Mari postanawia ponownie wyjść za mąż i właściwie nie byłoby w tym nic szczególnie niezwykłego, gdyby jej przyszły mąż nie był o trzy lata młodszy od jej własnej córki. Yukiko nie przyjmuje tej wiadomości z entuzjazmem. Podejrzewa, że początkujący aktor zainteresował się starszą kobietą przede wszystkim ze względu na jej pieniądze, a perspektywa dzielenia domu z młodszym od siebie ojczymem skutecznie przyspiesza decyzję o wyprowadzce do chłopaka. Fumi Yoshinaga zaczyna Ukochane córki od sytuacji, która bez większego problemu mogłaby stać się podstawą komedii obyczajowej. Zamiast żartować z nietypowego małżeństwa, szybko odwraca jednak pytanie: dlaczego dorosłej córce tak trudno uwierzyć, że jej matka może być dla kogoś po prostu atrakcyjną kobietą?
Odpowiedź prowadzi znacznie dalej niż do różnicy wieku. Mari przeszła chorobę nowotworową, owdowiała i sama nie uważa się za piękną. Jej nowy partner widzi ją zupełnie inaczej, a zderzenie tych perspektyw okazuje się jednym z pierwszych sygnałów, że Yoshinaga interesuje się przede wszystkim obrazem kobiet tworzonym przez innych oraz przez nie same. W Ukochanych córkach niemal każda bohaterka nosi w sobie jakieś przekonanie na własny temat, które powstało wiele lat wcześniej. Czasami wystarczy jedno zdanie wypowiedziane przez matkę. Innym razem lata określonego traktowania. Człowiek dorasta, zmienia pracę, partnerów i mieszkania, ale dziecięce rany bywają wyjątkowo odporne na upływ czasu.
Historia Yukiko i Mari jest przy tym tylko punktem wyjścia. Manga składa się z pięciu powiązanych ze sobą opowieści, pomiędzy którymi Yoshinaga swobodnie przekazuje narracyjną pałeczkę kolejnym bohaterkom i bohaterom. Pojawia się między innymi kobieta korzystająca z usług swatki, dziewczyna regularnie zakochująca się w niewłaściwych mężczyznach, a także historia przyjaźni trzech dziewcząt stojących u progu dorosłości. Niektóre postacie znane z wcześniejszych rozdziałów wracają później w zupełnie innym kontekście, inne przesuwają się na dalszy plan. Z czasem okazuje się, że luźna konstrukcja ma znacznie więcej wspólnego z dobrze przemyślanym zbiorem opowiadań niż przypadkowym zestawem historii.
Najbardziej podobało mi się to, jak Yoshinaga wykorzystuje zmianę perspektywy. Bohaterki bardzo często są przekonane, że doskonale rozumieją drugiego człowieka. Yukiko wie, jaka jest jej matka. Mari wie, co myśli o niej własna matka. Przyjaciółki wiedzą, która z nich jest silna i poradzi sobie niezależnie od okoliczności. Kolejne opowiadania delikatnie rozmontowują te pewniki. Nie za pomocą wielkich sekretów czy melodramatycznych zwrotów akcji, lecz przez dopowiedzenie kilku szczegółów, pokazanie wydarzenia z innej strony albo cofnięcie się do momentu, którego wcześniej nie znaliśmy. Nagle zachowanie uznawane za oczywiste zaczyna znaczyć coś zupełnie innego.
Szczególnie mocno wybrzmiewa to w historiach dotyczących matek i córek. Yoshinaga nie idealizuje tej więzi tylko dlatego, że jest rodzinna. Bliskość może oznaczać miłość, ale również frustrację, oczekiwania, rywalizację i zdania wypowiedziane kilkadziesiąt lat wcześniej, które jedna osoba dawno zapomniała, a druga pamięta do dziś. Ostatnia część, sięgająca do relacji Mari z matką, domyka wcześniejsze obserwacje i pokazuje trzy pokolenia kobiet wpływających na siebie często bez świadomości, jak trwałe będą konsekwencje ich zachowania. Dopiero wtedy pewne drobne elementy pierwszej historii nabierają pełnego znaczenia.
Nie wszystkie opowiadania działają jednak równie dobrze. Największy problem miałam z drugim, skupionym na znajomym młodego męża Mari i jego relacji ze studentką. Na tle pozostałych części sprawia wrażenie znacznie słabiej połączonego z główną osią książki, a dodatkowo dotyka bardzo problematycznej relacji seksualnej w sposób, który pozostawił mnie z większą liczbą pytań niż odpowiedzi. Zachowanie studentki przekracza granice zgody, pojawia się również element szantażu, lecz manga nie nadaje tej sytuacji ciężaru, którego oczekiwałabym po takiej historii. Przy subtelności, z jaką Yoshinaga potrafi analizować inne relacje, właśnie ten fragment wypada zaskakująco niezręcznie.
