Jin Seonwoo ma siedemnaście lat i dopiero uczy się rzeczy, które dla większości jego rówieśników są zupełnie zwyczajne. Ktoś chce spędzać z nim czas. Ktoś nazywa go przyjacielem. Dziewczyna, na której mu zależy, odpowiada na jego wiadomości i nie traktuje go jak dziwaka. Drobiazgi, ale dla chłopaka wychowanego przez seryjnego mordercę stanowią niemal przewrót w sposobie myślenia. W drugim tomie Bastarda Carnby Kim wykorzystuje właśnie tę pozorną normalność do przeprowadzenia zasadniczej zmiany w swojej historii. Jin nie próbuje już wyłącznie przetrwać kolejnego dnia u boku ojca. Po raz pierwszy zaczyna zastanawiać się, czy życie może oznaczać coś więcej niż posłuszeństwo.
Dlatego drugi tom przez pewien czas wydaje się spokojniejszy. Thriller zwalnia, ustępując miejsca relacjom między młodymi bohaterami. Kyun Yoon przestaje być jedynie potencjalną ofiarą Dongsoo i powodem buntu Jina. Staje się dla niego pierwszą osobą reprezentującą świat znajdujący się poza kontrolą ojca. Podobną funkcję pełni rozwijająca się znajomość z Jaehyukiem. Jin zaczyna odkrywać koleżeństwo, bliskość, zauroczenie i zwyczajne szkolne życie z mieszaniną ciekawości oraz kompletnego zagubienia. Autorzy potrafią wykorzystać jego społeczną nieporadność również humorystycznie, ale nigdy nie pozwalają zapomnieć, skąd właściwie się ona bierze. Jin nie jest po prostu nieśmiałym nastolatkiem. Przez większość życia funkcjonował w środowisku, w którym podstawową zasadą było podporządkowanie się człowiekowi zdolnemu go zabić.
W tym kontekście tytuł serii nabiera w drugim tomie konkretnego znaczenia. Bunt przeciwko rodzicowi w zwyczajnej rodzinie może oznaczać trzaskanie drzwiami i łamanie zakazów. Tutaj nieposłuszeństwo jest walką o cudze życie. Jin postanawia zostać „bezczelnym bachorem”, ponieważ dopiero odrzucając oczekiwania ojca, może zacząć funkcjonować jako samodzielny człowiek. Carnby Kim prowadzi ten proces bez gwałtownej przemiany bohatera w pewnego siebie protagonistę. Jin nadal się boi, popełnia błędy, improwizuje i nie zawsze potrafi przewidzieć konsekwencje swoich działań. To znacznie ciekawsze od klasycznej historii o słabeuszu, który nagle odkrywa w sobie siłę.
Szczególnie że Dongsoo doskonale zauważa zmianę zachodzącą w synu. Relacja obu bohaterów zaczyna przypominać coraz bardziej wyrafinowaną partię, w której jedna strona przez lata znała wszystkie ruchy przeciwnika, aż nagle pionek zaczął poruszać się niezgodnie z zasadami. Ojciec nie musi nieustannie stosować otwartej przemocy. Wystarczy jego obecność, sugestia, spojrzenie albo świadomość tego, do czego jest zdolny. Przemoc psychiczna okazuje się znacznie istotniejsza od fizycznej, ponieważ Dongsoo nauczył syna kontrolowania samego siebie. Jin przewiduje jego reakcje, pilnuje własnych słów i analizuje każdy ruch. Ojciec jest obecny w jego głowie nawet wtedy, gdy nie znajduje się w kadrze.
To jeden z powodów, dla których Bastard działa tak dobrze jako thriller psychologiczny. Zagrożenie nie sprowadza się do pytania, kiedy morderca ponownie zaatakuje. Znacznie bardziej interesujące jest obserwowanie człowieka próbującego wydostać się spod wieloletniej kontroli. Jin musi nauczyć się podejmowania decyzji, choć wcześniej decyzje podejmowano za niego. Musi nauczyć się zaufania, choć jego najbliższa osoba uczyniła z zaufania narzędzie przemocy. Nawet rodzące się uczucie do Kyun nie może być niewinne, bo natychmiast zostaje wykorzystane przeciwko niemu.
Kyun pełni więc w tej historii ważniejszą funkcję niż klasyczna sympatia protagonisty. Pokazuje Jinowi możliwość życia, którego dotychczas nawet nie potrafił sobie wyobrazić. Jej życzliwość jest czymś banalnym z perspektywy zdrowego człowieka, lecz dla niego niemal doświadczeniem granicznym. Bardzo dobrze działa moment, w którym zwykłe określenie go mianem przyjaciela wywołuje reakcję nieproporcjonalną do sytuacji. Właśnie takie sceny najlepiej pokazują skalę emocjonalnego spustoszenia dokonanego przez Dongsoo. Nie potrzeba kolejnego makabrycznego obrazu. Wystarczy nastolatek, który nie wie, co zrobić z faktem, że ktoś zwyczajnie go lubi.
