Zbrodnia ojca Amaro jest materiałem wyjątkowo niewdzięcznym do skracania. Powieść Eçy de Queirósa nie opiera się wyłącznie na skandalu związanym z romansem księdza i młodej kobiety, ale na całym systemie zależności, przyzwyczajeń i społecznych pozorów, które sprawiają, że taki romans w ogóle może się wydarzyć i przez pewien czas pozostawać ukryty. André Oliveira, przygotowując wersję komiksową, staje więc przed problemem znacznie poważniejszym niż zwykłe przeniesienie fabuły z prozy do plansz. Musi zachować sens powieści, jednocześnie pozbywając się dużej części jej objętości, opisów i obserwacji obyczajowych. Efekt jest sprawny, miejscami bardzo czytelny i niewątpliwie pozwala szybko wejść w historię, ale jednocześnie pokazuje ograniczenia adaptacji, która chce zmieścić szeroki obraz społecznej hipokryzji w znacznie bardziej zwartej formie.
Amaro nie jest interesujący dlatego, że okazuje się księdzem niezdolnym do dotrzymania celibatu. Sama taka sprzeczność byłaby zbyt prosta. Znacznie ważniejsze jest to, w jaki sposób bohater przyzwyczaja się do usprawiedliwiania własnych pragnień i jak szybko znajduje otoczenie gotowe traktować jego pozycję duchownego jako rodzaj ochronnego płaszcza. W Leirii religijność funkcjonuje nie tylko jako kwestia wiary, ale również jako element towarzyskiego porządku. Duchowni bywają stałymi gośćmi domów, uczestniczą w rozmowach, kolacjach i lokalnych układach, a ich obecność nadaje środowisku pozory moralnego ładu. Oliveira zachowuje ten wymiar historii, choć siłą rzeczy przedstawia go bardziej skrótowo niż powieść. W komiksie szybciej docieramy do kolejnych etapów relacji Amara z Amelią, przez co mniej miejsca pozostaje na stopniowe osadzanie ich romansu w codzienności prowincjonalnego miasta. Traci na tym część społecznego ciężaru oryginału, ponieważ u Queirósa tragedia nie wynika wyłącznie z decyzji dwojga ludzi. Powstaje w świecie, który publicznie wymaga cnoty, a prywatnie bardzo sprawnie toleruje odstępstwa, o ile nie zagrażają one reputacji osób posiadających odpowiednią pozycję.
Amelia jest przy tym postacią znacznie ważniejszą niż rola młodej kobiety uwiedzionej przez księdza mogłaby sugerować. Cała różnica między nią a Amarem polega na tym, że konsekwencje ich wspólnych decyzji od początku nie mogą zostać rozłożone równo. On dysponuje autorytetem, męską swobodą i przynależnością do instytucji zdolnej osłonić własnych przedstawicieli. Ona funkcjonuje w społeczeństwie, w którym seksualność kobiety jest bezpośrednio związana z jej reputacją i przyszłością. Romans może więc przez pewien czas należeć do nich obojga, lecz skandal już nie. To właśnie tutaj krytyka społeczna zachowuje największą ostrość również w komiksie. Historia nie opowiada o jednakowo winnym związku zakończonym nieszczęściem. Pokazuje asymetrię odpowiedzialności. Amaro może obawiać się ujawnienia, ale jego lęk pozostaje przede wszystkim lękiem przed kompromitacją i utratą pozycji. Amelia ryzykuje całym swoim życiem. W miarę rozwoju wydarzeń ta różnica staje się coraz bardziej brutalna.
Najciekawsze w tej opowieści jest to, jak mało potrzeba jawnego cynizmu, aby system zaczął działać przeciwko słabszym. Nie wszyscy duchowni muszą być potworami, nie wszyscy mieszkańcy miasta muszą świadomie uczestniczyć w kłamstwie. Wystarcza sieć drobnych przyzwoleń, niedopowiedzeń i wygodnych interpretacji. Queirós zbudował swoją krytykę właśnie na obserwacji ludzi, którzy potrafią jednocześnie uważać się za moralnych i uczestniczyć w porządku pełnym rażących sprzeczności. Oliveira stara się zachować tę ironię, jednak komiks z konieczności mocniej opiera się na konkretnych scenach i dialogach. Nie zawsze ma czas, żeby pozwolić czytelnikowi samodzielnie zobaczyć narastającą obłudę w serii pozornie niewinnych gestów. Część informacji zostaje przekazana bardzo szybko, czasem zaledwie kilkoma kadrami, co może być szczególnie odczuwalne dla osoby nieznającej wcześniej powieści. Tam, gdzie oryginał pozwalał obserwować stopniowe zagęszczanie atmosfery, adaptacja musi wykonać gwałtowniejszy skrót.
