Przez dwie ostatnie części God of War była jednocześnie wszędzie i nigdzie. To od jej śmierci zaczynała się historia Kratosa i Atreusa. To ona zostawiła wskazówki prowadzące bohaterów przez całą nordycką sagę. To jej decyzje uruchomiły wydarzenia prowadzące do Ragnaröku. A mimo to gracze przez większość czasu znali ją wyłącznie z opowieści, wspomnień i kilku retrospekcji.
Teraz wszystko się zmienia. God of War: Laufey po raz pierwszy stawia Faye w centrum wydarzeń. Nie jako legendę. Nie jako wspomnienie. Nie jako motywację dla innych bohaterów. Tym razem to ona będzie główną bohaterką jednej z najbardziej odważnych i jednocześnie najbardziej ryzykownych odsłon serii. Sony Santa Monica postanowiło bowiem zrobić coś, czego jeszcze kilka lat temu mało kto by się spodziewał. Zamiast kolejnej historii o Kratosie opowieść skupi się na kobiecie, która od samego początku była prawdziwym architektem nordyckiej sagi.
Kim jednak właściwie jest Laufey? Dlaczego jej rola w uniwersum God of War jest znacznie większa, niż mogło się wydawać? I czy nowa gra ma szansę stać się czymś więcej niż tylko poboczną historią wykorzystującą rozpoznawalne nazwisko?
Nie była tylko żoną Kratosa
Najłatwiej opisać Faye jako żonę Kratosa i matkę Atreusa. Problem polega na tym, że takie przedstawienie postaci byłoby równie trafne, jak nazwanie Odyna starszym panem z brodą.
Laufey Sprawiedliwa była jedną z najpotężniejszych przedstawicielek Jötnarów, legendarnych olbrzymów zamieszkujących Jötunheim. W świecie nordyckiego God of War należała do postaci niemal mitycznych. Pomagała słabszym, sprzeciwiała się okrucieństwom Asów i przez lata walczyła przeciwko dominacji Odyna oraz Thora. Jej reputacja była tak wielka, że nawet Mimir żałował, iż nigdy nie miał okazji poznać jej osobiście.
To właśnie Faye była również ostatnią wielką obrończynią swojego ludu. Kiedy Thor rozpoczął systematyczne wyniszczanie olbrzymów, pomagała ukrywać ich sekrety i chronić pozostałych przy życiu. Współpracowała nawet z Týrem przy ukrywaniu wieży prowadzącej do Jötunheimu, skutecznie odcinając dostęp do ojczyzny swojego ludu.
Jednocześnie była wojowniczką budzącą respekt nawet wśród bogów. Kratos wspominał, że walczyła pięknie. Freya określała jej umiejętności jako niezwykłe. Thor natomiast uznał ją za przeciwniczkę godną swojej uwagi, co samo w sobie jest rekomendacją większą niż większość osiągnięć w Dziewięciu Krainach.
Problem polega na tym, że przez większość czasu gracze dowiadywali się o tym wszystkim dopiero po jej śmierci.
Najważniejsza postać nordyckiej sagi
Jednym z najbardziej fascynujących aspektów historii Faye jest fakt, że przez lata pozostawała w cieniu, mimo że de facto kontrolowała większość wydarzeń znanych z God of War z 2018 roku.
Kiedy Kratos i Atreus rozpoczynali swoją podróż, wydawało się, że realizują ostatnią wolę zmarłej żony i matki. Z czasem okazywało się jednak, że każdy element tej wyprawy został przez nią zaplanowany z niezwykłą precyzją.
To Faye oznaczyła drzewa, które Kratos miał ściąć po jej śmierci. To ona celowo zdjęła magiczną ochronę otaczającą ich dom. To ona przewidziała pojawienie się Baldura. To ona wiedziała, że podróż doprowadzi Kratosa i Atreusa do Jötunheimu. To ona zostawiła za sobą wskazówki, które miały pomóc jej rodzinie odnaleźć własną drogę.
W pewnym sensie cała historia God of War z 2018 roku jest historią realizowania planu Faye. Jeszcze ciekawsze jest jednak to, że nie była ona ślepą wyznawczynią przeznaczenia. Wręcz przeciwnie. Kiedy odkryła przyszłość własnego syna i męża, postanowiła zniszczyć część przepowiedni. Według Angrbody to właśnie dlatego uszkodziła fragmenty świątyni w Jötunheimie. Nie chciała, by Kratos i Atreus poznali swoje losy. Chciała dać im możliwość wyboru.
