Najbardziej niebezpieczna religia nie zawsze jest tą, która otwarcie domaga się krwi. Czasem groźniejsza okazuje się wiara, która pozwala ludziom poczuć się spokojniej, zgodniej i lepiej, lecz jednocześnie odbiera im możliwość rozpoznania, gdzie kończy się własna decyzja, a zaczyna cudzy wpływ. Sheri S. Tepper właśnie na tej niepewności buduje Podnosząc kamienie, powieść fantastycznonaukową, która mniej interesuje się technologią niż tym, jak łatwo człowiek oddaje wolność w zamian za porządek.
Akcja rozgrywa się w dalekiej przyszłości, na wielu światach połączonych politycznie, gospodarczo i religijnie. Jednym z nich jest Ziemia Hobbsa, planeta zasiedlona przez ludzi po niemal całkowitym wymarciu rodzimej rasy Owlbritów. Osadnicy poznali część ich języka, obyczajów i wierzeń, ale nie zrozumieli wszystkiego. Pozostała świątynia oraz osobliwy posąg uznawany przez Owlbritów za Boga. Kiedy obiekt rozsypuje się w proch, mieszkańcy nie traktują tego jak końca religii. Po prostu budują następny.
Ten gest wydaje się początkowo niegroźny. Ludzie chcą zachować dziedzictwo wymarłej kultury. Dzieci podnoszą kamienie, wznoszą świątynie i kontynuują rytuał, którego sensu nie znają. Z czasem okazuje się jednak, że bogowie Ziemi Hobbsa nie są martwymi symbolami. Ich obecność wpływa na zachowanie ludzi. W pobliżu świątyń mieszkańcy stają się spokojniejsi, bardziej skłonni do współpracy i mniej agresywni.
Brzmi jak cud. Problem polega na tym, że cud również może być formą przemocy. Tepper pyta nie o to, czy Bóg istnieje, lecz o to, czy człowiek powinien ufać Bogu, który zbyt skutecznie poprawia jego charakter. Ziemia Hobbsa wygląda niemal jak społeczna utopia. Ludzie pracują razem, rozwiązują konflikty bez rozlewu krwi i tworzą wspólnotę pozbawioną wielu problemów znanych z innych światów. Nie wiemy jednak, czy są lepsi, ponieważ dokonali moralnego wyboru, czy dlatego, że jakaś obca inteligencja zmieniła sposób działania ich umysłów.
Autorka nie daje łatwej odpowiedzi. Nie stwierdza jednoznacznie, czym są bogowie ani kto stoi za ich powstaniem. Pozostawia przestrzeń na biologiczne, technologiczne i metafizyczne interpretacje. Można uznać ich za formę obcego życia, pozostałość po Owlbritach, narzędzie kontroli albo rzeczywistą boskość. Każda możliwość jest niepokojąca z innego powodu. W kontraście do Ziemi Hobbsa Tepper przedstawia Voorstod, brutalną teokrację opartą na przemocy, podporządkowaniu kobiet i niewolnictwie. Tutaj religia nie próbuje nawet udawać łagodności. Mężczyźni posiadają pełnię władzy, kobiety mają być posłuszne, a podbite ludy służą jako niewolnicy. Każde okrucieństwo można usprawiedliwić wolą Boga, ponieważ to rządzący decydują, czego Bóg wymaga.
Voorstod jest przerażający nie dlatego, że jego mieszkańcy utracili rozum. Przeciwnie. System został zbudowany świadomie, a religia stanowi narzędzie pozwalające zachować hierarchię. Fanatycy nie muszą wierzyć we wszystko, co głoszą. Wystarczy, że ich doktryna daje im władzę, dostęp do cudzych ciał i prawo do karania każdego, kto próbuje się sprzeciwić. Wiara Voorstodu nie służy zbawieniu. Służy produkowaniu ludzi, którzy posłuszeństwo nazywają cnotą, a przemoc obowiązkiem.
