Dongsoo nie musi już przekonywać Jina, że jest od niego silniejszy. Znacznie skuteczniejsze okazuje się wmówienie mu, że wszystko, co próbuje zrobić, wcześniej czy później obróci się przeciwko niemu. Czwarty tom Bastarda doprowadza tę strategię do wyjątkowo okrutnego miejsca. Jin zdobył przyjaciół, zbliżył się do Kyun, zaczął ufać własnym decyzjom i przez chwilę mógł uwierzyć, że odzyskuje kontrolę nad życiem. Ojciec odpowiada na to nie kolejnym wybuchem przemocy, lecz czymś znacznie bardziej wyrafinowanym. Próbuje zniszczyć samą możliwość odróżnienia ofiary od sprawcy.
Relacja Jina i Kyun wreszcie przekracza granicę niepewności. Oboje przyznają się do uczuć, a ta bliskość daje chłopakowi coś, czego wcześniej praktycznie nie posiadał: wyobrażenie przyszłości. Nie chodzi już wyłącznie o przetrwanie kolejnego spotkania z ojcem. Jin może pomyśleć o życiu poza domem, o związku, o zwyczajności, której przez lata nawet nie potrafił nazwać. Carnby Kim bardzo świadomie wykorzystuje tę zmianę. Im więcej Jin ma do stracenia, tym większą władzę odzyskuje nad nim Dongsoo. Kyun przestaje być tylko potencjalną ofiarą mordercy. Staje się najważniejszym punktem nacisku na syna.
„Ostatnia propozycja” ojca doskonale streszcza charakter tej relacji. Dongsoo obiecuje zrezygnować z Kyun i odejść, jeśli Jin jeszcze raz stanie się jego pomocnikiem. Konstrukcja jest przewrotnie prosta. Chłopak może ochronić ukochaną, ale musi zrobić dokładnie to, od czego próbuje się uwolnić. Jeśli odmówi, ryzykuje jej życie. Jeśli przyjmie warunki, sam potwierdzi wszystko, co ojciec od dawna sugeruje na temat jego natury. Dongsoo nie zmusza więc Jina jedynie do popełnienia czynu. Zmusza go do uczestnictwa we własnej interpretacji tego czynu.
To istotna różnica. Wcześniejsze tomy opierały się na strachu przed ojcem oraz stopniowym odzyskiwaniu przez bohatera sprawczości. W trzeciej części Jin zaczął nawet dostrzegać, że chłód, umiejętność przewidywania zachowań przeciwnika i gotowość do działania mogą służyć ochronie innych. Teraz ta cała przemiana zostaje zakwestionowana. Dongsoo pyta wprost, czy różnica pomiędzy nimi rzeczywiście jest tak wielka, jak syn chciałby wierzyć. Moment z młotkiem dlatego działa znacznie mocniej niż kolejna scena fizycznego zagrożenia. Jin zgadza się wejść ponownie w rolę wspólnika. Ma ogłuszyć kobietę, wierząc, że jego decyzja ocali Kyun. Wtedy pojawia się ojciec razem z dziewczyną.
Pułapka zostaje zatrzaśnięta. Z punktu widzenia Kyun sytuacja wygląda jednoznacznie. Chłopak, któremu zaufała i którego pokochała, stoi nad bezbronną ofiarą z narzędziem w ręku. Wszystkie słowa Jina mogą od tej chwili zostać potraktowane jak wymówki. Dongsoo nie musi udowodnić, że syn jest mordercą. Wystarczy stworzyć obraz, którego nie da się łatwo zapomnieć.
I właśnie tutaj Bastard przypomina, dlaczego jego antagonista jest tak skuteczny. Dongsoo nie jest najgroźniejszy wtedy, gdy zabija. Najbardziej przeraża, gdy potrafi tak ustawić ludzi i fakty, aby prawda zaczęła wyglądać mniej wiarygodnie od przygotowanego przez niego kłamstwa. Cała przewaga Jina polegała dotąd na tym, że jako jedyny znał prawdziwą twarz ojca. Zarazem był to jego największy problem. Nie miał dowodów, które przekonałyby innych. Dongsoo funkcjonuje publicznie jako człowiek opanowany, kompetentny i troskliwy. Syn natomiast jest wycofanym nastolatkiem obciążonym traumą, którego zachowanie rzeczywiście może wydawać się niestabilne. Ojciec potrafi wykorzystać tę asymetrię z bezwzględną precyzją.