To interesujące odwrócenie ról. Kratos przez całe życie walczył z przeznaczeniem. Faye natomiast znała przyszłość i mimo to zdecydowała się jej nie narzucać.
Kobieta, która walczyła z Thorem
Jednym z najbardziej niedocenianych wątków Ragnaröku pozostaje historia starcia Faye z Thorem. W Vanaheimie gracze mogli odkryć ślady gigantycznej bitwy, która rozegrała się jeszcze przed wydarzeniami znanymi z serii. W jej trakcie Topór Lewiatana zderzył się z Mjolnirem, pozostawiając po sobie charakterystyczne ślady zamrożonej błyskawicy.
To nie była zwykła potyczka. Według relacji świadków Thor i Faye dosłownie rozdarli fragment doliny podczas pojedynku. Zniszczenia były tak ogromne, że część duchów zamieszkujących okolicę została uwięziona między światami. Sam Kratos był później zszokowany skalą gniewu, jaką wykazała się jego żona.
Przez większość czasu gracze poznawali Faye jako mądrą, spokojną i empatyczną kobietę. Historia walki z Thorem przypomina jednak, że pod tą warstwą kryła się również wojowniczka zdolna stawić czoła jednemu z najpotężniejszych bogów nordyckiego panteonu. To ważne, ponieważ nowa gra prawdopodobnie pokaże właśnie tę stronę jej charakteru.

God of War: Laufey nie jest prequelem
Wielu graczy po pierwszych zapowiedziach automatycznie założyło, że otrzyma historię rozgrywającą się przed wydarzeniami z God of War z 2018 roku. Logiczne założenie. W końcu większość informacji o Faye pochodzi z czasów sprzed jej śmierci.
Tymczasem Cory Barlog szybko uciął te spekulacje. God of War: Laufey nie jest prequelem. To pełnoprawna kontynuacja wydarzeń znanych z nordyckiej sagi.
Fabuła rozpoczyna się po śmierci bohaterki. Faye budzi się w tajemniczym miejscu zwanym Everywhen i odkrywa, że zagrożone są plany, które pozostawiła dla Kratosa i Atreusa. Aby ich ochronić, musi odnaleźć drogę powrotną i odkryć sekrety miejsca, które wygląda jak odpowiedź na pytanie zadawane przez Odyna przez setki lat. Co dzieje się z bogami po śmierci? To właśnie wokół tego pytania ma obracać się cała nowa produkcja.
Everywhen może być największą zmianą w historii serii
Jeszcze kilka lat temu większość fanów zastanawiała się, kiedy Kratos odwiedzi Egipt. Potem pojawiły się spekulacje o Japonii. Następnie o Aztekach. Santa Monica najwyraźniej uznała, że odpowiedź brzmi: wszędzie jednocześnie.
Everywhen ma być miejscem, do którego trafiają bogowie różnych mitologii po śmierci. Nie jest kolejną krainą nordyckiego świata. Nie jest też odpowiednikiem Valhalli czy Hadesu. To przestrzeń istniejąca ponad znanymi panteonami. Już pierwsze materiały pokazują bogów pochodzących z zupełnie różnych kultur. Egipską Sekhmet. Mongolskiego Begtse. A prawdopodobnie to dopiero początek.
Samo pojęcie Everywhen nie zostało zresztą wymyślone przez twórców. Wywodzi się z badań nad wierzeniami rdzennych mieszkańców Australii i oznacza rzeczywistość istniejącą jednocześnie poza tradycyjnym podziałem na przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Jeżeli Santa Monica faktycznie wykorzysta ten motyw w pełnym zakresie, możemy mieć do czynienia z najbardziej ambitnym światem w historii marki.

Faye nie będzie żeńskim Kratosem
To chyba najważniejsza rzecz, jaką ujawniły materiały z State of Play. Najprostszym rozwiązaniem byłoby stworzenie kobiecej wersji Kratosa. Bohaterki działającej dokładnie tak samo, tylko wyglądającej inaczej. Twórcy najwyraźniej chcą uniknąć tego błędu.