Ricardo Santo wybiera przy tym kreskę bardziej swobodną, niż można byłoby oczekiwać po tak gorzkiej historii. Jego rysunki są czytelne, postacie mają łatwo rozpoznawalne twarze, a plansze nie cierpią na przeładowanie szczegółami. To sprawia, że album czyta się płynnie, lecz właśnie ta płynność bywa czasami problemem. Twarz Amara potrafi mieć lekko karykaturalny charakter, a ekspresja bohaterów momentami wprowadza ton bliższy obyczajowej satyrze niż tragedii. Można to częściowo obronić, ponieważ u Queirósa ironia jest bardzo ważnym narzędziem, a jego krytyka kleru i mieszczaństwa nie zawsze przybiera formę ponurego oskarżenia. Problem pojawia się wtedy, gdy wizualna lekkość utrzymuje się również w scenach wymagających większego ciężaru. Komiks opowiada historię o przemocy ukrytej pod pozorem obyczajowej normalności, dlatego każda nuta graficznej beztroski jest tutaj wyjątkowo ryzykowna.
Nie oznacza to jednak, że rysunki są źle dobrane jako całość. Santo dobrze radzi sobie ze scenami zbiorowymi i potrafi oddać charakter prowincjonalnego środowiska, w którym wszyscy pozostają wystarczająco blisko siebie, by cudze życie mogło szybko stać się przedmiotem obserwacji. Wnętrza, spotkania i gesty między bohaterami budują poczucie świata zamkniętego, w którym prywatność istnieje tylko pozornie. Dobrze sprawdzają się również momenty, kiedy Amaro próbuje zachować kontrolę nad sytuacją, a jego ciało lub mimika zdradzają więcej, niż chciałby powiedzieć. Komiks zyskuje w takich chwilach przewagę nad prozą, ponieważ nie musi nazywać hipokryzji. Może ją po prostu pokazać w układzie spojrzeń, odległości między postaciami albo zachowaniu bohatera pozostającego formalnie przedstawicielem moralnego autorytetu.
Największym ograniczeniem adaptacji pozostaje jednak tempo. Historia przyspiesza w miejscach, które w oryginale wymagają dokładniejszego kontekstu, przez co część relacji i decyzji może wydawać się mniej naturalna. Niektóre przejścia fabularne są bardzo szybkie, a ważne informacje zostają zasygnalizowane zamiast rozwinięte. Osoba znająca powieść prawdopodobnie wypełni te luki własną pamięcią, ale ktoś stykający się ze Zbrodnią ojca Amaro po raz pierwszy może chwilami mieć poczucie, że bohaterowie wykonują kolejny krok zanim poprzedni zdążył odpowiednio wybrzmieć. To częsty problem komiksowych adaptacji klasyki. Skrócenie fabuły można przeprowadzić stosunkowo łatwo, znacznie trudniej skrócić społeczne znaczenie scen. Tutaj Oliveira radzi sobie z głównym szkieletem dobrze, ale nie każda z pozornie drobnych obserwacji Queirósa znajduje odpowiednik w obrazie.
Mimo tych uproszczeń wyraźnie zachowany zostaje jeden z najważniejszych tematów, czyli sposób, w jaki religijna moralność może zostać wykorzystana przeciwko ludziom podporządkowanym jej instytucjonalnym strażnikom. Queirós nie atakuje samej potrzeby wiary równie mocno, jak ludzi czerpiących korzyści z jej społecznego znaczenia. Amaro może głosić określone zasady, a jednocześnie interpretować je w sposób pozwalający mu zachować własne pragnienia. Otoczenie potrafi potępiać niewłaściwe zachowania, dopóki ich konsekwencje ponosi ktoś pozbawiony odpowiedniej pozycji. W tym sensie historia pozostaje nieprzyjemnie współczesna. Mechanizm hipokryzji nie wymaga XIX wieku. Wystarczy grupa przekonana, że reputacja instytucji jest ważniejsza od losu człowieka, który może tę reputację naruszyć.
