Powieść Płazy nie wchodzi do czytelnika cicho. Ona od razu zaczyna grać, szurać brukiem, gadać gwarą, śmiać się przez zęby i wystawiać świat na scenę, na której nikt nie ma pełnej kontroli nad własną rolą. „Kasperl i Margit” to książka gęsta, rozbuchana i żywa, taka, która nie tyle opowiada o epoce, ile pozwala usłyszeć jej hałas.
Już sam punkt wyjścia zapowiada historię rozpisaną na dwa zupełnie odmienne życiorysy. Kasperl przychodzi na świat w biedzie poznańskich ulic. Jest analfabetą, ulicznym łobuzem, chłopakiem wychowanym bardziej przez przypadek niż rodzinę, ale posiada niezwykły dar muzyczny. Margit dorasta po drugiej stronie społecznej drabiny. Pochodzi z zamożnego domu i marzy o scenie, która ostatecznie zaprowadzi ją do Berlina. Oboje żyją w tym samym czasie, lecz niemal w dwóch różnych światach. Ich losy przecinają się dopiero wtedy, gdy historia zaczyna przyspieszać i coraz brutalniej ingerować w ludzkie życie.
Największym bohaterem tej książki nie jest jednak ani Kasperl, ani Margit. Jest nim język. Płaza po raz kolejny udowadnia, że należy do grona pisarzy, którzy traktują słowo nie jako narzędzie opowiadania historii, ale jako jej pełnoprawnego uczestnika. Poznańska gwara, germanizmy, uliczny slang i melodyka mowy nie są tutaj folklorystyczną ozdobą. One budują rzeczywistość. Początkowo mogą sprawiać trudność, lecz po kilkudziesięciu stronach przestaje się je analizować. Zaczyna się nimi oddychać. Powieść nie prowadzi czytelnika za rękę, tylko zmusza go do wejścia w rytm świata przedstawionego.
To właśnie dzięki temu Poznań początku XX wieku wydaje się tak autentyczny. Nie jest muzealną rekonstrukcją ani pocztówką z dawnych czasów. Pachnie ulicą, biedą, teatrem, piwem, kurzem i dymem. Historia nie stoi tu w tle jako zbiór dat. Przewala się przez życie bohaterów niczym żywioł, który jednych wynosi, a innych miażdży. Pierwsza wojna światowa, powstanie wielkopolskie, narodziny nowoczesnej kultury, międzywojenny Berlin i rodzący się nazizm nie są kolejnymi rozdziałami podręcznika. Stają się doświadczeniem konkretnych ludzi.
Płaza z niezwykłą swobodą zestawia światy pozornie odległe. Z jednej strony mamy wielką scenę teatralną, dadaistyczne eksperymenty, artystyczne salony i europejskie metropolie. Z drugiej ulicznych muzykantów, teatrzyki lalek, jarmarki, szemrane zaułki i ludzi żyjących z dnia na dzień. Autor pokazuje, że sztuka nie należy wyłącznie do elit. Równie ważna może być piosenka śpiewana na ulicy czy drewniana pacynka poruszająca tłum bardziej niż niejedno wielkie przemówienie.
Szczególnie interesująco wypada motyw teatru lalek. Początkowo wydaje się jedynie jednym z elementów świata przedstawionego, jednak z czasem staje się metaforą całej opowieści. Ludzie, podobnie jak marionetki, bywają poruszani przez siły, nad którymi nie mają kontroli. Wojna, polityka, narodowość, pochodzenie czy klasa społeczna nieustannie pociągają za ich sznurki. Jednocześnie sztuka pozostaje przestrzenią, w której człowiek może odzyskać własny głos, nawet jeśli tylko na chwilę.
Na ogromne uznanie zasługują również sami bohaterowie. Kasperl jest jedną z najbardziej wyrazistych postaci, jakie pojawiły się ostatnio w polskiej prozie. To jednocześnie błazen, uliczny filozof, włóczęga i człowiek boleśnie doświadczony przez życie. Śmiech staje się dla niego sposobem przetrwania, a muzyka językiem, którym opowiada świat. Margit reprezentuje zupełnie inny rodzaj wrażliwości. Jej historia prowadzi przez teatr, sztukę i miłość, ale również przez samotność oraz konieczność nieustannego wymyślania siebie na nowo. Ich relacja nie przypomina klasycznego romansu. Jest raczej spotkaniem dwóch ludzi próbujących ocalić własną tożsamość w epoce, która nikomu nie daje takiej gwarancji.
Nie jest to jednak książka łatwa. Narracja płynie niespiesznie, bardziej przypomina szeroką rzekę niż wartki strumień. Płaza nie spieszy się z opowiadaniem, pozwala scenom wybrzmiewać, a językowi pracować. Niektórych może odstraszyć brak klasycznej dynamiki czy konieczność oswojenia gwary. To literatura wymagająca cierpliwości i skupienia. Trudno jednak uznać to za wadę. Taki sposób prowadzenia narracji pozwala w pełni zanurzyć się w świecie powieści.
Czytając, miałem również wrażenie, że „Kasperl i Margit” wręcz domaga się znakomitej adaptacji audio. Nie dlatego, że łatwiej byłoby przebrnąć przez gwarę, lecz dlatego, że ta książka brzmi. Jej rytm, muzyczność i sposób budowania zdań aż proszą się o interpretację aktorską. Dobrze przeczytana mogłaby zyskać jeszcze jeden wymiar.
To powieść o miłości, wojnie, sztuce, pamięci i tożsamości, ale przede wszystkim o człowieku próbującym zachować siebie w świecie, który nieustannie próbuje go zmienić. Maciej Płaza stworzył dzieło imponujące rozmachem, niezwykle świadome językowo i literacko odważne. Nie jest to książka dla każdego i chyba właśnie dlatego robi tak wielkie wrażenie. W czasach, gdy wiele powieści stawia przede wszystkim na tempo i prostotę, „Kasperl i Margit” przypomina, że literatura wciąż może być doświadczeniem, w które trzeba wejść całym sobą.