Kim coraz mocniej rozwija więc temat przemocy psychicznej. Oprawca nie musi wyłącznie zastraszać ofiary. Może doprowadzić ją do punktu, w którym zaczyna ona kwestionować własny osąd. Jeszcze skuteczniej działa sytuacja, gdy wątpliwości zaczyna mieć otoczenie. Jin zostaje skonfrontowany z pytaniem o dobro i zło dokładnie wtedy, kiedy jego czyny przestają układać się w wygodny moralny schemat. Chce ratować Kyun, więc zgadza się skrzywdzić kogoś innego. Robi to pod przymusem, ale jednocześnie podejmuje decyzję świadomie. Łatwe zapewnienie, że przecież jest dobrym człowiekiem, nie wystarcza.
To jedna z dojrzalszych rzeczy, jakie seria robi z jego postacią. Carnby Kim nie sprowadza moralności do pochodzenia. Jin nie jest dobry dlatego, że nienawidzi ojca. Dongsoo nie jest zły dlatego, że nosi określoną diagnozę czy posiada szczególny rodzaj charakteru. Różnica powstaje w decyzjach, odpowiedzialności i sposobie traktowania drugiego człowieka. Jednocześnie Jin przez całe życie był ustawiany w sytuacjach, w których czyste wybory właściwie nie istnieją. Ojciec konsekwentnie konstruuje dylematy tak, by każdy rezultat obciążał syna. Jeżeli Jin nie pomoże, ktoś może umrzeć. Jeżeli pomoże, uczestniczy w przemocy. Później Dongsoo może wykorzystać sam fakt uczestnictwa jako dowód, że różnica między nimi jest pozorna.
Właśnie dlatego droga Jina nie może skończyć się prostym stwierdzeniem, że nigdy nie będzie taki jak ojciec. Znacznie trudniejsze będzie zaakceptowanie tego, że zrobił rzeczy straszne, pozostając jednocześnie człowiekiem zdolnym dokonywać innych wyborów. Coraz wyraźniej widać, że kluczowym etapem jego przemiany nie będzie pokonanie Dongsoo, lecz wyjście z moralnego systemu, który ojciec przez lata budował w jego głowie. Kyun otrzymuje w tym tomie więcej znaczenia niż wcześniej. Jej relacja z Jinem przestaje służyć wyłącznie jako jasny kontrapunkt dla mroku rodzinnego domu. Dziewczyna musi zmierzyć się z prawdą, która jest trudniejsza od prostego podziału na niewinnego chłopaka i potwornego ojca.
Dobrze działa przy tym jej deklarowana gotowość pozostania po stronie Jina. Nie wynika wyłącznie z romantycznego zauroczenia. Kyun sama zna życie pozbawione bezpiecznego schronienia. Metafora deszczu dobrze opisuje różnicę między nią a Jinem. Oboje żyją z doświadczeniem cierpienia, ale inaczej się wobec niego ustawiają. Jin długo był przekonany, że bez pomocy nie da się wydostać z własnej sytuacji. Kyun rozumie, że można przejść przez deszcz nawet bez parasola. Ta relacja jest potrzebna, ponieważ seria bardzo łatwo mogłaby ugrzęznąć w nieustannym pojedynku dwóch zamkniętych w sobie mężczyzn. Kyun przypomina, że świat istnieje również poza Dongsoo. Że Jin może zostać określony przez więzi, które sam stworzył, a nie wyłącznie przez człowieka, który go wychował.
Nie oznacza to, że wszystkie elementy romansu są równie subtelne. Seria nadal potrafi upraszczać Kyun, a niektóre jej reakcje wynikają bardziej z potrzeb scenariusza niż z wcześniejszego rozwoju postaci. W czwartym tomie jednak zdecydowanie częściej funkcjonuje jako podmiot, a nie tylko osoba, którą trzeba uratować. Równie interesująco rozwija się Jaehyuk. Po tragedii utracił niemal wszystko i znajduje się w stanie, który czyni go wyjątkowo podatnym na manipulację. Dongsoo natychmiast rozpoznaje tę słabość. Nie musi tworzyć jego gniewu. Wystarczy nadać temu gniewowi kierunek.
