Niektóre magiczne domy stoją spokojnie, skrzypią podłogą i udają, że są całkiem rozsądne. Ten zdecydowanie nie należy do tej grupy. Dom Dziewiątki ma własny charakter, własne humory i, jak się okazuje, także własne problemy zdrowotne. W Wieży na krańcu czasu dostaje czkawki, a to w przypadku domu zdolnego do podróży między światami oznacza mniej więcej tyle, że spokojna wyprawa bardzo szybko zamienia się w serię katastrof, pomyłek i cudownie absurdalnych przeskoków przez rzeczywistości.
Amy Sparkes kontynuuje historię z ogromną energią. Dziewiątka, Mroczysław, Doktor Łyżek i troll Eryk znów tworzą drużynę, której nie da się pomylić z żadną inną. Każde z nich ma własne dziwactwa, lęki, przyzwyczajenia i sposób reagowania na chaos, a chaos w tej serii jest właściwie pełnoprawnym bohaterem. To literatura dziecięca, która nie boi się szaleństwa, ale nigdy nie gubi przy tym serca.
W drugim tomie bohaterowie trafiają między innymi na Mistrzostwa Świata w Grze w Klasy. Brzmi niewinnie, ale tylko do momentu, gdy okazuje się, że ta gra potrafi być bardziej niebezpieczna niż niejeden pojedynek czarodziejów. Mroczysław, jak to Mroczysław, pakuje się w kłopoty z wdziękiem kogoś, kto bardzo chciałby wyglądać na kompetentnego, a reszta ekipy musi ratować sytuację. Do tego dochodzi tytułowa Wieża na krańcu czasu, miejsce tajemnicze, trochę straszne, trochę zachwycające i bardzo ważne dla samej Dziewiątki.
Najlepsze w Wieży na krańcu czasu jest to, że pod warstwą gagów, magicznych wynalazków i szalonych pomysłów kryje się opowieść o tożsamości. Dziewiątka nie jest tylko rezolutną bohaterką wrzuconą w przygodę. To dziewczynka, która próbuje zrozumieć, kim jest, skąd pochodzi i dlaczego jedyną nitką łączącą ją z przeszłością jest tajemnicza pozytywka. Jej przygoda jest więc nie tylko podróżą przez światy, ale też przez własne pytania.
Autorka bardzo dobrze łączy humor z emocjami. Dialogi są błyskotliwe, pełne drobnych absurdów i zabawnych spięć, ale kiedy trzeba, historia potrafi zwolnić i uderzyć w bardziej czułą nutę. Dziewiątka uczy się, że zmiana nie polega na jednym wielkim geście. Dawne nawyki, strach i poczucie winy wracają, nawet jeśli bardzo chce się być kimś lepszym. To ważne, bo dzięki temu bohaterka nie jest papierowo idealna. Jest żywa, uparta, czasem zagubiona i przez to naprawdę bliska.
Księgarnia na tyłach Kresu idzie jeszcze dalej. Trzeci tom poszerza świat i prowadzi bohaterów do Kresu, miejsca tak dziwnego, że właściwie każda zasada może tam po chwili zmienić kształt. To przestrzeń pełna sklepów, sekretów, magicznych przedmiotów i niepokojących zaułków. Bohaterowie wyruszają na poszukiwania Profesory Miski, najlepszej przyjaciółki Doktora Łyżka, uwięzionej przez Ohydię w sklepie To i Tamto. Już sam zestaw nazw wystarczy, by wiedzieć, że Amy Sparkes bawi się językiem z ogromną przyjemnością.
Ale trzeci tom nie jest tylko kolejną porcją dziwności. Jest też bardziej dojrzały. To opowieść o sekretach, które potrafią być cięższe niż najgroźniejsze zaklęcia. Jedne kryją się w piwnicach osobliwych sklepów, inne w mapach, medalionach i starych przedmiotach, a jeszcze inne głęboko w sercach bohaterów. I właśnie te ostatnie bywają najtrudniejsze do odnalezienia.
W Księgarni na tyłach Kresu bardzo mocno wybrzmiewa motyw przeszłości. Dziewiątka nadal próbuje zbliżyć się do prawdy o swojej mamie, a każdy trop zdaje się prowadzić do kolejnych pytań. Pozytywka, medalion, mapa, dziwne powiązania i ludzie, którzy wiedzą więcej, niż mówią, tworzą historię bardziej tajemniczą niż poprzednie tomy. Autorka pokazuje, że dziecięca fantastyka może być lekka i zabawna, a jednocześnie mówić o stracie, tęsknocie i potrzebie przynależności.
Świetnie wypada też sam Kres. To miejsce trochę mroczne, trochę śmieszne, trochę jak sen po zjedzeniu zbyt dużej ilości magicznych ciastek. Sklepy mają własne zasady, przedmioty niekoniecznie chcą zachowywać się jak przedmioty, a pomoc kogoś podejrzanego może okazać się równie ryzykowna jak odmowa. Ten świat ma własną logikę, bardzo zwariowaną, ale spójną w swoim chaosie. Czytelnik szybko rozumie, że tutaj trzeba uważać nie tylko na potwory, lecz także na drobny druk magii.
Seria Amy Sparkes ma w sobie coś rzadkiego. Jest naprawdę zabawna, ale nie pusta. Jest szybka, ale nie bezmyślna. Jest dziecięca, ale nie infantylna. Szanuje młodego czytelnika, dając mu i przygodę, i emocje, i pytania, które zostają po zamknięciu książki. Przyjaźń nie jest tu prostym hasłem. To codzienne ratowanie się z kłopotów, znoszenie cudzych dziwactw, wybaczanie pomyłek i trzymanie się razem nawet wtedy, gdy dom czka, wieża grozi, a Kres najwyraźniej ma wobec wszystkich własne plany.
Ważne jest również to, jak autorka pisze o odwadze. Dziewiątka nie jest odważna dlatego, że się nie boi. Jest odważna, bo działa mimo strachu. Mroczysław, Doktor Łyżek i Eryk też nie są nieomylni. Każdy z nich ma swoje słabości, ale razem tworzą coś, co daje poczucie domu w najprawdziwszym znaczeniu tego słowa. Nie chodzi o ściany, drzwi ani magiczne pokoje. Chodzi o ludzi, do których chce się wracać.
Wieża na krańcu czasu i Księgarnia na tyłach Kresu pokazują, że ta seria nie stoi w miejscu. Drugi tom rozsadza wyobraźnię tempem i pomysłami, trzeci dodaje więcej tajemnicy, emocji i cieni przeszłości. Razem tworzą kontynuację, która nie tylko utrzymuje urok początku, ale też coraz mocniej odsłania serce całej opowieści.
To książki dla dzieci, które lubią magię, absurd i przygodę, ale też dla dorosłych, którzy chcą przypomnieć sobie, że wyobraźnia nadal potrafi otworzyć drzwi tam, gdzie wydawała się tylko ściana. Amy Sparkes pisze tak, jakby wierzyła, że najdziwniejsze historie są czasem najlepszym sposobem, by powiedzieć coś prawdziwego. I chyba właśnie dlatego ten czkający dom tak łatwo pokochać.