Jedną z osób, które uciekły z tego świata, jest Maire Manone. Przybyła na Ziemię Hobbsa wraz z synem, próbując zostawić za sobą patriarchalną religię, która odebrała jej prawo do własnego życia. Voorstod nie zamierza jednak zaakceptować jej decyzji. Dla jego przywódców ucieczka kobiety nie jest prywatną sprawą. Jest zagrożeniem dla całego porządku, ponieważ pokazuje innym, że podporządkowanie nie musi być wieczne.
Maire należy do najciekawszych postaci w książce. Nie jest klasyczną bohaterką prowadzącą rewolucję ani wojowniczką czekającą na okazję do zemsty. Jest starszą kobietą, która przeżyła własne piekło, wychowała syna i próbuje zbudować spokojne życie. Jednocześnie doskonale rozumie mechanizmy Voorstodu. Wie, że fanatycy nie przyjeżdżają po nią wyłącznie dlatego, że chcą ukarać uciekinierkę. Potrzebują symbolu. Jej powrót miałby udowodnić innym kobietom, że żadna ucieczka nie jest skuteczna. Tepper pokazuje, że system przemocy nie utrzymuje się wyłącznie dzięki karom. Potrzebuje opowieści. Potrzebuje przykładów, legend i widowiskowych aktów podporządkowania. Człowiek taki jak Maire jest niebezpieczny, ponieważ jego istnienie podważa oficjalną narrację.
Znacznie trudniej polubić jej syna Sama. Jest idealistą, marzycielem i człowiekiem obsesyjnie szukającym własnej wielkości. Dorastał bez ojca, więc próbuje zbudować sobie heroiczny obraz męskości. Chce być ważny, potrzebny i podziwiany. Nie rozumie jednak świata tak dobrze, jak mu się wydaje. Sam irytuje, ale ta irytacja ma sens. Tepper wykorzystuje go jako przykład człowieka, który nawet po ucieczce od opresyjnego systemu nadal nosi w sobie jego wyobrażenia. Może odrzucać brutalność Voorstodu, a jednocześnie marzyć o tradycyjnej roli bohatera, obrońcy i ojca. Chce być dobry, ale jego dobroć często ma teatralny charakter. Pragnie nie tylko pomagać, lecz także widzieć siebie jako człowieka, który pomaga.
Jego naiwność kontrastuje z doświadczeniem Maire. Ona wie, że ludzie potrafią opakować żądzę władzy w język honoru. Sam wciąż chce wierzyć, że wielkie czyny wynikają z wielkich intencji. Najbardziej niebezpieczni bohaterowie Tepper nie są potworami. Są ludźmi, którzy tak bardzo potrzebują uważać się za dobrych, że przestają zauważać krzywdę wyrządzaną innym. Powieść rozwija kilka pozornie niezależnych wątków. Na Ziemi Hobbsa obserwujemy powstawanie nowych świątyń, wpływ bogów i życie społeczności rolniczej. W Voorstodzie fanatycy przygotowują działania mające przywrócić Maire pod ich kontrolę. Pojawiają się również politycy, przywódcy religijni, mieszkańcy innych planet i przedstawiciele instytucji, które próbują zarządzać rozległym systemem światów.
Początkowo historia porusza się powoli. Tepper nie śpieszy się z wyjaśnieniem, jak wszystkie postacie i konflikty zostaną połączone. Przez długi czas powieść przypomina społeczną panoramę, w której obserwujemy różne modele życia, religii i władzy. Dopiero w drugiej części staje się jasne, że wszystkie te elementy zmierzają do jednego starcia. Wolne tempo może zniechęcać. Autorka poświęca dużo miejsca rozmowom, doktrynom, obyczajom i organizacji społecznej. Nie buduje napięcia za pomocą nieustannych zwrotów akcji. Zamiast tego stopniowo pokazuje, jak ideologie wnikają w codzienność. Każda religia ma swoje zasady, rytuały i sposoby wpływania na ludzi. Każdy system obiecuje jakiś rodzaj porządku.