Znacznie ciekawsza jest historia Sayako, która decyduje się skorzystać z pomocy swatki. Łatwo byłoby poprowadzić taki wątek ku przewidywalnemu romansowi i zakończyć go znalezieniem odpowiedniego mężczyzny. Yoshinaga interesuje jednak bardziej to, czego sama Sayako właściwie oczekuje od związku i dlaczego społecznie oczywista droga do szczęścia nie musi odpowiadać jej potrzebom. W całej mandze związki z mężczyznami są ważne, ale nie stają się jedynym sposobem definiowania kobiet. Równie istotne pozostają przyjaźnie, relacje rodzinne, aspiracje zawodowe oraz wyobrażenia o tym, jak powinno wyglądać dorosłe życie.
Dobrze widać to także w historii przyjaciółek z czasów szkolnych. Młodość sprzyja deklaracjom dotyczącym tego, kim nigdy nie będziemy i na co nigdy się nie zgodzimy. Dorosłość ma paskudny zwyczaj sprawdzania tych deklaracji w praktyce. Yoshinaga pokazuje więc dziewczęta z ambicjami i przekonaniami, a następnie ich późniejsze życie, które nie zawsze układa się zgodnie z dawnymi planami. Szczególnie bolesne jest odkrywanie, że osoba postrzegana przez otoczenie jako silna mogła przez cały czas mierzyć się z czymś, czego przyjaciółki zwyczajnie nie potrafiły dostrzec. Manga nie wyśmiewa młodzieńczych ideałów, ale pokazuje, jak bardzo człowieka kształtują rzeczy dziejące się poza wzrokiem nawet najbliższych osób.
Ukochane córki są josei bardzo mocno zakorzenionym w zwyczajności. Nie ma tutaj wydarzenia, które wywróciłoby życie wszystkich postaci do góry nogami, ani wielkiego sekretu czekającego na ujawnienie. Największe dramaty rozgrywają się podczas rozmów, rodzinnych spotkań, randek czy wspominania szkolnych lat. To manga o emocjonalnej pracy, której często oczekuje się od kobiet, o rodzinnych rolach i społecznych scenariuszach określających, kiedy należy wyjść za mąż, jak zachowywać się jako córka oraz czego wypada oczekiwać od partnera. Yoshinaga nie próbuje jednak zmieniać każdej sceny w manifest. Obserwuje przede wszystkim konkretne osoby, a szersze wnioski wynikają z ich doświadczeń.
Równie powściągliwa pozostaje warstwa graficzna. Kreska Yoshinagi jest elegancka i oszczędna, a najważniejszym narzędziem pozostają twarze oraz gesty bohaterów. Autorka potrafi zatrzymać się na pojedynczym obrazie i pozwolić mu powiedzieć więcej niż kolejnej stronie dialogu. W bardziej komediowych momentach mimika staje się prostsza i przerysowana, co chwilami mocno kontrastuje z realistycznym charakterem historii, ale przez większość czasu wizualna oszczędność bardzo dobrze odpowiada kameralności całego tomu.
Początkowo mnogość postaci i przeskoki pomiędzy nimi mogą trochę dezorientować. Sama kilka razy musiałam przypomnieć sobie, w jaki sposób konkretna osoba łączy się z Yukiko albo bohaterką wcześniejszej historii. Konstrukcja zaczyna jednak wynagradzać tę uwagę, gdy pojawiają się kolejne połączenia. Szczególnie finał sprawia, że warto spojrzeć ponownie na początek, ponieważ pewne zachowania, kompleksy i pozornie nieistotne uwagi okazują się fragmentami znacznie dłuższej rodzinnej historii.
Nie jest to manga, która próbuje oszołomić czytelniczkę. Jej odkrycia bywają niewielkie, a niektóre opowiadania są wyraźnie mocniejsze od innych. Yoshinaga ma jednak bardzo dobre wyczucie tych momentów, w których codzienna relacja nagle odsłania coś znacznie głębszego. Najbardziej bolesne rzeczy w Ukochanych córkach często nie wynikają z nienawiści. Przeciwnie, robią je sobie ludzie, którzy pozostają sobie bliscy, tylko nie zawsze potrafią dostrzec, co naprawdę dzieje się po drugiej stronie.
Dlatego tytuł zyskuje z czasem coraz ciekawsze znaczenie. Te córki są kochane, choć niekoniecznie w taki sposób, jakiego potrzebują. Same również kochają swoje matki, przyjaciółki i partnerów, jednocześnie potrafiąc ich ranić, źle oceniać albo brać za pewnik. Yoshinaga nie próbuje tego paradoksu rozwiązać. Pokazuje raczej, że dorosłość czasem polega na ponownym spojrzeniu na ludzi, których wydawało nam się, że znamy od zawsze, i zaakceptowaniu, że ich historia zaczęła się długo przed naszym pojawieniem się w ich życiu.