Już pierwsze fragmenty rozgrywki pokazują zupełnie inny styl walki. Faye jest znacznie szybsza. Korzysta z magii w sposób naturalny. Wykonuje dynamiczne uniki i płynnie przechodzi między walką na ziemi a starciami w powietrzu. Co ciekawe, twórcy otwarcie przyznali, że inspiracją była również grecka era serii. Powraca więc skok, który zniknął po premierze God of War z 2018 roku. Powracają bardziej akrobatyczne kombinacje i większa swoboda ruchu.
Jednocześnie Faye ma dysponować zdolnością manipulowania duszami przeciwników. To właśnie ten element wydaje się najbardziej obiecujący, bo może diametralnie zmienić sposób projektowania walk i rozwoju postaci. Kratos był wojownikiem korzystającym z magii. Faye wydaje się wojowniczką, dla której magia jest częścią tożsamości. To subtelna, ale bardzo istotna różnica.
Sekhmet i Begtse. Pierwsi bogowie nowej ery
Jednym z najbardziej intrygujących elementów pierwszego zwiastuna nie jest wcale sama Faye. Równie interesujące okazują się postacie, które pojawiają się na jej drodze. Po raz pierwszy w historii serii Santa Monica otwarcie pokazuje bóstwa pochodzące z różnych kultur funkcjonujące obok siebie.
Pierwszą z nich jest Sekhmet, jedna z najpotężniejszych i najbardziej budzących respekt postaci starożytnego Egiptu. W egipskiej mitologii była boginią wojny, gniewu, zemsty, ale także chorób i zarazy. Według legend została stworzona przez boga Ra jako żywa broń mająca ukarać ludzkość. Problem polegał na tym, że Sekhmet okazała się tak skuteczna, iż niemal doprowadziła do całkowitego wyniszczenia ludzi. Dopiero podstęp sprawił, że jej szał został zatrzymany.
Już sam wybór tej postaci mówi bardzo wiele o kierunku, w którym może podążać nowa gra. Jeśli Santa Monica szukało reprezentantki egipskiego panteonu, mogło wybrać dziesiątki bardziej rozpoznawalnych bóstw. Tymczasem postawiono na boginię kojarzoną z destrukcją, wojną i niekontrolowaną siłą. Trudno oprzeć się wrażeniu, że twórcy widzą w niej kogoś znacznie więcej niż jednorazowego przeciwnika.
Jeszcze większym zaskoczeniem jest obecność Begtse. To postać, o której większość graczy prawdopodobnie nigdy wcześniej nie słyszała. Begtse wywodzi się z tradycji mongolskiej i tybetańskiej, gdzie funkcjonuje jako bóstwo wojny oraz strażnik chroniący wiernych przed zagrożeniami. W sztuce przedstawiany jest zazwyczaj jako potężny wojownik w czerwonej zbroi, otoczony symboliką bitew i przemocy.
Sam fakt wykorzystania Begtse jest niezwykle interesujący. Przez lata fani spekulowali o Egipcie, Japonii czy mitologii celtyckiej. Niewielu spodziewało się jednak, że Santa Monica sięgnie po znacznie mniej eksploatowane wierzenia Azji Środkowej. To może sugerować, że Everywhen rzeczywiście stanie się miejscem spotkania mitologii z całego świata, a nie jedynie mostem pomiędzy Grecją, Skandynawią i Egiptem.
W praktyce oznacza to coś, o czym fani marzyli od lat. Po raz pierwszy od powstania serii Kratos i jego świat przestają być ograniczeni do jednego panteonu. Jeśli God of War: Laufey odniesie sukces, Sekhmet i Begtse mogą okazać się nie tylko nowymi postaciami, ale pierwszymi reprezentantami znacznie większego uniwersum, które Santa Monica buduje od kilku lat w cieniu Ragnaröku.
Phranque. Najdziwniejsza postać nowego God of War
Przez lata seria God of War przyzwyczaiła nas do bogów, potworów, tytanów, smoków i wszelkiego rodzaju stworzeń wyciągniętych wprost z mitologii. Nawet kiedy Santa Monica pozwalała sobie na odrobinę humoru, zwykle robiła to za pomocą postaci zakorzenionych w konkretnych wierzeniach i legendach. Tym większe zdziwienie wywołał Phranque.
