że dotychczasowe zagrożenia były zaledwie zapowiedzią tego, co dopiero nadchodzi.
Najmocniejszym punktem tomu pozostaje konfrontacja Penelope z Ivonne. Autorka od dawna budowała wokół tej postaci aurę niepokoju, ale dopiero teraz pozwala jej zrzucić maskę. To jedna z najbardziej wyczekiwanych scen całej serii i trudno nie odnieść wrażenia, że spełnia pokładane w niej oczekiwania. Ivonne przestaje być jedynie zagadką lub biernym elementem fabuły. Wreszcie staje się pełnoprawną antagonistką, której obecność zmienia ton całej historii. Od tej chwili nie ma już miejsca na złudzenia ani fałszywe poczucie bezpieczeństwa.
Jednocześnie seria coraz mocniej odchodzi od schematu romantycznej opowieści osadzonej w świecie gry. Oczywiście relacje Penelope z pozostałymi bohaterami nadal odgrywają istotną rolę, jednak ich znaczenie wykracza daleko poza klasyczny wybór partnera. Każda rozmowa i każdy gest stają się elementem większej rozgrywki, w której zaufanie może okazać się największą słabością. To właśnie dlatego napięcie praktycznie nie opuszcza tej historii.
Na uwagę zasługuje także rozwój samej Penelope. Bohaterka nadal analizuje świat przez pryzmat mechanik gry, ale coraz częściej pozwala sobie na emocje, których wcześniej desperacko unikała. Doskonale widać, że kolejne doświadczenia zmieniają jej sposób patrzenia na ludzi. Nie są już wyłącznie wskaźnikami sympatii czy narzędziami prowadzącymi do przetrwania. Powoli stają się prawdziwymi osobami, a to dla Penelope bywa znacznie bardziej przerażające niż sama perspektywa śmierci.
Nie zawodzą również rysunki Suol. To wciąż jeden z największych atutów całej serii. Kadry pełne są eleganckich detali, bogatych strojów i efektownych kompozycji, ale największe wrażenie robią twarze bohaterów. Mimika znakomicie oddaje napięcie, strach i desperację, dzięki czemu nawet sceny oparte głównie na dialogach mają ogromną siłę oddziaływania.
Dziewiąty tom nie oferuje chwili oddechu. Zamiast tego konsekwentnie przesuwa historię w stronę coraz mroczniejszej opowieści o manipulacji, obsesji i walce o zachowanie własnej tożsamości. To jedna z tych części, po których jeszcze wyraźniej widać, że seria dawno wykroczyła poza ramy prostego isekai czy romansu fantasy. Stała się wielowątkową historią o przetrwaniu, w której każda zdobyta odpowiedź rodzi kolejne pytania.
I właśnie dlatego zakończenie pozostawia z tym samym uczuciem co poprzednie tomy. Z satysfakcją, że kolejny fragment układanki trafił na swoje miejsce, oraz z ogromną niecierpliwością, bo wiadomo już, że najtrudniejsza rozgrywka dopiero się rozpoczyna.

