Nieczęsto zdarza się seria, która od pierwszego tomu otwarcie deklaruje, że interesuje ją bardziej metafizyka niż realizm, bardziej symbol niż logika, bardziej mit niż fabularna dyscyplina. Rycerze Heliopolis od początku byli właśnie takim komiksem. Alejandro Jodorowsky nie próbował opowiadać klasycznej historii przygodowej osadzonej w alternatywnej historii Francji. Budował własną ezoteryczną kosmologię, w której alchemia, mistycyzm, polityka, religia i szaleństwo tworzyły jeden wielki organizm. Czwarty tom stanowi zwieńczenie tej podróży, równie fascynujące, co momentami trudne do jednoznacznej oceny.
Asiamar ma już sto dziesięć lat i zbliża się do ostatniego etapu swojej inicjacji. Citrinitas, czyli alchemiczne „dzieło w żółci”, ma pozwolić mu odzyskać młodość i wkroczyć na kolejny poziom istnienia. Jednak zanim to nastąpi, bohater musi wykonać ostatnią misję. Na jego drodze staje jedna z najbardziej mrocznych postaci XIX wieku, Kuba Rozpruwacz. Jak przystało na Jodorowsky’ego, historyczna figura szybko staje się czymś znacznie więcej niż zwykłym seryjnym mordercą. To kolejny element wielkiej układanki dotyczącej natury człowieka, przemiany i przeznaczenia.
Scenarzysta po raz kolejny ignoruje większość zasad współczesnego opowiadania historii. Nie interesuje go realizm psychologiczny ani ścisła logika wydarzeń. Fabuła funkcjonuje przede wszystkim jako nośnik idei. Kolejne sceny przypominają bardziej senne wizje, filozoficzne przypowieści lub alchemiczne alegorie niż tradycyjną narrację. Dla jednych będzie to największa zaleta serii, dla innych jej największy problem.
W finale szczególnie mocno widać tę specyfikę. Jodorowsky eskaluje wydarzenia niemal do granic absurdu. Pojawiają się kolejne tajemnice, kolejne poziomy wtajemniczenia i coraz bardziej kosmiczna skala konfliktu. Chwilami można odnieść wrażenie, że autor świadomie porzuca jakiekolwiek ograniczenia, pozwalając wyobraźni działać bez kontroli. Niektórych czytelników zachwyci ta bezkompromisowość, inni mogą poczuć się zwyczajnie zagubieni.
Nie wszystkie wątki wybrzmiewają równie mocno. Finał sprawia momentami wrażenie zbyt pośpiesznego, jakby ogrom materiału trzeba było zmieścić w ograniczonej liczbie stron. Pewne idee i relacje aż proszą się o szersze rozwinięcie. Pozostaje również uczucie, że nie wszystkie pytania doczekały się satysfakcjonujących odpowiedzi. Z drugiej strony trudno oczekiwać od Jodorowsky’ego klasycznego domknięcia wszystkich elementów układanki. Jego twórczość od zawsze bardziej interesowała się symboliką niż dosłownością.
Tam jednak, gdzie scenariusz potrafi budzić mieszane uczucia, bezdyskusyjnie triumfuje warstwa graficzna.
Jérémy Petiqueux po raz kolejny dostarcza ilustracje imponujące rozmachem i detalem. Jego realistyczna kreska doskonale odnajduje się zarówno w scenach historycznych, jak i w najbardziej fantastycznych wizjach Jodorowsky’ego. Szczególne wrażenie robi sposób przedstawiania ludzkiego ciała. Anatomia jest tutaj niezwykle precyzyjna, ale nigdy nie sprawia wrażenia akademickiego ćwiczenia. Każda postać posiada własną fizyczność, ciężar i obecność.
Równie istotną rolę odgrywa kolorystyka. Poszczególne lokacje i etapy opowieści otrzymują własną paletę barw, która skutecznie buduje nastrój. Londyn spowity mgłą wygląda zupełnie inaczej niż alchemiczne sanktuaria Rycerzy Heliopolis czy surrealistyczne przestrzenie pojawiające się w późniejszych fragmentach historii. Dzięki temu nawet najbardziej szalone pomysły scenariuszowe zachowują wizualną spójność.
To właśnie ilustracje sprawiają, że nawet w momentach największego narracyjnego szaleństwa trudno oderwać wzrok od kolejnych plansz. Petiqueux nie tyle ilustruje historię, co nadaje jej wiarygodność.
Rycerze Heliopolis 4 nie są komiksem dla każdego. Nigdy nim nie byli. To finał serii skierowanej przede wszystkim do czytelników gotowych zaakceptować reguły gry Jodorowsky’ego, świata, w którym alchemia jest realną siłą, symbole mają większe znaczenie niż fakty, a odpowiedzi bywają mniej ważne od samych pytań.
Jako zakończenie tetralogii album pozostawia pewien niedosyt, ale jednocześnie domyka jedną z najbardziej osobliwych i bezkompromisowych serii europejskiego komiksu ostatnich lat. Nie wszystko tutaj działa idealnie, lecz trudno odmówić tej opowieści ambicji, wyobraźni i autorskiej odwagi. To komiks, który momentami zachwyca, momentami dezorientuje, ale ani przez chwilę nie pozostaje obojętny. A w przypadku twórczości Jodorowsky’ego jest to chyba najlepsza rekomendacja.