Bo trudno inaczej określić pierwsze spotkanie z istotą przypominającą żywą, półprzezroczystą kostkę galarety, która mówi, żartuje i zachowuje się tak, jakby przypadkiem trafiła do zupełnie innej gry. W pierwszej chwili łatwo uznać go za komediowy przerywnik, maskotkę nowej produkcji albo odpowiednik Mimira przełożony na bardziej fantastyczne realia. Problem polega na tym, że wszystko wskazuje na to, iż byłby to bardzo poważny błąd.
Cory Barlog wyjątkowo mocno podkreśla znaczenie tej postaci. Twórca, który przez lata odpowiadał za najważniejsze momenty współczesnego God of War, nie opisuje Phranque’a jako zabawnego dodatku czy ekscentrycznego towarzysza podróży. Wręcz przeciwnie. Według jego słów jest to jedna z kluczowych postaci całego projektu, a jego rola ma być znacznie większa, niż sugeruje pierwszy zwiastun.

To od razu uruchamia spekulacje. Kim właściwie jest Phranque? Skąd pochodzi? Dlaczego wygląda tak, a nie inaczej? I co najważniejsze – dlaczego znajduje się w Everywhen?
Na razie nie znamy odpowiedzi na żadne z tych pytań. Wiemy jedynie, że to właśnie on ma pomagać Faye w poruszaniu się po tajemniczej rzeczywistości będącej miejscem spotkania różnych mitologii. Sam fakt, że zna zasady rządzące Everywhen, sugeruje, że może być związany z tym miejscem znacznie mocniej, niż początkowo zakładamy.
Nie brakuje teorii, że Phranque nie jest zwykłym mieszkańcem tej rzeczywistości, ale czymś znacznie starszym. Być może istotą istniejącą jeszcze przed powstaniem poszczególnych panteonów. Być może strażnikiem Everywhen. A być może czymś, czego nie da się łatwo przypisać do żadnej znanej mitologii.
To właśnie ostatnia możliwość wydaje się szczególnie interesująca. Jeśli Everywhen ma być miejscem, do którego trafiają bogowie po śmierci, logiczne byłoby istnienie bytów stojących ponad nimi. Istot funkcjonujących poza podziałem na Greków, Asów, Egipcjan czy mongolskie bóstwa. Phranque mógłby być pierwszym przedstawicielem właśnie takiej grupy.
Oczywiście równie dobrze może okazać się po prostu sympatycznym kompanem rzucającym żartami podczas podróży. Historia God of War podpowiada jednak, że Santa Monica bardzo rzadko projektuje ważne postacie przypadkowo. Mimir wyglądał jak gadająca głowa przytroczona do pasa. Brok i Sindri początkowo sprawiali wrażenie wyłącznie komediowych krasnoludów. Obie te postacie ostatecznie odegrały kluczowe role w fabule i stały się jednymi z najlepiej napisanych bohaterów całej serii.

Dlatego zamiast pytać, dlaczego Phranque wygląda tak dziwnie, być może warto zadać inne pytanie. Co takiego wie, że twórcy uznali go za jedną z najważniejszych postaci nowego God of War?
Bo jeśli historia Santa Monica czegoś nauczyła fanów tej serii, to właśnie tego, że najbardziej niepozorne postacie często skrywają największe sekrety.
Dlaczego God of War: Laufey może być ważniejszy, niż się wydaje?
Najłatwiej byłoby sprowadzić nową grę do prostego hasła: „God of War z kobietą w roli głównej”. Tylko że byłoby to ogromne uproszczenie.
Znacznie ciekawsze wydaje się coś innego. God of War: Laufey wygląda jak próba wykonania kolejnego dużego kroku po rewolucji z 2018 roku. Nie przez zwiększanie skali świata czy liczby przeciwników, ale przez zmianę perspektywy.
Przez dwie ostatnie części obserwowaliśmy historię człowieka uciekającego przed własną przeszłością. Teraz główną bohaterką staje się kobieta, która całe życie próbowała budować przyszłość. To bardzo różne punkty widzenia.
Jeżeli Santa Monica wykorzysta potencjał Faye tak dobrze, jak wcześniej wykorzystało Kratosa, możemy otrzymać nie tylko kolejną odsłonę jednej z największych serii PlayStation, ale także historię, która pozwoli spojrzeć na cały nordycki cykl z zupełnie nowej perspektywy. A biorąc pod uwagę, że przez lata poznawaliśmy ją wyłącznie przez opowieści innych bohaterów, najwyższy czas, by sama mogła opowiedzieć własną.



