Sensei naprawdę nie potrzebuje kolejnej szansy. Nie chce nowego życia, magicznych zdolności, ratowania księżniczek ani wdzięczności mieszkańców fantastycznej krainy. Ma już plan na wieczór: razem z ukochaną zamierza rzucić się do wody i umrzeć. Wtedy pojawia się furgonetka. Każdy, kto przeczytał kilka isekai, doskonale wie, co oznacza samochód jadący prosto na bohatera, ale tutaj cały dowcip polega na tym, że nieszczęśnik właśnie próbował zginąć bez jego pomocy. Zamiast upragnionego końca dostaje więc świat fantasy, kartę postaci z żałosnymi statystykami i ludzi przekonanych, że powinien być zachwycony. Sensei przyjmuje tę pomyłkę losu z miną człowieka, któremu właśnie odwołano długo wyczekiwany urlop.
Zatracony w innym świecie nie ukrywa, z czego żartuje. Hiroshi Noda bierze zestaw isekaiowych obowiązków i podrzuca je bohaterowi, który jest ich kompletnym zaprzeczeniem. Przybysz z innego świata powinien odkryć fantastyczne moce? Sensei ledwo nadaje się do życia. Powinien zachwycić się możliwością rozpoczęcia wszystkiego od nowa? On poprzednie życie chciał właśnie definitywnie zakończyć. Wypadałoby pokonać potwora? Najpierw może pozwólmy potworowi spróbować zjeść bohatera. Sensei nie ma nawet instynktu samozachowawczego, którym można byłoby popchnąć go do działania. Kiedy wszyscy uciekają przed śmiercią, on patrzy, czy przypadkiem nie idzie w jego stronę.
Oczywiście żart jest znacznie mniej niewinny, niż sugerowałaby ta wyliczanka. Manga nieustannie kręci się wokół samobójstwa i depresyjnego odklejenia swojego bohatera, a robi z tego czarną komedię. Sensei nosi przy sobie środki, którymi może się zatruć, z rozmarzeniem reaguje na potencjalnie śmiertelne zagrożenia i potrafi potraktować własny zgon jak wyjątkowo obiecujący punkt planu dnia. Dla części czytelników będzie to granica nie do przeskoczenia. Noda nie próbuje oswajać tematu delikatnością, tylko bezczelnie wykorzystuje kontrast między śmiercią a kolorowym światem przygodowego fantasy.
Najlepiej wypada to dzięki samemu Sensejowi. Trudno byłoby oprzeć dwa tomy wyłącznie na dowcipie o facecie, który chce umrzeć, gdyby nie jego sposób bycia. Jest melancholijny, teatralny, kompletnie niepraktyczny i chwilami irytująco niewzruszony. Takahiro Wakamatsu rysuje mu przy tym kapitalną mimikę. Wokół może właśnie rozpadać się pół świata, a na jego twarzy nadal maluje się coś pomiędzy znudzeniem a łagodnym rozczarowaniem, że katastrofa ponownie go ominęła. Sensei nie próbuje zostać antybohaterem. On zwyczajnie odmawia udziału w historii, która uparcie robi z niego bohatera. I właśnie z tego przeciągania liny manga bierze sporą część swojej energii.
Inspiracja Osamu Dazaiem jest przy tym tak czytelna, że właściwie trudno mówić o mruganiu okiem. Pisarz, samobójcze obsesje, kobiety, dekadencka poza, próba wspólnej śmierci z ukochaną. Manga bierze elementy kojarzone z biografią autora Zatracenia i przepuszcza je przez komediowy isekai. Ryzykowne połączenie, chwilami wręcz bezczelne, ale dzięki temu Sensei od pierwszych stron ma wyraźniejszą osobowość niż dziesiątki gatunkowych protagonistów, których najważniejszą cechą jest fryzura zasłaniająca pół twarzy.
Pierwszy tom zajmuje się przede wszystkim ustawieniem pionków. Sensei dowiaduje się, gdzie trafił, poznaje zasady tego świata, zbiera towarzyszki i zaczyna szukać ukochanej, z którą rozdzieliło go przeniesienie. Motywacja jest oczywiście pięknie absurdalna: odnaleźć kobietę swojego życia, żeby wreszcie razem dokończyć samobójstwo. W podróż zabiera też trumnę, bo najwyraźniej nawet w alternatywnym świecie trzeba być przygotowanym. Przy takim bohaterze klasyczne fantasy samo zaczyna wyglądać komicznie.
Noda nie demoluje jednak schematów do końca. Są potwory, poziomy, umiejętności, atrakcyjne towarzyszki, trochę fanserwisu i kolejne elementy znane z RPG. Chwilami seria jednocześnie nabija się z isekai i bardzo wygodnie korzysta ze wszystkiego, z czego przed chwilą się nabijała. Dotyczy to zwłaszcza kobiecej obsady. Sensei nie robi właściwie niczego, żeby wzbudzać romantyczne zainteresowanie, a ono i tak pojawia się wokół niego z gatunkową regularnością. Można to częściowo zrzucić na jego dekadencki urok, ale nie zawsze wystarcza. Parodia byłaby celniejsza, gdyby częściej potrafiła odmówić sobie tych samych wygód, które punktuje u konkurencji.
Drugi tom zaczyna jednak pokazywać, że sam żart z niedoszłego samobójcy nie jest całym pomysłem na serię. Po pokonaniu arcydiabła sytuacja w świecie wcale nie zmierza ku szczęśliwemu zakończeniu. Przeniesieni, czyli ludzie sprowadzeni tutaj z innych rzeczywistości i obdarzeni wyjątkowymi mocami, zaczynają używać ich niekoniecznie zgodnie z oczekiwaniami mieszkańców. I trudno się dziwić. Sam fakt, że ktoś dostał potężną zdolność, nie przeprowadza przecież natychmiastowej aktualizacji charakteru do wersji „szlachetny bohater”.