Jednocześnie autorzy nie pozwalają, żeby ta odrobina normalności całkowicie zmieniła ton opowieści. Informacje o kolejnych zaginięciach przypominają, że poza szkolnymi relacjami nadal funkcjonuje świat przemocy. Co więcej, pojawiają się zdarzenia, których nie sposób łatwo przypisać Dongsoo. Wprowadzenie kolejnego zagrożenia jest ryzykownym zabiegiem, ponieważ historia ojca i syna sama w sobie posiada wystarczający potencjał. Na tym etapie trudno jeszcze stwierdzić, czy poszerzenie galerii morderców okaże się potrzebne, czy zacznie niepotrzebnie komplikować bardzo dobrze działający konflikt. Drugi tom potrafi jednak wykorzystać ten motyw do zachwiania poczuciem bezpieczeństwa czytelnika. Jin zna przynajmniej reguły gry prowadzonej przez własnego ojca. Pojawienie się elementu, którego nie rozumie, odbiera mu nawet tę przewagę.
Kim coraz śmielej korzysta również z przeszłości bohatera. Wspomnienia oraz powracające obrazy dzieciństwa nie są ozdobnikiem mającym tłumaczyć jego obecny charakter. Podważają to, co Jin uważa za prawdę o sobie i własnej rodzinie. Drugi tom zaczyna sugerować, że podporządkowanie ojcu może mieć znacznie bardziej skomplikowane źródła, niż wynikało to początkowo z prostego strachu przed mordercą. Dzięki temu Bastard nie stoi w miejscu. Konflikt pozostaje ten sam, lecz zmienia się wiedza czytelnika na temat jego uczestników.
Youngchan Hwang nadal znakomicie wykorzystuje możliwości bardzo ciemnej oprawy graficznej. Czerń nie jest tutaj dodatkiem mającym poinformować odbiorcę, że czyta ponurą historię. Często niemal pochłania przestrzeń kadru. Postacie wydają się zamknięte w ciasnych pomieszczeniach nawet wtedy, gdy fizycznie mają wokół siebie sporo miejsca. W przypadku Jina dobrze współgra to z poczuciem nieustannego osaczenia. Jego świat może się powoli rozszerzać dzięki nowym znajomościom, lecz wizualnie nadal pozostaje miejscem, z którego trudno znaleźć wyjście.
Hwang świetnie radzi sobie też z twarzami. Bastard nie potrzebuje rozbudowanej makabry, żeby stać się nieprzyjemny. Wystarcza odpowiednio narysowany uśmiech Dongsoo albo spojrzenie przeciągnięte o sekundę za długo. Mimika potrafi zmienić zwyczajną rozmowę w scenę zagrożenia. Autorzy wiedzą, że czytelnik poznał już prawdziwą naturę ojca Jina, więc nie muszą jej nieustannie demonstrować. Przeciwnie, najbardziej niepokojący bywa wtedy, gdy zachowuje się jak sympatyczny i troskliwy rodzic.
Kontrast pomiędzy takimi momentami a scenami szkolnymi zostaje w tym tomie wyraźnie podkreślony. Tam pojawia się trochę oddechu, niezręcznego humoru i młodzieńczej naiwności. Jin odkrywa emocje z opóźnieniem człowieka, któremu zabrano możliwość normalnego dorastania. Niektóre sytuacje związane z jego uczuciową niedojrzałością są zabawne, ale humor nie rozsadza atmosfery thrillera. Przeciwnie, pozwala zobaczyć, jak wyglądałby ten chłopak, gdyby otrzymał szansę na zwyczajne życie.
Drugi Bastard nie dokonuje rewolucji w konstrukcji serii. Nadal podstawą pozostaje pojedynek Jina z Dongsoo i nieustanne pytanie o to, kto pierwszy przejrzy zamiary drugiego. Zmienia się jednak stawka tego konfliktu. W pierwszym tomie Jin miał przede wszystkim powód, żeby się bać. Teraz ma również coś, czego może bronić. Ta niewielka różnica wystarcza, żeby przesunąć całą postać w zupełnie innym kierunku.
Można mieć pewne obawy, czy dokładanie kolejnych niebezpieczeństw nie doprowadzi z czasem do przesady. Bastard jest najciekawszy wtedy, gdy pozostaje historią toksycznej zależności między ojcem a synem. Im ciaśniejsza robi się ta relacja, tym mocniej działa opowieść. Drugi tom na szczęście jeszcze jej nie rozmywa. Przeciwnie, nowe znajomości Jina pozwalają lepiej zobaczyć, jak głęboko Dongsoo zniszczył jego zdolność normalnego funkcjonowania.
I dlatego chwilowe rozjaśnienie tej historii okazuje się potrzebne. Bez niego kolejne akty przemocy zaczęłyby z czasem powszednieć. Carnby Kim daje Jinowi kilka chwil zwyczajności tylko po to, aby uświadomić czytelnikowi, jak wiele chłopak może stracić. Przyjaciel, pierwsze zauroczenie, wiadomość od dziewczyny czy wspólnie spędzone popołudnie stają się czymś bezcennym, gdy wraca się później do domu z człowiekiem takim jak Dongsoo.
Bastard 2 rozwija więc serię przede wszystkim od strony bohatera. Jin zaczyna rozumieć, że przeżycie i życie nie są tym samym. Dotychczas potrafił robić tylko to pierwsze. Drugiego dopiero się uczy, a każdy kolejny krok w stronę normalności oznacza jednocześnie następny krok przeciwko ojcu. W świecie stworzonym przez Carnby Kima nawet przyjaźń może być aktem buntu. I właśnie dlatego ten spokojniejszy miejscami tom potrafi pozostawić po sobie więcej niepokoju niż niejedna znacznie brutalniejsza historia.