Tragiczny rozwój relacji Amara i Amelii działa dlatego, że kolejne próby rozwiązania problemu nie prowadzą do przyjęcia odpowiedzialności, lecz do usuwania niewygodnych konsekwencji. Im bardziej sytuacja staje się nieodwracalna, tym wyraźniej widać moralną małość człowieka, który powinien posiadać szczególną świadomość swoich obowiązków. Amaro nie jest demonem. To znacznie gorsze i ciekawsze rozwiązanie. Jest człowiekiem zdolnym do uczuć, pożądania, lęku i wyrzutów sumienia, ale za każdym razem, gdy musi wybierać między ochroną drugiej osoby a ochroną samego siebie, jego priorytety stają się coraz bardziej czytelne. Komiks zachowuje tę stopniową degradację, choć przez skrócone tempo miejscami traci część psychologicznej subtelności. Nadal jednak finał nie wygląda jak przypadkowa katastrofa. Jest logicznym skutkiem serii decyzji podejmowanych przez ludzi bardziej zainteresowanych uniknięciem skandalu niż naprawieniem wyrządzonej krzywdy.
Ważny pozostaje też społeczny charakter winy. Tytuł wskazuje Amara, lecz historia nie pozwala całkowicie zamknąć odpowiedzialności w jednej postaci. Wokół niego istnieje środowisko, które uczy, jak zachowywać pozory, jak obchodzić się z niewygodnymi faktami i jak rozdzielać oficjalną moralność od prywatnych zachowań. Można oczywiście powiedzieć, że ostatecznie decyzje należą do konkretnych ludzi, ale Queirós interesuje się właśnie tym, jakie decyzje stają się łatwiejsze w systemie, który pewnym osobom pozwala na więcej. Oliveira nie zawsze ma miejsce, żeby tę sieć zależności pokazać równie szeroko, dlatego komiks jest bardziej skupiony na podstawowym dramacie. Mimo tego zachowuje dostatecznie wiele otoczenia, żeby czytelnik nie pomylił całej historii z prostą opowieścią o złym księdzu i niewinnej dziewczynie.
Jako adaptacja Zbrodnia ojca Amaro znajduje się więc w niewygodnym położeniu. Jest zbyt skrótowa, by zastąpić powieść, lecz wystarczająco wierna jej głównym problemom, żeby działać jako pierwsze spotkanie z historią. Dla czytelnika znającego Queirósa interesujące będzie obserwowanie, które sceny Oliveira uznał za konieczne i jak Santo wizualizuje bohaterów istniejących dotąd przede wszystkim poprzez narrację oraz dialog. Dla osoby nieznającej oryginału album może natomiast stać się zachętą do sięgnięcia po pełną wersję, szczególnie jeśli pewne motywacje lub relacje wydadzą się zbyt szybko naszkicowane. Nie należy traktować tego jako porażki. Adaptacja klasyki nie musi zastępować źródła, aby mieć sens. Powinna natomiast zachować jego zasadniczy konflikt i nie sprowadzić go do zestawu najważniejszych wydarzeń. Tutaj w dużej mierze się to udaje.
Zbrodnia ojca Amaro André Oliveiry i Ricardo Santo jest więc komiksem solidnym, miejscami bardzo trafnym, ale nierównym w tonie. Najlepiej wypada wtedy, gdy pozwala historii mówić poprzez sytuacje, spojrzenia i coraz wyraźniejszą asymetrię między Amarem a Amelią. Gorzej, gdy musi w kilku kadrach zastąpić społeczne i psychologiczne procesy rozpisane przez Queirósa na znacznie większej przestrzeni. Również lekko karykaturalna kreska nie zawsze współgra z ciężarem tragedii, choć dobrze służy satyrycznym elementom opowieści. To udana kondensacja klasyki, ale bardziej jako interpretacja i zaproszenie do oryginału niż jego pełnoprawny zamiennik. Najważniejsze jednak, że mimo skrótów pozostaje tu wyraźnie widoczna rzecz, która uczyniła tę historię trwałą. Zbrodnia Amara nie zaczyna się w chwili największej tragedii. Zaczyna się dużo wcześniej, gdy człowiek obdarzony społecznym autorytetem uznaje, że zasady obowiązują przede wszystkim innych.



