Makoto Yukimura bardzo szybko rozwiewa wszelkie wątpliwości dotyczące charakteru swojej opowieści. Jeśli pierwszy tom był obietnicą wielkiej historii o wikingach, drugi pokazuje, że Saga Winlandzka chce być czymś znacznie więcej niż efektowną kroniką podbojów. To opowieść o przemocy, zemście i ludziach, którzy próbują odnaleźć sens życia w świecie, gdzie miecz wydaje się jedynym obowiązującym argumentem.
Akcja przenosi nas do Anglii roku 1013. Duńskie armie pustoszą kraj, a oddział Askeladda bierze aktywny udział w grabieżach i podbojach. W samym środku tego chaosu znajduje się Thorfinn, chłopak napędzany obsesją zemsty za śmierć ojca. Problem polega na tym, że jego droga do upragnionego pojedynku z Askeladdem prowadzi przez służbę człowiekowi, którego najbardziej nienawidzi.
To właśnie ta relacja pozostaje najciekawszym elementem całej serii. Askeladd jest jednocześnie mentorem, oprawcą i celem życia Thorfinna. Ich rozmowy bywają krótkie, szorstkie i pozornie niewiele znaczące, ale za każdym razem odsłaniają kolejne warstwy obu bohaterów. Yukimura bardzo świadomie buduje napięcie między nimi, nie pozwalając czytelnikowi jednoznacznie ocenić żadnej ze stron.
Drugi tom wprowadza również postać, która natychmiast kradnie każdą scenę, w której się pojawia. Thorkell Wysoki jest żywiołem zamkniętym w ludzkim ciele. Gigantyczny wojownik walczący po stronie Anglików nie kieruje się polityką ani lojalnością. Szuka wyłącznie wyzwań godnych prawdziwego wojownika. Każde jego pojawienie się oznacza spektakularną akcję, ale też przypomnienie, jak bardzo brutalny był świat przedstawiony przez Yukimurę.
Jednocześnie autor nie pozwala zapomnieć, że pod płaszczem przygodowej narracji kryje się znacznie mniej romantyczny obraz epoki. Wikingowie w Sadze Winlandzkiej nie są bohaterami z legend ani popkulturowymi idolami. To najeźdźcy, którzy plądrują, mordują i niszczą wszystko na swojej drodze.
To jedna z największych zalet tej mangi. Yukimura nie wybiela swoich postaci. Nawet Thorfinn, któremu naturalnie kibicujemy, coraz częściej pokazuje mroczniejszą stronę swojej natury. Autor zmusza czytelnika do niewygodnego pytania: czy można podziwiać bohatera, który sam uczestniczy w okrucieństwach?
Na drugim planie coraz większego znaczenia nabierają także polityczne intrygi związane z duńskim podbojem Anglii. Pojawia się młody książę Kanut, który początkowo wydaje się kompletnie nieprzystosowany do świata wojowników i walki o władzę. Już teraz jednak widać, że jego obecność nie jest przypadkowa, a przyszłość tej postaci może okazać się jednym z kluczowych elementów całej historii.
Historyczne tło pozostaje ogromnym atutem serii. Yukimura umiejętnie splata fikcję z rzeczywistymi wydarzeniami i postaciami, dzięki czemu manga zyskuje dodatkową wiarygodność. Nie jest to oczywiście podręcznik historii, ale autor wykonał imponującą pracę, oddając realia epoki i atmosferę XI wieku.
Od strony graficznej Saga Winlandzka nadal zachwyca. Szczegółowe krajobrazy, realistyczne projekty statków, uzbrojenia i osad robią ogromne wrażenie. Jeszcze lepiej wypadają sceny walk, które są dynamiczne, brutalne i niezwykle czytelne. Yukimura potrafi jednocześnie oddać chaos bitwy i nie zgubić emocji bohaterów. Szczególnie efektownie prezentują się panoramy Anglii oraz monumentalne starcia wojsk. Widać, że autorowi zależy nie tylko na widowiskowości, ale także na budowaniu poczucia skali wydarzeń.
Drugi tom Sagi Winlandzkiej udowadnia, że mamy do czynienia z historią znacznie ambitniejszą niż typowa opowieść o wojownikach i podbojach. To brutalna, często niewygodna refleksja nad naturą przemocy oraz ceną, jaką płaci się za życie podporządkowane zemście. A to dopiero początek drogi. I właśnie dlatego tak trudno oderwać się od tej serii.

