Jeżeli ktoś nadal uważa, że baśnie to wyłącznie niewinne historyjki dla dzieci o księżniczkach, książętach i szczęśliwych zakończeniach, Lou Lubie ma dla niego bardzo brutalną wiadomość. Na końcu wszyscy umierają to komiks, który z jednej strony bawi się naszym wyobrażeniem o klasycznych opowieściach, a z drugiej przypomina, że ich pierwotne wersje często były znacznie bardziej okrutne, dziwaczne i niepokojące niż wszystko, co znamy z ekranizacji Disneya.
Już sam tytuł doskonale oddaje charakter tej publikacji. Nie jest to kolejna książka streszczająca znane baśnie ani nostalgiczna podróż do dzieciństwa. To raczej błyskotliwy esej w formie komiksu, który zagląda pod powierzchnię kulturowego fenomenu baśni i pokazuje, jak bardzo różnią się one od współczesnych wyobrażeń. Lubie przypomina, że historie o Kopciuszku, Roszpunce czy Pięknej i Bestii nie narodziły się jako bezpieczna rozrywka dla najmłodszych. Były opowieściami pełnymi przemocy, seksualności, społecznych lęków i moralnych niejednoznaczności.
Największą zaletą albumu jest sposób, w jaki autorka łączy ogromną wiedzę z poczuciem humoru. Na końcu wszyscy umierają funkcjonuje jednocześnie jako popularnonaukowy komiks, historyczna ciekawostka i satyra. Lubie swobodnie przeskakuje między analizą różnych wersji tych samych opowieści, historią ich powstawania oraz współczesnymi dyskusjami dotyczącymi etyki, cenzury czy reprezentacji. Co ważne, robi to bez akademickiego zadęcia. Nawet najbardziej złożone zagadnienia przedstawia lekko i przystępnie, nie tracąc przy tym merytorycznej wartości.
Szczególnie interesujące są fragmenty pokazujące, jak bardzo zmieniały się baśnie w zależności od epoki, kraju czy autora. Lubie przypomina, że nie istnieje jedna „prawdziwa” wersja większości znanych historii. Opowieści ewoluowały przez stulecia, były modyfikowane, łagodzone, moralizowane albo przeciwnie – wzbogacane o coraz bardziej makabryczne elementy. Dzięki temu czytelnik zaczyna patrzeć na baśnie nie jako zamknięte teksty, ale żywy organizm kulturowy, który nieustannie się zmienia.
Autorka nie unika także tematów współczesnych. Pojawiają się pytania o seksizm, rasizm, stereotypy płciowe czy sposób przedstawiania relacji w klasycznych opowieściach. Co ważne, nie próbuje wydawać prostych wyroków. Zamiast tego zachęca do refleksji nad tym, jak czytać dawne teksty dzisiaj i czy ich problematyczne elementy powinny być usuwane, reinterpretowane czy może pozostawiane jako świadectwo swoich czasów. To jedna z najmocniejszych stron całego albumu, bo zamiast moralizować, autorka prowokuje do samodzielnego myślenia.
Nie mniej ważna jest warstwa graficzna. Rysunki Lou Lubie są pozornie proste, ale niezwykle funkcjonalne. Doskonale współgrają z narracją, potrafią być urocze, groteskowe albo makabryczne dokładnie wtedy, kiedy wymaga tego temat. Dużą rolę odgrywa również humor wizualny, dzięki któremu nawet najbardziej absurdalne czy brutalne fragmenty dawnych baśni wywołują śmiech zamiast szoku.
Co ciekawe, album może zaskoczyć nawet osoby dobrze zaznajomione z tematyką folkloru. Oprócz najbardziej znanych historii pojawiają się mniej popularne warianty i opowieści, które dziś funkcjonują głównie w opracowaniach naukowych. Dzięki temu lektura nie sprowadza się do powtarzania powszechnie znanych ciekawostek o obciętych stopach przyrodnich sióstr Kopciuszka czy mrocznych wersjach Czerwonego Kapturka. Lubie sięga znacznie głębiej.
Największym sukcesem Na końcu wszyscy umierają jest jednak to, że pozostaje fascynującą lekturą niezależnie od poziomu wiedzy czytelnika. Można potraktować ten komiks jako lekką rozrywkę pełną zabawnych anegdot, ale można również znaleźć w nim świetny punkt wyjścia do dalszego zgłębiania historii baśni, folkloru i literatury dziecięcej.
Lou Lubie stworzyła dzieło, które znakomicie wykorzystuje formę komiksu do popularyzowania wiedzy. To publikacja inteligentna, zabawna i bardzo potrzebna, przypominająca, że baśnie nigdy nie były tak niewinne, jak często chcielibyśmy wierzyć. A przede wszystkim pokazująca, że pod warstwą znanych od pokoleń historii kryją się opowieści znacznie bardziej złożone, dziwne i fascynujące, niż mogłoby się wydawać.
Na końcu wszyscy umierają to jeden z tych komiksów, które potrafią jednocześnie rozbawić, czegoś nauczyć i sprawić, że po zakończeniu lektury zaczynamy zupełnie inaczej patrzeć na historie, które wydawało nam się, że znamy od dzieciństwa.



