Mangi historyczne często próbują sprzedać czytelnikowi przeszłość jako egzotyczną dekorację. Dają kilka dat, garść nazwisk, trochę kostiumów i liczą, że resztę załatwi sam klimat epoki. Wiedźma z Jurty Tomato Soup idzie zupełnie inną drogą. To historia, która nie tylko rozgrywa się w XIII wieku, ale sprawia, że ten wiek naprawdę czuć. Widać go w języku, obyczajach, architekturze, religii, polityce i codziennych wyborach bohaterów. Co najciekawsze, nie jest to opowieść o wielkich wodzach ani legendarnych bitwach. Przynajmniej na początku. To historia niewolnicy, która odkrywa, że najpotężniejszą bronią może być wiedza.
Pierwsze dwa tomy przedstawiają losy Sitary, osieroconej dziewczyny sprzedanej do niewoli w perskim mieście Tus. Początkowo wydaje się, że czeka ją los jednej z tysięcy podobnych dziewcząt. Trafia jednak do domu uczonych, gdzie zamiast ciężkiej pracy otrzymuje coś znacznie cenniejszego: możliwość nauki. To właśnie tutaj autorka buduje fundament całej opowieści. Sitara bardzo długo nie rozumie, dlaczego miałaby poświęcać czas na zdobywanie wiedzy. Jest przecież niewolnicą, której przyszłość zależy od cudzych decyzji. Dopiero stopniowo odkrywa, że umysł może być narzędziem równie skutecznym jak miecz.
Ten motyw rozwija się konsekwentnie przez oba tomy. W świecie, gdzie większość ludzi definiuje siła militarna, pochodzenie albo majątek, Tomato Soup pokazuje wartość edukacji. Nie jako wzniosłego hasła, ale praktycznej umiejętności pozwalającej przetrwać. Gdy na Persję spada mongolska inwazja, Sitara bardzo szybko przekonuje się, że lekcje wyniesione z domu uczonych mogą okazać się cenniejsze niż złoto.
I właśnie tutaj Wiedźma z Jurty pokazuje swoją największą siłę. To manga historyczna, która nie wykorzystuje historii jako tła dla przygodowej fabuły. Historia jest tutaj głównym bohaterem. Mongołowie nie są anonimową hordą barbarzyńców, a Persowie nie zostali przedstawieni jako wyłącznie szlachetne ofiary. Autorka bardzo wyraźnie stara się pokazać złożoność epoki. Konflikty polityczne, różnice kulturowe, niewolnictwo, religię i społeczne zależności. Dzięki temu czytelnik nie dostaje uproszczonej baśni o dobrych i złych, ale opowieść osadzoną w konkretnych realiach.
Widać też ogrom pracy włożonej w research. Cytaty z Koranu, historyczne szczegóły dotyczące życia codziennego, przedstawienie kultury perskiej i mongolskiej czy nawet drobne elementy stroju sprawiają, że manga ma niemal popularnonaukowy charakter. Co ważne, nie odbywa się to kosztem fabuły. Informacje naturalnie wynikają z wydarzeń i zachowań bohaterów. Nie ma wrażenia, że autor na siłę próbuje udowodnić, ile przeczytał książek.
Najciekawszą postacią pozostaje oczywiście sama Sitara. W pierwszym tomie obserwujemy jej dojrzewanie, zmianę sposobu myślenia i budowanie własnej tożsamości. W drugim tomie ta przemiana zaczyna przynosić konkretne konsekwencje. Dziewczyna przyjmuje nowe imię – Fatima – i coraz wyraźniej zaczyna rozumieć mechanizmy rządzące światem. Zemsta na Mongołach staje się dla niej celem, ale równie ważne okazuje się przetrwanie w rzeczywistości, której nie rozumie i której nie ufa.
Interesująco wypada również galeria postaci drugoplanowych. Szczególnie kobiety. Zarówno Fatima, właścicielka domu z pierwszego tomu, jak i Toregene w drugim, należą do bohaterek inteligentnych, świadomych i dalekich od stereotypów. To ważne, bo manga bardzo wyraźnie pokazuje, że wpływ na historię nie zawsze mają wyłącznie wojownicy i władcy. Czasem równie istotne są osoby działające w cieniu.
Nie oznacza to jednak, że seria jest pozbawiona problemów. Najczęściej powtarzanym zarzutem wobec Wiedźmy z Jurty pozostaje sposób prowadzenia narracji. Tempo bywa nierówne, pojawiają się gwałtowne przeskoki czasowe, a liczba bohaterów szybko rośnie. W drugim tomie można momentami zgubić się w relacjach między postaciami, szczególnie jeśli nie jest się dobrze zaznajomionym z historycznym kontekstem. Sama fabuła bywa też bardziej zainteresowana prezentowaniem realiów epoki niż budowaniem emocjonalnego napięcia.
Podobnie wygląda kwestia rysunków. Styl Tomato Soup jest bardzo charakterystyczny i z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu. Postacie przypominają momentami uproszczone projekty chibi, mają grube kontury i stosunkowo niewiele szczegółów w twarzach. Na pierwszy rzut oka może to sprawiać wręcz infantylne wrażenie. Problem polega na tym, że za tą pozornie lekką kreską kryje się historia pełna przemocy, niewolnictwa, wojen i śmierci.
Paradoksalnie właśnie ten kontrast zaczyna działać na korzyść mangi. Im dłużej się ją czyta, tym bardziej widać, że uproszczony styl pozwala autorce skoncentrować uwagę na otoczeniu. Stroje, architektura, przedmioty codziennego użytku, roślinność czy wnętrza budynków zostały odtworzone z ogromną pieczołowitością. Dzięki temu świat przedstawiony wydaje się niezwykle autentyczny.
Największym osiągnięciem Wiedźmy z Jurty pozostaje jednak coś innego. To manga, która potrafi rozbudzić ciekawość. Po lekturze człowiek ma ochotę sprawdzić, kim była Toregene, jak wyglądały mongolskie podboje, czym żyli mieszkańcy Persji i jak funkcjonowały średniowieczne ośrodki nauki. Niewiele współczesnych komiksów historycznych potrafi osiągnąć podobny efekt.
Pierwsze dwa tomy nie są więc klasyczną opowieścią przygodową ani widowiskowym dramatem wojennym. To przede wszystkim historia o zdobywaniu wiedzy w świecie, który często nagradza brutalność bardziej niż mądrość. Historia o dziewczynie, która odkrywa, że umysł może być skuteczniejszą bronią niż armia.
I właśnie dlatego Wiedźma z Jurty wyróżnia się na tle większości historycznych mang. Nie próbuje zachwycać rozmachem. Zamiast tego cierpliwie buduje opowieść o tym, że największe imperia mogą zdobywać miasta ogniem i mieczem, ale prawdziwa władza często rodzi się w bibliotekach, szkołach i głowach ludzi, którzy nie przestają zadawać pytań.

