Niektóre klasyczne teksty starzeją się przede wszystkim językowo. Ludzie przedstawieni na ich kartach pozostają natomiast podejrzanie znajomi. Zmieniają się stroje, obyczaje i społeczne oczekiwania, ale przekonanie, że gdzieś czeka na nas znacznie ciekawsze życie, a wystarczy tylko znaleźć odpowiednią osobę, okazuje się wyjątkowo odporne na upływ czasu. Farsa o Inês Pereirze Gila Vicente ma ponad pięćset lat, a jej bohaterka popełnia błędy, które bez większego problemu można byłoby przenieść do współczesnej komedii obyczajowej.
Inês nie chce życia, które przygotowało dla niej otoczenie. Jest młoda, potrafi czytać i pisać, ma ambicje i zdecydowanie nie zamierza potulnie zaakceptować pierwszego kandydata na męża tylko dlatego, że wydaje się rozsądnym wyborem. Marzy o kimś bardziej wyrafinowanym, atrakcyjnym i odpowiadającym jej wyobrażeniom o lepszym świecie. Problem w tym, że Inês znacznie lepiej wie, czego nie chce, niż czego rzeczywiście potrzebuje.
Gil Vicente buduje na tym prostą, ale bardzo wdzięczną farsę. Jej sens streszcza portugalskie powiedzenie, według którego lepszy jest osioł, który nas niesie, niż koń, który nas zrzuca. Inês musi oczywiście przekonać się o jego słuszności na własnej skórze. Kandydat mniej imponujący może okazać się znacznie lepszym towarzyszem niż wymarzony mężczyzna posiadający wszystkie powierzchowne cechy, na które bohaterka wcześniej zwracała uwagę.
Nie oznacza to jednak, że Inês przechodzi klasyczną drogę od kapryśnej dziewczyny do dojrzałej kobiety, która poznaje wartość skromności i rozsądku. I całe szczęście, bo wtedy mielibyśmy do czynienia z dość banalną historyjką moralizatorską. Bohaterka pozostaje interesowna, sprytna i daleka od ideału. Kiedy życie daje jej kolejną możliwość, niekoniecznie wykorzystuje ją zgodnie z zasadami, które uznalibyśmy za moralnie właściwe. Vicente nie potrzebuje jednak bohaterki, której mamy kibicować. Potrzebuje postaci wystarczająco wyrazistej, aby za jej pomocą obśmiać ludzi, obyczaje i społeczne oczekiwania.
Dlatego trudno mi Inês szczególnie polubić, ale jeszcze trudniej uznać to za wadę historii. Jej egoizm, kapryśność i pewność własnych wyobrażeń są paliwem całej farsy. Zresztą mężczyźni pojawiający się wokół niej również nie tworzą galerii wzorów cnót. Każdy na swój sposób staje się częścią żartu, a małżeństwo nie zostaje tutaj przedstawione jako romantyczne spełnienie, lecz przede wszystkim jako społeczna transakcja, w której obie strony próbują coś dla siebie ugrać.
Właśnie ten aspekt sprawia, że Farsa o Inês Pereirze nadal potrafi bawić. Humor jest oczywiście mocno zakorzeniony w realiach swojej epoki, ale stojące za nim mechanizmy pozostają czytelne. Konflikt między córką a matką, pogoń za statusem, ocenianie potencjalnego partnera przez pryzmat pozycji i pozorów czy bolesne zderzenie fantazji z codziennością nie wymagają znajomości XVI-wiecznej Portugalii.
Adaptacja André F. Morgado dobrze wykorzystuje teatralne pochodzenie materiału. Nie próbuje na siłę przerabiać sztuki Vicente na wielką komiksową epopeję. Pozostawia miejsce dialogom, spotkaniom bohaterów i kolejnym komediowym konfrontacjom. Dzięki temu historia zachowuje charakter farsy, a jednocześnie nie sprawia wrażenia dramatu teatralnego mechanicznie przeniesionego do dymków.
Duża w tym zasługa Jeffersona Costy. Ekspresyjna kreska świetnie współpracuje z przerysowaniem właściwym farsie. Mimika, gesty i sposób przedstawiania postaci robią tu część pracy, którą na scenie wykonywaliby aktorzy. Bohaterowie mogą wyglądać śmiesznie, zachowywać się przesadnie i reagować z odpowiednią teatralnością, nie tracąc przy tym czytelności. Komiks nie próbuje udawać realistycznej opowieści historycznej i bardzo dobrze, bo właśnie pewna umowność pasuje do tekstu Vicente.
Najciekawsze pozostaje jednak to, jak niewiele trzeba zmienić, aby historia napisana w pierwszej połowie XVI wieku zaczęła mówić całkiem współczesnym językiem. Możemy inaczej definiować małżeństwo, kobiecą niezależność czy pozycję społeczną, ale potrzeba wyrwania się z przeciętności nie zniknęła. Podobnie jak skłonność do idealizowania ludzi, których właściwie jeszcze nie znamy. Inês chce czegoś więcej i trudno mieć jej to za złe. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy owo „więcej” utożsamia przede wszystkim z atrakcyjnym opakowaniem.
Jednocześnie warto pamiętać, że za komedią kryje się obraz społeczeństwa znajdującego się w okresie zmian. Stary porządek ściera się z nowymi aspiracjami, a kolejne postacie pokazują świat, w którym pochodzenie, majątek, małżeństwo i społeczna pozycja są ze sobą nierozerwalnie związane. Vicente potrafił wykorzystywać humor do przyglądania się takim napięciom bez zamieniania swoich sztuk w wykład. Tutaj także najpierw pozwala się śmiać, a dopiero później zauważyć, z czego właściwie się śmialiśmy.
Nie spodziewałabym się przy tym skomplikowanej historii. To nadal farsa oparta na wyrazistym pomyśle i prowadząca do puenty wynikającej z przysłowia, które stało się jej fundamentem. Zakończenie może przez to wydawać się dość gwałtowne, szczególnie przy współczesnych przyzwyczajeniach narracyjnych. Kiedy jednak spojrzeć na całość jak na sceniczną komedię zbudowaną wokół konkretnego konceptu, konstrukcja staje się znacznie bardziej naturalna.
Farsa o Inês Pereirze sprawdza się więc nie tylko jako sposób na poznanie jednego z klasyków portugalskiej literatury bez rozpoczynania spotkania od XVI-wiecznego tekstu dramatycznego. To po prostu żywa, złośliwa i bardzo ludzka komedia o fatalnych wyborach dokonywanych z pełnym przekonaniem, że właśnie przechytrzyło się życie. Morgado i Costa nie próbują udowadniać, że klasyka jest ważna, więc trzeba ją szanować. Zamiast tego pokazują, że może być zwyczajnie zabawna. A Inês? Cóż, dostaje dokładnie takiego „konia”, jakiego sobie wymarzyła. Dopiero później odkrywa, dlaczego czasem naprawdę lepiej wybrać osła.