Tepper nie ogranicza krytyki do Voorstodu. Łatwo byłoby przedstawić brutalną teokrację jako jedyne źródło zła i przeciwstawić jej dobrą, zgodną wspólnotę Ziemi Hobbsa. Autorka robi coś ciekawszego. Pokazuje, że nawet religia oparta na pokoju może budzić uzasadniony lęk. Jeśli bogowie Ziemi Hobbsa naprawdę zmieniają ludzkie umysły, ich wyznawcy mogą nie być świadomi własnego podporządkowania. Nie potrzebują kar, ponieważ nie odczuwają potrzeby sprzeciwu. Nie cierpią, ale też nie wiadomo, czy pozostają wolni.
Voorstod odbiera wolność przemocą. Bogowie Ziemi Hobbsa mogą odbierać ją łagodnością. To centralny konflikt powieści i jednocześnie jej największa wartość. Tepper nie pyta, która religia jest bardziej sympatyczna. Pyta, ile autonomii można poświęcić w zamian za bezpieczeństwo, harmonię i brak cierpienia. Nie daje czytelnikowi wygodnego stanowiska. Nawet jeśli Ziemia Hobbsa wygląda jak lepsze miejsce do życia, jej doskonałość ma niepokojące źródło.
Świat przedstawiony jest rozbudowany, choć nie wszystkie jego elementy otrzymują pełne wyjaśnienie. Pojawiają się dziwne stworzenia, obce kultury, polityczne struktury i technologie, które autorka pokazuje tylko na chwilę. Niektóre pomysły pozostają niemal groteskowe, inne mają w sobie chłodną biologiczną grozę. Tepper nie próbuje tworzyć technicznej fantastyki opartej na precyzyjnym opisie urządzeń. Interesuje ją społeczny skutek istnienia nowych światów. Ludzie podróżują między planetami, lecz nadal zabierają ze sobą stare uprzedzenia, potrzebę dominacji i religijne konflikty. Kosmos nie zmienił ich natury. Dał jedynie nowe miejsca, w których mogą budować te same hierarchie.
Najbardziej gorzka myśl tej powieści jest bardzo prosta. Człowiek może opuścić Ziemię, ale nie potrafi opuścić samego siebie. Tepper pisze z wyraźnym ideowym zaangażowaniem. Nie ukrywa stosunku do patriarchatu, niewolnictwa i religijnego fanatyzmu. Voorstod jest skonstruowany tak, aby nie budzić wątpliwości moralnych. Jego doktryna służy usprawiedliwieniu przemocy wobec kobiet i słabszych grup. Autorka nie daje oprawcom wielu cech, które mogłyby wzbudzić sympatię.
Ta jednoznaczność momentami zbliża książkę do publicystyki. Niektóre rozmowy brzmią jak spór idei bardziej niż naturalna wymiana zdań. Postacie bywają nośnikami poglądów, a ich indywidualność schodzi na dalszy plan. Tepper chce opowiadać o społeczeństwach, dlatego bohaterowie czasem pełnią funkcję przykładów. Nie uważam jednak, żeby całkowicie niszczyło to powieść. Jej siła nie zależy wyłącznie od emocjonalnej więzi z postaciami. Podnosząc kamienie działa przede wszystkim jako rozbudowany eksperyment myślowy. Każda kultura pokazuje inną formę wpływu, każda religia inaczej definiuje dobro, a każde społeczeństwo próbuje przekonać ludzi, że obowiązujący porządek jest naturalny.
Książka jest formalnie częścią cyklu rozgrywającego się w tym samym uniwersum co Trawa, ale bez problemu można czytać ją samodzielnie. Powiązania z wcześniejszą powieścią są odległe i przede wszystkim tematyczne. Wraca zainteresowanie obcą inteligencją, ludzką pychą oraz cywilizacjami, które nie rozumieją zagrożenia, dopóki nie jest zbyt późno.
