Ostatnie cztery tomy The Promised Neverland należą właśnie do tej drugiej kategorii. Kaiu Shirai i Posuka Demizu zamykają swoją historię z rozmachem, prowadząc bohaterów od wojny w świecie demonów aż do ostatecznej konfrontacji w Grace Field House.
Tom siedemnasty rozpoczyna się właściwie od momentu, na który seria przygotowywała czytelników od dłuższego czasu. Norman przechodzi do ofensywy i wciela w życie plan całkowitej eksterminacji demonów. Stolica staje się areną brutalnej rewolucji, a konflikt przestaje być walką dzieci o przetrwanie. Teraz chodzi o przyszłość całego świata. Jednocześnie Emma desperacko próbuje powstrzymać przyjaciela, wierząc, że istnieje inne rozwiązanie niż ludobójstwo. To właśnie tutaj najmocniej wybrzmiewa główny konflikt ideowy serii: zemsta i bezpieczeństwo kontra współistnienie oraz przebaczenie.
Osiemnasty tom nieco zwalnia tempo, ale robi to świadomie. Po serii widowiskowych wydarzeń przychodzi czas na rozmowy, spory i moralne wybory. Emma, Ray i Norman stają naprzeciw siebie nie jako dzieci z sierocińca, lecz ludzie reprezentujący zupełnie różne wizje przyszłości. Nie wszystkim przypadnie do gustu większa liczba dialogów kosztem akcji, jednak właśnie tutaj autor próbuje nadać historii głębszy wymiar. Szczególnie interesująco wypada rozwinięcie wątku Musiki oraz odkrywanie prawdy o świecie demonów, które dodatkowo komplikują sytuację i podważają prosty podział na dobro i zło.
Dziewiętnasty tom to z kolei powrót do miejsca, od którego wszystko się zaczęło. Grace Field House pozostaje jednym z najmocniejszych elementów całej serii i sam fakt ponownego odwiedzenia sierocińca wywołuje sporą dawkę nostalgii. Shirai bardzo umiejętnie wykorzystuje ten sentyment, jednocześnie budując napięcie przed finałowym starciem z rodem Ratri. Akcja nabiera ogromnego tempa, pojawiają się kolejne zwroty fabularne, a wydarzenia rozgrywające się równolegle w świecie demonów sprawiają, że trudno oderwać się od lektury. To jeden z najbardziej dynamicznych tomów całego cyklu.
Finałowa część przynosi odpowiedzi na większość najważniejszych pytań. Autor domyka losy bohaterów, wyjaśnia znaczenie Obietnicy i pokazuje konsekwencje decyzji podejmowanych przez Emmę od pierwszych tomów. Nie jest to zakończenie idealne. Można odnieść wrażenie, że część wątków została rozwiązana zbyt szybko, a niektóre postacie schodzą na dalszy plan. Jednocześnie trudno odmówić finałowi emocjonalnej siły. Ostatnie rozdziały potrafią wzruszyć, szczególnie gdy czytelnik uświadamia sobie, jak długą drogę przeszli bohaterowie od czasu ucieczki z Grace Field.
Największą zaletą końcówki pozostają relacje między głównymi postaciami. Emma nadal jest sercem całej opowieści, nawet jeśli jej idealizm bywa momentami przesadny. Norman stanowi jej doskonałe przeciwieństwo – człowieka gotowego poświęcić wszystko dla bezpieczeństwa swoich bliskich. Ray natomiast niezmiennie pozostaje głosem rozsądku, próbującym odnaleźć równowagę między obiema skrajnymi postawami. To właśnie napięcie między tą trójką napędza ostatnie tomy znacznie skuteczniej niż kolejne bitwy czy tajemnice świata.
Nie wszystkie decyzje fabularne są równie udane. W drugiej połowie serii można zauważyć większy nacisk na widowiskowość, a niektóre rozwiązania wydają się mniej przekonujące niż mistrzowsko prowadzona psychologiczna gra z pierwszych tomów. Część czytelników może mieć również problem z rosnącą fantastycznością świata, która coraz bardziej oddala historię od survivalowego horroru znanego z początku cyklu.
Mimo tych zastrzeżeń The Promised Neverland pozostaje jedną z najciekawszych mang shōnen ostatnich lat. To seria, która potrafiła połączyć thriller, horror, fantastykę i opowieść o dojrzewaniu w spójną, emocjonalną całość. Finał nie dorównuje perfekcyjnej pierwszej części historii, ale wciąż dostarcza satysfakcjonującego zakończenia i godnie zamyka losy Emmy, Raya oraz Normana.
Po dwudziestu tomach trudno nie odczuwać pewnego sentymentu. Nawet jeśli ostatnie rozdziały nie są pozbawione wad, pozostawiają czytelnika z poczuciem, że uczestniczył w wyjątkowej przygodzie. A to dla każdej długiej serii jest chyba największy komplement.