To bardzo charakterystyczne dla sposobu działania ojca Jina. On rzadko buduje człowieka od początku. Szuka istniejącego pęknięcia i wciska w nie odpowiednie słowa. Poczucie winy, zazdrość, strach, samotność albo gniew stają się materiałem, z którego konstruuje reakcję potrzebną w danym momencie. Jaehyuk wnosi więc coś więcej niż kolejne zagrożenie. Pokazuje, jak Dongsoo funkcjonuje poza relacją z synem. Jin przez lata pozostawał jego najbardziej podatną ofiarą, ale mechanizm jest uniwersalny. Wystarczy człowiek zraniony na tyle mocno, by odpowiednio podana interpretacja zaczęła wyglądać jak wybawienie.
Czwarty tom ogranicza także potrzebę dokładania następnych seryjnych morderców, co po poprzedniej części działa na korzyść serii. Najbardziej interesującym problemem Bastarda nigdy nie było to, ilu psychopatów może pojawić się wokół Jina. Sedno tkwi w Dongsoo i jego zdolności do przekształcania ludzkich relacji w narzędzia kontroli. Tutaj autor ponownie wykorzystuje go bez rozpraszania uwagi. Antagonista prawie zawsze wydaje się o ruch przed synem. Kiedy Jin zdobywa pewność siebie, ojciec zmienia reguły gry. Kiedy pojawia się możliwość zebrania dowodów, ślady znikają. Kiedy chłopak próbuje chronić Kyun, sama ochrona zostaje wykorzystana przeciwko niemu.
Można mieć momentami poczucie, że skuteczność Dongsoo zaczyna ocierać się o wszechwiedzę. Kolejne elementy jego planów układają się wyjątkowo dogodnie, a przewidywanie reakcji innych ludzi jest niemal nadnaturalnie precyzyjne. Seria zbliża się tutaj do granicy, za którą antagonista przestaje być wybitnym manipulatorem, a zaczyna przypominać scenarzystę kontrolującego wszystkie postacie. Na szczęście Hwang sprzedaje te sytuacje wystarczająco dobrze, by napięcie zwykle wygrywało z pytaniami o prawdopodobieństwo.
Warstwa wizualna ponownie opiera się przede wszystkim na twarzach i ciszy pomiędzy dialogami. Youngchan Hwang nie potrzebuje gwałtownego ruchu w każdym kadrze. Często wystarczy zmiana spojrzenia, delikatnie inny układ ust albo twarz zastygająca w momencie zrozumienia. Szczególnie Dongsoo korzysta na takim sposobie rysowania. Jego spokój stał się już osobnym rodzajem przemocy. Im mniej ekspresyjnie reaguje, tym bardziej niepokojąca staje się scena. Najbardziej przerażający człowiek w Bastardzie niemal nigdy nie musi wyglądać jak potwór. Właśnie dlatego publiczna maska troskliwego ojca pozostaje wiarygodna.
Przeciwieństwem jest Jin, którego emocje coraz częściej przebijają się przez wyuczoną apatię. Strach, rozpacz, gniew i uczucie do Kyun stopniowo rozbijają jego wcześniejszą martwotę. To czytelny wizualny znak przemiany. Chłopak cierpi bardziej otwarcie, ale paradoksalnie właśnie dlatego zaczyna wyglądać na bardziej żywego. Czwarty tom coraz mocniej przypomina etap przed finałem. Mechanizmy zostały już przedstawione, relacje ustawione, a konflikt nie może bez końca powtarzać tego samego cyklu. Jin buntuje się, Dongsoo odzyskuje przewagę, pojawia się nowe zagrożenie, syn próbuje ponownie. Seria potrzebuje rozstrzygnięcia i sama zdaje się mieć tego świadomość.
Nie oznacza to jednak zmęczenia materiału. Wręcz przeciwnie. Ten tom należy do bardziej napiętych części właśnie dlatego, że zagrożenie przestało oznaczać jedynie śmierć kolejnej osoby. Dongsoo atakuje teraz tożsamość syna, jego relacje i wiarygodność. Próbuje pozostawić go bez ludzi, którzy mogliby uwierzyć w jego wersję wydarzeń. A Jin zaczyna rozumieć, że samo przeżycie nie wystarczy. Musi jeszcze zachować prawo do własnej historii. Bastard 4 prowadzi konflikt ojca i syna w stronę najbardziej niebezpieczną dla Jina. Nie chodzi już o to, czy Dongsoo będzie w stanie kogoś zabić. Wiemy, że będzie. Pytanie brzmi, czy zdoła sprawić, że wszyscy wokół zobaczą potwora nie w nim, lecz w jego synu. I czy Jin, po wszystkim, czego dokonał pod jego wpływem, sam będzie jeszcze potrafił temu zaprzeczyć.