To prosty pomysł, ale otwiera serii znacznie ciekawszą drogę. Isekai bardzo lubią fantazję o człowieku, który w swoim świecie był nikim, po przeniesieniu dostaje wyjątkową moc, a chwilę później zaczyna układać rzeczywistość pod siebie. Zatracony w innym świecie pyta, co będzie, kiedy takich osób pojawi się więcej i nie wszystkie okażą się sympatycznymi protagonistami. Supermoc nie naprawia człowieka. Czasem daje mu tylko znacznie skuteczniejsze narzędzie do robienia tego, co już wcześniej miał ochotę zrobić.
I dopiero na tym tle Sensei zaczyna robić się naprawdę interesujący. Facet, który wyglądał jak kompletnie bezużyteczny żart z protagonisty, dostaje własną zdolność. Nie zamienia się jednak nagle w wojownika wywijającego mieczem. Jego siła wyrasta z tego, kim był wcześniej. Z obserwowania ludzi, słuchania ich i przede wszystkim opowiadania o nich. W świecie pełnym ludzi obdarowanych mocami pojawia się więc pisarz, dla którego cudza historia może być ważniejsza niż kolejna walka.
Bardzo podoba mi się ten kierunek, bo nagle wszystkie wcześniejsze dziwactwa Senseia przestają być wyłącznie dekoracją. Jego największą umiejętnością nie jest walka, magia ani szczęście. To zainteresowanie drugim człowiekiem, nawet jeśli sam zainteresowanie dalszym własnym życiem wykazuje raczej umiarkowane. Kiedy trafia na kolejne osoby, niekoniecznie chce je pokonać. Chce wiedzieć, co im się przydarzyło. Pisarz, który początkowo traktował alternatywny świat jak irytującą przeszkodę na drodze do grobu, zaczyna znajdować w nim materiał. A materiał oznacza historie. Historie zaś są jedną z niewielu rzeczy zdolnych naprawdę go obudzić.
W drugim tomie widać to już znacznie wyraźniej. Sensei nadal pozostaje Senseiem, nadal ma swój śmiertelnie suchy humor i nadal nie zamierza nagle pokochać życia, ale pojawia się w nim ciekawość. Nie świata jako takiego. Ludzi. To subtelna różnica, a może się okazać najważniejsza dla całej serii. Nie trzeba przecież robić z niego pogodnego herosa, żeby pozwolić mu znaleźć powód do wykonania następnego kroku.
Drużyna również zaczyna nabierać kształtu. Nowe postacie wnoszą trochę chaosu, jest Nir, rozwija się sprawa Tamy, a poszukiwanie ukochanej Senseia wciąż pozostaje gdzieś z tyłu. Noda umiejętnie zostawia sobie kilka rzeczy niedopowiedzianych, chociaż momentami daje się odczuć, że manga dopiero rozstawia większą fabułę. Pierwszy tom jest przede wszystkim komediowym przedstawieniem pomysłu, drugi zaczyna dopowiadać, po co ten pomysł ma istnieć przez kolejne tomy.
Kreska Wakamatsu bardzo pomaga przeskakiwać między tonami. Komediowa deformacja nie gryzie się z bardziej dynamiczną akcją, a bohaterowie mają wystarczająco charakterystyczne projekty, żeby świat nie wyglądał jak kolejny katalog fantasy. Najlepszy pozostaje jednak Sensei. Jego martwe spojrzenie potrafi sprzedać puentę bez dodatkowego dialogu. Gdy inni reagują paniką, zdziwieniem albo zachwytem, on wygląda, jakby mentalnie siedział już kilka metrów dalej i zastanawiał się, czy trucizna z tego świata będzie skuteczniejsza od poprzedniej.
Nie każdy dowcip trafia. Czasami żart z samobójstwa jest naprawdę zabawny dzięki absurdowi sytuacji, a czasem seria jedzie na nim o jedno powtórzenie za długo. Fanserwis też nie zawsze pasuje do reszty, szczególnie gdy historia chwilę wcześniej próbuje zbudować bardziej gorzki nastrój. Dwa pierwsze tomy są przez to nierówne, ale mają coś, czego wielu isekai brakuje już na starcie: własny charakter. Nawet kiedy Zatracony w innym świecie wpada w gatunkową koleinę, Sensei szybko robi coś, co znowu wybija historię z rytmu.
Po drugim tomie ciekawi mnie zresztą mniej to, czy Sensei odnajdzie ukochaną albo kto ostatecznie stanie naprzeciw drużyny. Bardziej interesuje mnie, co Noda zrobi z pisarzem, który ruszył w drogę wyłącznie dlatego, że nie udało mu się umrzeć, a po drodze zaczyna znajdować historie warte zapisania. To znacznie lepszy fundament niż sam czarny żart z depresyjnego bohatera. Sensei nadal chce śmierci i zapewne jeszcze długo będzie jej wypatrywał z niezdrowym entuzjazmem. Problem w tym, że ten irytujący inny świat zaczyna podsuwać mu coraz ciekawszych ludzi. A pisarzowi naprawdę trudno umrzeć spokojnie, kiedy jeszcze nie wie, jak kończy się opowieść.
#wydawnictwokotori #mangastore_pl #współpracabarterowa
Manga otrzymana w ramach współpracy z wydawnictwem Kotori