W porównaniu z Trawą ta historia jest bardziej społeczna i polityczna. Obcość nadal odgrywa ważną rolę, ale prawdziwe niebezpieczeństwo pochodzi od ludzi. Fanatycy Voorstodu nie potrzebują niezwykłej technologii ani potężnych istot. Wystarczą im dogmat, hierarchia i przekonanie, że przemoc została uświęcona. Podoba mi się również to, że Tepper nie kończy wszystkich wątków naukowym objaśnieniem. Tajemnica bogów Ziemi Hobbsa pozostaje częściowo nierozwiązana. Czytelnik otrzymuje wystarczająco dużo informacji, by stworzyć teorię, ale nie dostaje ostatecznej definicji. To dobra decyzja, ponieważ pełne wyjaśnienie mogłoby osłabić najważniejsze pytanie.
Nie chodzi przecież o to, czym dokładnie są bogowie. Chodzi o to, czy ich działanie można uznać za dobre. Książka stawia czytelnika w niewygodnym położeniu. Trudno potępić istotę, która ogranicza przemoc, uczy współpracy i pozwala ludziom żyć spokojniej. Równie trudno bez zastrzeżeń zaakceptować wpływ, który może usuwać z ludzkiego umysłu możliwość sprzeciwu. Tepper przypomina, że dobro pozbawione wyboru traci część moralnej wartości. Człowiek postępujący właściwie tylko dlatego, że nie jest zdolny do innego działania, nie jest cnotliwy. Jest zaprogramowany.
Najbardziej fascynujący Bóg w tej powieści nie grozi piekłem i nie domaga się ofiar. Sprawia, że ludzie stają się lepsi, a potem zmusza ich do zastanowienia, czy wciąż są sobą. Podnosząc kamienie nie jest lekturą szybką. Wymaga skupienia, cierpliwości i gotowości na długie rozmowy o religii, władzy oraz odpowiedzialności. Wielość postaci może początkowo dezorientować, a rozbudowane wątki długo nie pokazują wspólnego kierunku. Do tego dochodzi sposób składu tekstu, który utrudnia śledzenie nagłych zmian miejsca i perspektywy. Przejścia między scenami bywają słabo zaznaczone, przez co łatwo przez moment nie zauważyć, że narracja przeniosła się do innej postaci lub czasu.
To wada wydania, która realnie wpływa na odbiór. Powieść i bez tego ma złożoną konstrukcję. Brak wyraźnych odstępów pomiędzy wątkami niepotrzebnie zwiększa chaos. Mimo tego historia stopniowo nabiera siły. Gdy wszystkie linie zaczynają się łączyć, wcześniejsze rozmowy i pozornie poboczne wydarzenia okazują się ważne. Tepper buduje finał długo, ale nie bez celu. Konflikt między Voorstodem, Ziemią Hobbsa i pozostałymi społecznościami nie sprowadza się do zwykłego starcia dobra ze złem. Jest konfrontacją różnych sposobów sterowania ludźmi.
Voorstod mówi wprost, że jednostka nie ma znaczenia. Ziemia Hobbsa twierdzi, że wspólnota może istnieć bez przymusu. Pytanie brzmi, czy wpływ bogów rzeczywiście nie jest przymusem tylko dlatego, że nie wywołuje bólu. To powieść niepokojąca, inteligentna i znacznie bardziej aktualna, niż mogłoby się wydawać po jej wieku. Religijny ekstremizm, polityczne wykorzystywanie wiary, podporządkowanie kobiet i tworzenie wroga potrzebnego do utrzymania władzy nie należą do odległej przyszłości. Tepper umieszcza je na innych planetach, ale nie pozwala zapomnieć, skąd pochodzą.
Podnosząc kamienie pokazuje, że ludzie najchętniej oddają wolność temu, kto potrafi przekonać ich, że jest to akt moralny. Czasem robią to ze strachu. Czasem z potrzeby przynależności. Czasem dlatego, że życie staje się dzięki temu prostsze. Najtrudniej rozpoznać niewolę, w której człowiek czuje się szczęśliwy. I właśnie dlatego Bóg Ziemi Hobbsa jest znacznie bardziej interesujący niż wszystkie bóstwa domagające się krwi.

